Ja My Oni

3 x piekło

Dlaczego nie potrafimy współczuć ofierze gwałtu?

Dla zgwałconych kobiet moment wyrwania się z uścisku napastnika nie oznacza końca traumy, lecz dopiero jej początek. Dla zgwałconych kobiet moment wyrwania się z uścisku napastnika nie oznacza końca traumy, lecz dopiero jej początek. gianluca / Flickr CC by 2.0
Współczesne polskie sądy, zważywszy na ohydny charakter zbrodni i związany z nią dotkliwy, nieodwracalny uszczerbek psychiczny ofiar, orzekają zaskakująco łagodne wyroki. W 2010 r. średnia długość zasądzonej kary za gwałt wynosiła 3,5 roku.

Lubiła biegać – zawsze dawało jej to dużo radości i doskonale odstresowywało. Tamtego dnia, kiedy ścieżka zrobiła się pusta, zboczyła z niej za potrzebą. Kilkukrotnie uderzył ją w głowę, następnie przyłożył do skroni pistolet (lub przedmiot go przypominający). Zgwałcił. Zerwała się i uciekła.

Początkowo współpraca z policją układała się dobrze. Piątego dnia policjanci ponownie zabrali ją na miejsce zdarzenia. Jeden z nich powiedział, że jej nie wierzy; świadkowie nic nie widzieli, a obrażenia są „podejrzanie niewielkie”. Skoro napastnik miał broń, to dlaczego niby jej nie zastrzelił zaraz po tym, jak już sobie poużywał? Stróż prawa poradził kobiecie odwołać zeznania. Ironizował, że pewnie wymyśliła historię, żeby zwrócić na siebie uwagę i zostać celebrytką. Poczuła się zgwałcona po raz drugi. Trzeciego gwałtu na kobiecie dopuścili się internauci. Dowiedziała się m.in., że: „kobiety generalnie lubią gwałty i dążą do nich”, „była głupia, bo przecież Las Kabacki to miejsce szemrane i zwłaszcza kobiety nie powinny tam wchodzić”, a jej ciało porównywano do „samochodu z kluczykiem w stacyjce”, „mieszkania otwartego na oścież”, „torebki z banknotami niedbale przewieszonej przez ramię”. Burmistrz dzielnicy Ursynów napisał: „Jak ona biegła po ciemku?”. A po umorzeniu śledztwa przez prokuraturę z powodu niewykrycia sprawcy dodał: „Gwałt? A może paranoja i fala medialna?”.

Teoria sprawiedliwego świata

Niestety, dla zgwałconych kobiet moment wyrwania się z uścisku napastnika nie oznacza końca traumy, lecz dopiero jej początek. Nowymi katami często stają się ci, którzy za zadanie mają otoczyć ofiarę troską – służba zdrowia (zagajenie podczas obdukcji: „Skoro nie chce dawać pani mężowi, to po co wychodziła pani za mąż?”), a także wymiar sprawiedliwości – policjanci, prokuratorzy, sędziowie, ławnicy i członkowie ławy przysięgłych (niestosowne żarty policjantek przy przyjmowaniu zawiadomienia o przestępstwie na jednym z komisariatów: „Niewłaściwy stosunek do stosunku po stosunku”).

W orzecznictwie sądowym wielokrotnie wskazywano na konieczność prowadzenia spraw dotyczących zgwałceń w taki sposób, aby nie dopuścić do rewiktymizacji. Jednak nawet gdy kobieta ma szczęście i przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości wykazują się empatią i kulturą osobistą, to część procedur i tak może doprowadzić do tego, że zgwałcona poczuje się powtórną ofiarą. To np. wielokrotne przesłuchania, liczne wezwania do udziału w czynnościach procesowych, podanie wyroku skazującego do publicznej wiadomości, brak oddzielnych poczekalni dla świadków, z czym wiąże się konieczność wielokrotnego spotkania ofiary i oprawcy twarzą w twarz.

