Archiwum Polityki

Ostatnia akcja Jana Machulskiego

Jeszcze niedawno, podczas benefisu Szymona Szurmieja, wystąpił w scence z „Romea i Julii”, mając obok młodziutką partnerkę. Oczywiście to był żart, niemniej kwestie sławnego kochanka z Werony w jego wykonaniu czarowały nadal.

Do końca zachował bowiem coś z niepokojącego młodzieńczego entuzjazmu, którym zachwycał w swych pierwszych rolach teatralnych i filmowych. Masową popularność przyniosły mu występy w filmach syna Juliusza, w szczególności postać kasiarza dżentelmena z „Vabanków”, ale starsi widzowie dobrze pamiętają jego wcześniejsze kreacje. Przede wszystkim postać zbuntowanego „chłopca znikąd” z filmu Tadeusza Konwickiego „Ostatni dzień lata” z 1958 r., który wzbudzał zachwyty na festiwalu w Wenecji. Jedną ze swych najlepszych ról zagrał w debiutanckim „Sublokatorze” (1967) Janusza Majewskiego, dając próbkę subtelnych umiejętności komediowych. Wówczas pokazywał się w wielu filmach, choć nie zawsze były to dzieła wybitne. Potem bywały jednak lata chudsze. Teraz można usłyszeć daremne żale, że polskie kino go nie wykorzystało. Wydaną parę lat temu autobiografię zatytułował „Chłopak z Hollyłódź” (urodził się w 1928 r. w Łodzi). Chłopakom z podobnym talentem i wdziękiem w Hollywood jest chyba łatwiej zrobić karierę.

Na szczęście Machulski potrafił żyć sensownie bez kina. Założył wraz z żoną offowy (jak byśmy dziś powiedzieli) Teatr Ochoty, do którego zapraszali najmłodszych adeptów aktorstwa, wykładał przez lata w łódzkiej szkole filmowej, gdzie wychował wielu liczących się dziś aktorów.

Na premierę czeka ostatni film, w którym zagrał, pod tytułem „Ostatnia akcja”.

Polityka 48.2008 (2682) z dnia 29.11.2008; Ludzie i obyczaje; s. 101
Reklama