Archiwum Polityki

Walka kasowa

Rozmowa z prof. Juliuszem Gardawskim o sile związkowych protestów, ich liderach i o tym, czym mogłyby być w Polsce związki, gdyby chciały

Janina Paradowska: – Nie ma w Polsce dialogu społecznego, dlatego potrzebne są akcje protestacyjne. To jedno z głównych haseł związków zawodowych z ostatnich dni. Dialogu rzeczywiście nie ma?

Juliusz Gardawski: – Najbardziej efektywny jest on na poziomie 10 zespołów problemowych i 14 zespołów branżowych Komisji Trójstronnej, gdzie wszystkie związki mają już swoich profesjonalistów. To są ludzie drugiego szeregu, często wiceprzewodniczący organizacji, którzy stali się dobrymi fachowcami w wielu specjalnościach, na przykład w prawie pracy czy polityce socjalnej, czasem lepszymi niż politycy, bo ci dość często się zmieniają. Nie udało się natomiast osiągnąć dużych porozumień, czyli paktów społecznych, ale to jest poziom zarezerwowany dla polityki. Najintensywniej próbował doprowadzić do takiego paktu wicepremier Jerzy Hausner, ale się nie udało.

Dlaczego paktowanie na dużą skalę się nie udaje.

Bo sytuacja nigdy nie sprzyjała. Chyba rzeczywiście najwięcej woli wykazywał wicepremier Hausner, ale Solidarność akurat odczuwała dramatyczny efekt rządów AWS. Związek poparł cztery reformy rządu Jerzego Buzka, w efekcie gwałtownie obniżył się prestiż społeczny Solidarności. Większe zaufanie zaczęło mieć nagle OPZZ.

Poważnego paktowania nie ułatwia też nasz model związków zawodowych. Mamy tu pluralizm, który nazywam konfliktowym, partykularnym, polegający na tym, że związki są wobec siebie umiarkowanie lojalne.

Na tym żeruje Sierpień 80? Szantażuje inne związki?

Sierpień 80 jest bardzo poważnym wyzwaniem dla największych central związkowych, bo jest w stanie przelicytować każdego w radykalnych postulatach. To jest nieduży związek, który może sobie pozwolić na luksus myślenia w kategoriach nieekonomicznych, nie zasiada w Komisji Trójstronnej, nie podejmuje żadnych zobowiązań.

Polityka 48.2008 (2682) z dnia 29.11.2008; Temat tygodnia; s. 16
Reklama