Archiwum Polityki

Wierzyłem, że oni żyją

Zapis niepublikowanej rozmowy Andrzeja Wajdy z Józefem Czapskim

Andrzej Wajda: – Józiu, powiedz, z czym słowo Katyń ci się kojarzy? Brałeś przecież udział w poszukiwaniach tych oficerów. Powiedz mi, co wyzwala w tobie to słowo, co jest pierwszym twoim odruchem?

Józef Czapski: – Pierwszym odruchem było to – jakeśmy zaczęli podejrzewać straszne rzeczy – że ja przecież już kilkadziesiąt lat temu, to znaczy w 1918 r., szukałem moich kolegów. Mój pułk dał mi dość dużą sumę, 14 tys. kierenek, i wyjechałem do Petersburga, bo była wiadomość, że nasi koledzy tam siedzą w więzieniu. Miałem nadzieję, że z tymi pieniędzmi ich jakoś wykupię. To był dość wariacki pomysł, bo wtedy się strzelało do tych, co przyjeżdżali o takie rzeczy pytać. (...) Dojechałem do Petersburga i nagle, zupełnie przypadkowo (Czapski mówi: wypadkowo, ZP), spotkałem lekarza polskiego, który był ojcem kolegi mego brata w szkołach. Czy pan zwariował, co pan się tu pcha? O co panu chodzi? Ja opowiadam, że chcę znaleźć moich kolegów. Czy pan rozumie, że jeżeli pan pójdzie do jakiegokolwiek hotelu, to pana natychmiast zastrzelą, a przynajmniej zamkną. Niech pan mieszka u mnie. (...)

Jaki był rezultat twoich poszukiwań?

Rezultat moich poszukiwań był najgorszy... Powiedzieli mi: jeżeli chcesz czegoś się dowiedzieć, musisz się zwrócić do najwyżej postawionych, bo niżej nikt ci nic nie powie. I wtedy się wybrałem do takiej pani Stasowej, która była w komitecie trzech, z Zinowiewem i z Trockim, i oni rządzili północną Rosją, bo już rząd wyjechał do Moskwy. Nazywali ją sumieniem rosyjskiej rewolucji. Więc ja się zwróciłem do niej i rzeczywiście to był jedyny człowiek, który po ludzku mnie przyjął. Powiedziałem, o co mi chodzi. Ona się zastanowiła i powiedziała: Ja panu pomogę. Dała mi list do człowieka, który wiedział, kto siedzi w więzieniach.

Polityka 37.2007 (2620) z dnia 15.09.2007; Kultura; s. 68
Reklama