Archiwum Polityki

Smutek w cieniu piramid

Co roku 150 tys. Polaków zapełnia kurorty nad Morzem Czerwonym. I tyle widzą Egiptu, bo gospodarze, tłumacząc to bezpieczeństwem gości, jeśli już pozwolą pojechać do piramid czy Luksoru, to w konwojach­ z wojskową asystą. Mało kto ma więc powód i okazję zastanawiać się, że kiedyś z licznych plakatów zniknie uśmiech prezydenta Mubaraka. A wtedy wszystko może się tu zmienić.

Nie stój pan tu, to nie jest bezpieczne miejsce, zwłaszcza o drugiej nad ranem – młody uśmiechnął się na pożegnanie i dał nura pomiędzy oleiste wykopy i ciężkie sterty prętów zbrojeniowych. Może to z dobrego serca, a może przez wspólny zapocony los podróżnych, ściśniętych udo w udo, jak śledzie, w puszce mikrobusu z Taby, na granicy Izraela, do samych przedmieść Kairu. Siedem godzin pustyni. Od tej chwili żadne z setek oczu nie wydawały się już przyjazne.

Polityka 3.2009 (2688) z dnia 17.01.2009; Na własne oczy; s. 92
Reklama