Archiwum Polityki

Prezydent stawia kropkę nad i

Prestiżowej katastrofy na brukselskim szczycie obawialiśmy się niepotrzebnie. Kiedy polski prezydent wszedł na salę obrad z ustami rozciągniętymi w charakterystyczny sposób, oznaczający, że jest mu strasznie wesoło, kiedy zaczepnie szturchnął premiera w plecy, a ten mu nie oddał, i kiedy wreszcie zajął krzesło, którego premier nawet nie próbował mu wyrwać – świat odetchnął, gdyż stało się jasne, że szczyt zakończy się pełnym sukcesem. Po kilku minutach prezydent mógł już z obrad szczytu wyjść, zostawiając rządowi dogadanie szczegółów sukcesu.

Polityka 43.2008 (2677) z dnia 25.10.2008; s. 4