Do rewiktymizacji prowadzą również zachowania najbliższego otoczenia kobiety oraz postronnych komentatorów. Melvin Lerner w 1980 r. zaproponował teorię, w myśl której ludzie są powszechnie motywowani do wiary w sprawiedliwość świata i dlatego uważają, że cnota zawsze zostaje nagrodzona, a występek ukarany. Ze względu na powszechność zjawiska uczony nazwał je „podstawowym urojeniem”.

Z licznych badań wynika, że dążenie do sprawiedliwości wyznacza dwie główne reakcje na niezasłużone cierpienie ofiar. Pierwsza z nich polega na tym, że ludzie albo starają się pomóc ofierze w polepszeniu jej losu, albo przynajmniej myślą o niej pozytywnie. Najłatwiej o to, gdy zbrodniarz zostanie ujęty i ukarany. Alternatywna reakcja wiąże się z obwinianiem ofiary za opłakane położenie, w którym się znalazła. To powszechne zachowanie, gdy napastnika nie udaje się schwytać. Koncepcja sprawiedliwego świata zostaje wówczas zagrożona, a przypisanie winy ofierze pomaga ją przywrócić.

Reakcja względem osoby poszkodowanej zależy również od tego, jak bardzo jest postrzegana jako zasługująca na miano ofiary. Taki status łatwiej uzyskać jest: (1) osobie znacznie słabszej od napastnika, (2) takiej, która zanim doszło do zdarzenia zajmowała się czymś akceptowalnym społecznie (np. szła do pracy), (3) miała prawo być tam, gdzie była, (4) sprawca był „duży i zły”, (5) nie znała sprawcy i nic z nim ją wcześniej nie łączyło.

Szczególnie nieprzychylne nastawienie do zgwałconych kobiet wykazują inne kobiety. W ten sposób zwiększają psychologiczny dystans pomiędzy sobą i ofiarą. Zakładają, że tamta musiała sprowokować gwałciciela, przez co zasłużyła na to, co ją spotkało. „A skoro ja nie prowokuję, to jestem bezpieczna”. Ów efekt jest tym bardziej wyraźny, im bardziej ofiara podobna jest do danej kobiety.

Dlaczego mężczyźni gwałcą

Zdaniem seksuologa prof. Lechosława Gapika (odsiadującego właśnie czteroletni wyrok za molestowanie seksualne swoich pacjentek) na ogół gwałcą mężczyźni, którzy „nie potrafią w inny sposób nawiązać kontaktu z kobietą”.

Feministka Susan Brownmiller stwierdziła zaś w wydanej w 1975 r. książce „Against Our Will: Men, Women and Rape” („Wbrew naszej woli: mężczyźni, kobiety i gwałt”), że u podłoża gwałtów leży męska chęć dominacji nad kobietami. Jej zdaniem „Gwałt to nienaturalne zachowanie, które nie ma nic wspólnego z seksem i nie posiada swojego odpowiednika w świecie zwierzęcym”. Biolog Randy Thornhill wraz z antropologiem kulturowym Craigiem T. Palmerem, autorzy książki „A Natural History of Rape: Biological Bases of Sexual Coercion” („Historia naturalna gwałtu: biologiczne podstawy przemocy seksualnej”), załamują ręce z powodu upowszechnienia się powyższego błędnego ich zdaniem poglądu. Najnowsze wyniki badań istotnie przemawiają za tym, że pogląd Susan Brownmiller jest tyleż powszechny, co nieprawdziwy. Chociaż osoby, które nie doświadczyły na własnej skórze zgwałcenia, uważają, że napastnik był motywowany chęcią dominacji, to kobiety, które padły ofiarą przemocy seksualnej, sądzą, że napastnik zmotywowany był głównie żądzą seksualną. Thornhill i Palmer naturę gwałtu tłumaczą przez pryzmat psychologii ewolucyjnej.

Ponieważ kobiety znacznie więcej od mężczyzn inwestują w poczęcie potomstwa, poprzeczkę stawiają swoim partnerom wysoko. Pragną, aby mężczyzna ich życia był zarówno atrakcyjny fizycznie (dzięki temu synowie staną się nie mniej seksowni od swoich ojców), jak i majętny oraz wpływowy.

