Archiwum Polityki

Ważny jest Kazik

Skończyły się juwenalia, co pilniejsi studenci przystąpili do sesji egzaminacyjnej, a kluby studenckie przygotowują już ofertę wakacyjną niekoniecznie dla młodzieży uczelnianej. Dyskusje o kulturze studenckiej ożywione nieco z okazji 50-lecia ZSP przygasły, ale nie znaczy to, że problem przestał istnieć. Rzecz nie sprowadza się przecież do wesołych harców, bo wiąże się z doniosłym pytaniem o kondycję nowego pokolenia inteligencji.

Hasło „kultura studencka” w czasach dzisiejszych brzmi osobliwie. Głównie dlatego, że nieodwołalnie niesie ze sobą skojarzenia z historią PRL-u, kiedy to środowiska akademickie spełniały rolę kulturalnej awangardy, tworzyły enklawy względnej swobody i umożliwiały ekspresję rozmaitym niepokornym duszom. Najpierw STS i Bim-Bom, potem Salon Niezależnych, krakowski tygodnik „Student”, a wreszcie świnoujska Fama i gitarowi balladziści – oto kamienie milowe historii owych działań, które teraz przeszły w sferę mitu nie zawsze zrozumiałego dla młodej generacji.

Polityka 25.2000 (2250) z dnia 17.06.2000; Kultura; s. 52