Archiwum Polityki

Zimna woda zdrowia doda

Pierwszy raz mors wchodzi do zimnej wody z ciekawości, drugi – na przekór sobie, a trzeci – z przyzwyczajenia. Tych przyzwyczajonych jest w Polsce kilka tysięcy, twierdzi organizator

Kiedy babcię Halinę brała choroba, prosiła dziadka, żeby zawinął ją w mokre prześcieradła i szczelnie przykrył pierzyną. Choroba zdjęta – oświadczała uroczyście po kilku godzinach. Artur miał siedem lat, gdy wygrzebał pośród papierów dziadka „Moje leczenie wodą” Sebastiana Kneippa (tego samego, który zalecał codzienne mycie). – Moja pierwsza samodzielnie przeczytana książka. Dziewiętnastowieczna, przetłumaczona piękną polszczyzną – wspomina. Pamięta każde zdanie i sam się dziwi, że rady niemieckiego księdza trafiły do pierwszoklasisty.

Polityka 9.2009 (2694) z dnia 28.02.2009; Na własne oczy; s. 100
Reklama