Szczęśliwcy dysponujący atrakcyjnym wyglądem i wysokim statusem mają spore szanse w zalotach. Tuziny róż, romantyczne kolacje przy świecach, drogi pierścionek zaręczynowy to rytuał, który wymaga poświęcenia znacznej ilości czasu i nakładów materialnych. Samce innych gatunków również poświęcają sporo czasu i energii na uwodzenie samic. W zależności od gatunku tańczą, stroszą piórka albo dają smaczne prezenty. Im również zajmuje to dużo czasu i energii, dlatego część z nich wybiera drogę na skróty – gwałt. Wspomniany fenomen stwierdzono wśród: insektów, ptaków, ryb, gadów, płazów, ssaków morskich i naczelnych.

Dr Randy Thornhill swoją pracę doktorską poświęcił badaniu owadów z rzędu wojsiłki. Samce wykształciły dwie strategie godowe: albo dają samicom prezent ślubny (masę z utwardzonej śliny, którą wytworzyli, lub martwego insekta), albo biorą je siłą. W ich ciałach wykształcił się nawet wyspecjalizowany narząd pomagający im w gwałceniu samic (mogą złapać samicę za pierwszą z par skrzydeł, udaremniając jej ucieczkę). Kiedy w ramach jednego z eksperymentów ów organ został pokryty woskiem pszczelim, samce straciły zdolność gwałcenia. Samice wojsiłki preferują osobniki, które zalecają się do nich po dobroci (przynoszą podarek), uciekają zaś przed tymi, którzy prezentów nie mają. Samce też wolą „przyjść z pełnymi rękoma”, a do gwałtu uciekają się, gdy nie udało im się zdobyć upragnionego przez samicę prezentu. Kiedy w ramach eksperymentu usunięto z danego terenu sprytniejsze samce, niedojdy szybko zmieniły swoją strategię godową z seksualnego zniewolenia na oferowanie korzyści. Thornhill i Palmer przekonują, że z ewolucyjnego punktu widzenia ma to głęboki sens, bo dobrowolny stosunek wiąże się ze zwiększoną szansą na penetrację i przekazanie nasienia.

Zdaniem badaczy analogiczny mechanizm jak u wojsiłki funkcjonuje u mężczyzn. Z tą różnicą, że „organ”, który pomaga im w realizacji zbrodniczego zamierzenia, znajduje się w ich umysłach.

Dr Menelaos Apostolou na łamach jednego z zeszłorocznych wydań pisma „Aggression and Violent Behavior” przekonuje, że wszyscy mężczyźni mogą uciec się do gwałtu, gdy okoliczności są ku temu sprzyjające. Na obronę swojej tezy cypryjski badacz przytacza doniesienia z frontów, z których wynika, że ogromna liczba mężczyzn biorących udział w wojnach gwałci kobiety (według przywołanej przez autora statystyki tylko pod koniec II wojny Armia Czerwona dopuściła się w Berlinie około miliona zgwałceń, w których brała udział większość radzieckich żołnierzy). Zdaniem dr. Apostolou nawet mężczyźni o bardzo wysokiej wartości na rynku matrymonialnym dopuszczają się zgwałceń, ale tylko wówczas, gdy ryzyko poniesienia konsekwencji tego czynu (zemsty ze strony rodziny ofiary lub osądzenia) jest minimalne. Na wojnach korzystają głównie niezguły niemające bez użycia siły większych szans na zainteresowanie swoją kandydaturą atrakcyjnej kobiety. Taka strategia reprodukcyjna może okazać się skuteczna. Z danych, które przytacza James C. McKinley Junior na łamach „The New York Times”, aż 35 proc. z 304 zgwałconych podczas wojny domowej w Rwandzie kobiet zaszło w ciążę. Zdaniem dr. Apostolou mężczyźni o niskiej wartości na rynku matrymonialnym skorzy są dopuszczać się zgwałceń, nawet gdy pociąga to za sobą znaczne ryzyko, ponieważ w otwartej grze są bez szans.

Biolog Joan Roughgarden z Uniwersytetu Stanford obawia się, że koncepcja Thornhilla i Palmera może być wykorzystywana przez oskarżonych jako kolejna wymówka („zgwałciłem ją, bo ewolucja kazała mi to zrobić!”). To jeden z powodów, dla których ich teoria wzbudza kontrowersje.

