Archiwum Polityki

Szepty na biesy

Na choroby, na kłótnie w rodzinie, na nerwy, na nową pracę i na sprawy beznadziejne najlepsza na Podlasiu jest szeptucha. Wie to nawet zaprzysięgły racjonalista.

Srebrny Opel na białostockich numerach parkuje na podwórku pod lasem. Z auta wychodzi młoda kobieta w białym kusym futerku, w wysokich czarnych kozakach na obcasie i z lakierowaną torebką. Dłonią z wypielęgnowanymi, długimi paznokciami śmiało otwiera drewnianą furtkę. W małym zadbanym domku znika na 20 minut. Kiedy wychodzi, szczelnie chowa głowę w kaptur, bo już wie, że nerw nie lubi zimna. Jak niemal wszyscy odwiedzający szeptuchy, nie jest skłonna do zwierzeń.

Polityka 4.2008 (2638) z dnia 26.01.2008; Na własne oczy; s. 116