Konsekwencje gwałtu

Niezależnie od przyczyn, dla których mężczyźni dopuszczają się gwałtów, konsekwencje są bardzo destruktywne dla ofiar w sferze fizycznej, psychicznej, materialnej i społecznej.

Dr Mary P. Koss oraz Mary R. Harvey na łamach książki „The Rape Victim” przedstawiają czterofazowy model reakcji na gwałt. Podczas gwałtu ofiara odczuwa silny strach (przed zranieniem i zabiciem), czego skutkiem jest dezorganizacja zachowania. Lęk uniemożliwia jej adekwatną ocenę i optymalne zareagowanie na sytuację. Zamiast tego może przejawiać silne fizjologiczne reakcje na stres (np. wymiotować). Później często czuje się z tego powodu zawstydzona i ma do siebie pretensje (dlaczego się nie broniłam?). Po zgwałceniu ofiary wykazują na ogół jeden z dwóch emocjonalnych stylów reagowania: ekspresyjny (częste i intensywne wyrażanie emocji, płacz, krzyk, złoszczenie się) oraz maskujący (spychanie negatywnych odczuć w głąb siebie). Na etapie rekonstrukcji ofiara podejmuje działania na rzecz odzyskania poczucia bezpieczeństwa (jednakże pomimo powrotu do codziennych aktywności zadania realizowane są w sposób mechaniczny, powierzchowny). Jeśli ofiara decyduje się na podjęcie kroków zmierzających do ukarania sprawcy, to dopiero po ukończeniu procesu przechodzi do etapu rekonstrukcji.

Kobiety, które przeżyły zgwałcenie, często cierpią na PTSD (zespół stresu pourazowego). 90 proc. z nich notuje spadek zainteresowania aktywnością seksualną, co druga wykazuje objawy reakcji hipergwałtownej (raptowne reakcje na nagłe, zaskakujące bodźce – trzaśnięcie drzwiami, dzwonek telefonu itd.). Ofiary gwałtu często cechuje ponadto: niestabilność emocjonalna, skłonność do irytacji i zamartwiania się, niecierpliwość, utrata poczucia humoru. Kolejne z możliwych następstw to: zaburzenia lękowe, napady paniki, zaburzenia nastroju (dystymia, depresja), zaburzenia psychotyczne (psychozy) oraz koszmary senne. Pomimo wysiłków, by usunąć traumatyczne wspomnienia z pamięci, często powracają one do świadomości w postaci intruzywnych myśli i obrazów, znienacka przebijając się do świadomości (tzw. przebłyski). Zgwałcenie ma również dla ofiar następstwa społeczne (unikanie sytuacji lub kontekstów przywodzących na myśl zdarzenie (ofiara obawia się, że ponownie padnie ofiarą przestępstwa).

Najbliżsi zgwałconej kobiety często stają się pośrednimi ofiarami zbrodniarza (również u nich może wystąpić syndrom PTSD). Ponadto rodzina i przyjaciele cierpią, bo trudno im z ofiarą rozmawiać; aktywizują się też ich własne lęki. W konsekwencji przejawiają względem ofiary nadopiekuńczość. Pozwala im to uśmierzyć poczucie winy wynikające z nieochronienia poszkodowanej przed gwałcicielem. Powszechna wśród bliskich ofiary jest tendencja do unikania rozmów na temat gwałtu. W zamyśle ma to pomóc jej zapomnieć o przykrym przeżyciu. Zmowa milczenia sprawia jednak, że gwałt staje się tematem tabu, a ofiara traci możliwość ekspresji swoich emocji i konfrontacji z nimi.

Szczególnie bolesne dla kobiet bywają reakcje ich życiowych partnerów. Z powodu braku zapewnienia swojej wybrance należytej ochrony cierpi ich poczucie męskości. Zemsta na oprawcy pomogłaby mężczyźnie w odzyskaniu poczucia kontroli i odbudowaniu nadszarpniętej reputacji. Partnerzy zgwałconych też zachowują się niekiedy nadopiekuńczo. Niestety, bardzo często zaistniała sytuacja ich przerasta. Nie potrafią poradzić sobie z własną bezsilnością. Poczucie winy bywa redukowane poprzez deprecjonowanie ofiary i przerzucenie na nią odpowiedzialności za to, co się stało. „Po co poszła przez las. A teraz? Skoro już nie jest tylko moja?” – to zdaniem dr. Grzegorza Południewskiego klasyczne reakcje. W ich efekcie często dochodzi do rozpadu związku z ofiarą.

Zdaniem psychologów ewolucyjnych ogrom cierpień psychicznych doświadczanych przez ofiary gwałtu stanowi adaptację. Randolph M. Nesse na łamach pisma „The Sciences” przekonuje, że ból psychiczny motywuje osobę doświadczającą go do unikania okoliczności, w wyniku których powstał. Thornhill i Palmer twierdzą, że gwałt to najbardziej traumatyczne z perspektywy kobiety przestępstwo, ponieważ jego sprawca działa na pohybel jej sukcesowi reprodukcyjnemu. Jeśli bowiem kobieta w efekcie zgwałcenia zajdzie w ciążę, to straci szansę wyboru najlepszego ojca dla swojego dziecka (wybór ten został jej wszak narzucony przemocą), może też utracić zasoby stałego partnera oraz doznać obrażeń fizycznych pomniejszających jej wartość na rynku matrymonialnym.

Z nieopublikowanego jeszcze raportu z badań autorstwa Carin Perilloux, Joshuy D. Duntleya i Davida M. Bussa z Uniwersytetu Texas w Austin, który ukaże się niebawem na łamach czasopisma „Personality and Individual Differences”, wynika, że kobiety, które doznały przemocy seksualnej, znacznie bardziej niż zewnętrzni oceniający doszukują się winy za zaistniałe zdarzenie w swoim postępowaniu. Mają do siebie na ogół pretensje o to, że niewystarczająco się opierały (25 proc. badanej grupy), analogiczny wyrzut czyni sobie wyłącznie 11 proc. kobiet, które wyszły obronną ręką z opresji usiłowania gwałtu. Wiele zarzuca sobie, że były odurzone alkoholem.

Osoby, które wyrzucają sobie nieodpowiednie zachowanie podczas napaści, zyskują wyższe poczucie kontroli nad sytuacją i czują większą pewność co do tego, że uda im się obronić przed podobną sytuacją w przyszłości. Natomiast im bardziej ofiary winią społeczeństwo za własną traumę, tym więcej złości i poczucia niesprawiedliwości doznają.

Profilaktyka gwałtu

Lepiej zapobiegać, niż leczyć – głosi przysłowie. Dr Randy Thornhill i dr Craig T. Palmer potępiają dyskusje mające na celu umniejszenie odpowiedzialności gwałciciela za przestępstwo. Niedopuszczalne ich zdaniem jest, aby ubiór i zachowanie ofiary wpływały na zmniejszenie kary dla agresora. Z drugiej strony, autorzy zalecają dalece posuniętą ostrożność. Przypominają, że, zgodnie z ustaleniami poczynionymi na gruncie psychologii ewolucyjnej, dla mężczyzn najbardziej atrakcyjne są kobiety w wieku ok. 20 lat. Ta grupa wymaga ich zdaniem wyjątkowej ochrony. Badacze przestrzegają ponadto, że zarówno miejsce spotkania, jak i sposób ubioru kobiety i jej zachowanie mogą zwiększyć zagrożenie gwałtem.

W społecznościach tradycyjnych, do momentu zamążpójścia córek, to rodzice pełnią niezmordowanie funkcję przyzwoitek. W kanadyjskim plemieniu zbieracko-łowieckim Sacree matki nie spuszczały niezamężnych córek z oka, nigdy nie dopuszczały do tego, żeby spały albo spacerowały samotnie. Dr Menelaos Apostolou hipotetyzuje, że mechanizmy zabezpieczenia przed gwałtem wykształciły się w znacznie większym stopniu u rodziców niż u córek. Tymczasem współczesne dziewczęta po osiągnięciu dojrzałości seksualnej często opuszczają dom rodzinny (wyjeżdżając do innego miasta ze względu na studia lub podjęcie pracy) i żyją samotnie przez wiele lat, zanim wstąpią w związek małżeński. Dr Apostolou tłumaczy, że w postindustrialnym świecie młode kobiety zagrożone są gwałtem jak nigdy wcześniej.

Po przeanalizowaniu danych na temat ryzyka gwałtu Elizabeth R. Allgeier i Albert R. Allgeier z Uniwersytetu Ohio zalecają, aby mężczyźni i kobiety podczas początkowych faz znajomości spotykali się wyłącznie w miejscach publicznych. Thornhill i Palmer polecają ponadto wdrożenie programu edukacyjnego z zakresu psychologii ewolucyjnej dla młodych mężczyzn. Zrozumieliby oni m.in., dlaczego mężczyzna może mieć erekcję wyłącznie w wyniku oglądania zdjęcia nagiej kobiety, z czego wynika pokusa przymuszania kobiety do seksu, gdy ona wyraźnie nie ma na to ochoty, dlaczego mężczyźni często błędnie interpretują uśmiech kobiety oraz obcisłą bluzkę jako zaproszenie do odbycia z nią stosunku. Zdaniem badaczy podczas kursu należy ponadto podkreślać, że żadne wymówki nie usprawiedliwiają gwałtu oraz przedstawić kary grożące za dopuszczenie się takiego czynu.

Ewolucja prawa

Gwałt stanowi obecnie na mocy art. 197 Kodeksu karnego przestępstwo przeciwko wolności seksualnej. Penalizowane są wszystkie przypadki zgwałceń (również gwałty homoseksualne oraz przypadki zgwałceń mężczyzn przez kobiety), choć statystycznie najczęściej ofiarą pada kobieta, a sprawcą jest mężczyzna. Sporych problemów sądom przysparzają sytuacje, kiedy napastnik nie odróżnia oporu rzeczywistego od pozornego. W pewnych kręgach kulturowych funkcjonuje wszak przekonanie, że obowiązkiem „szanującej się kobiety” jest manifestowanie oporu względem zalotnika – nawet jeśli ma się dużą ochotę na seks z nim. Stanowi to formę gry godowej. W myśl prawa nie może być jednak mowy o zgwałceniu, gdy brak jest oporu wobec zachowania sprawcy.

Współczesne polskie sądy, zważywszy na ohydny charakter zbrodni i związany z nią dotkliwy, nieodwracalny uszczerbek psychiczny ofiar, orzekają zaskakująco łagodne wyroki. W 2010 r. średnia długość zasądzonej kary za gwałt wynosiła 3,5 roku.

Zatrważająco częste zjawisko to gwałty w związku partnerskim lub małżeńskim. Studia z 2004 r. przeprowadzone pod kierunkiem dr hab. Beaty Gruszczyńskiej w ramach Międzynarodowych Badań nad Przemocą wobec Kobiet na próbie ogólnopolskiej pań w wieku 18–69 lat dowodzą, że przemoc seksualna ze strony partnera dotknęła 5,1 proc. z nich.

W 313 postępowaniach karnych w sprawach zgwałceń małżeńskich prowadzonych w Polsce w latach 2007–08 zaledwie w 27 proc. przypadków skierowano do sądu akty oskarżenia.

Ciemna liczba gwałtów jest znaczna. Według badań wiktymologicznych zaledwie co trzecia pokrzywdzona wnioskuje o ściganie sprawcy. Nic w tym dziwnego – wszak ponad połowa kobiet, które zgłosiły przemoc ze strony partnera, była niezadowolona lub bardzo niezadowolona ze sposobu, w jaki policja zajęła się sprawą.

Jakiś postęp jednak jest. W najstarszym zwodzie prawa polskiego (Księdze elbląskiej) za zgwałcenie kobiety należącej do stanu rycerskiego nakładana była dotkliwa kara pieniężna w wysokości 50 grzywien. Jeżeli zgwałcono chłopkę – na polu lub w lesie w wyprawie po jabłka bądź jagody, sprawca musiał zapłacić zaledwie 6 grzywien. A gdy kobieta samotnie udała się na pole lub do lasu wbrew zakazowi, kara wynosiła zaledwie 300 grudek soli.

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną