Ja My Oni

Jak nie popaść w paranoję

Jak nie popaść w paranoję

Czujność i podejrzliwość to cechy nie tylko paranoików. Czujność i podejrzliwość to cechy nie tylko paranoików. Chris Dale / Getty Images
Czym różni się paranoja od zdrowej podejrzliwości.

Paranoik zachowuje się jak Jason Bourne, bohater głośnego w tym sezonie filmu sensacyjnego. Tyle że nim nie jest. Postrzega świat jako nieustanne zagrożenie, a życie jako walkę o przetrwanie w starciu z, ukrytymi i jawnymi, przebiegłymi wrogami. Czuje się wykorzystany, skrzywdzony, wręcz prześladowany przez rodzinę, przyjaciół i współpracowników. Jest skryty, więc najbliżsi mogą nawet nie podejrzewać, co naprawdę o nich myśli i co do nich czuje. W kontaktach z ludźmi jest nieufny i wrogi. Ale to im, a nie sobie przypisuje te właśnie motywy. Ma pretensje do innych, że zmarnował swoje życie i popełnił w nim błędy. Winą za nie obarcza skierowane przeciwko sobie spiski i zmowy. Nieustanne odczuwanie gniewu go wykańcza. Za to próby odzyskania kontroli nad życiem – motywują do walki.

Paranoja jest chorobą psychiczną. Podstępną i trudną do wyleczenia, bo człowiek – poza spójnym i logicznym, choć fałszywym systemem urojeń – nie ma zwykle zaburzonych innych funkcji psychicznych. Jeśli rozmowa nie zejdzie na temat, na który ma urojenia, wydaje się zupełnie normalny. Może również ukrywać przed otoczeniem swoje poglądy z obawy przed wyśmianiem i upokorzeniem. Zdarza się, że przez wiele lat rodzina i przyjaciele nie orientują się, że ich bliski jest paranoikiem – podczas gdy on stale rozwija swój zaburzony zespół przekonań.

To przypadłość, która w efekcie wyniszcza i chorego, i jego bliskich. Ale nie tylko. „Paranoja prawdziwa jest bodajże jedyną chorobą psychiczną, którą można się poniekąd zarazić. Otóż psychiatrzy wyróżniają tzw. paranoję indukowaną, zwaną także z francuska obłędem udzielonym (folie à deux)” – pisze prof. Krzysztof Korzeniowski z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk w artykule „Paranoja polityczna jako rys społeczno-politycznej mentalności Polaków” („Studia Ekonomiczne”, nr 4 (LXXV), 2012). Dzieje się tak wtedy, gdy zespół przekonań paranoika zostaje niejako przez osmozę przejęty przez osoby z nim związane. Sprzyja temu bliskość emocjonalna między tymi osobami i ich izolacja od reszty otoczenia. Zdarza się, że całe rodziny lub społeczności przejmują zbiór paranoicznych przekonań. Pomaga jedynie oddzielenie ich od osoby, która jest ich źródłem.

Chwała podejrzliwości

Czujność i podejrzliwość to jednak cechy nie tylko paranoików. Wiele zdrowych psychicznie osób z nich korzysta, zwłaszcza gdy znajdzie się w nowej czy zaskakującej sytuacji. To zresztą zachowanie uniwersalne dla świata zwierząt. Wszystkie, nieustannie w zasadzie, są wyczulone na sygnały płynące z otoczenia, które mogą oznaczać zbliżające się niebezpieczeństwo. Ostrożność i rezerwa pozwalają filtrować rzeczywistość w poszukiwaniu tego, co zagrażające, koncentrować uwagę na bodźcach nowych, nagłych, nietypowych. Ich brak może kosztować życie.

Wyłapanie sygnału o zbliżającym się potencjalnym zagrożeniu wyzwala – zarówno u zwierząt, jak i u ludzi – mechanizm „walcz bądź uciekaj”. To naturalna reakcja organizmu, który błyskawicznie się mobilizuje, aby adekwatnie zareagować na podejrzany bodziec. Błyskawicznie wydzielane są wtedy dwa hormony: adrenalina i kortyzol. Powodują one, że serce przyśpiesza, ciśnienie krwi skacze w górę, oddech jest płytszy, ale częstszy, rośnie stężenie glukozy we krwi, spada aktywność procesów związanych z trawieniem. Wszystko po to, aby maksymalnie wytężyć siłę mięśni i móc szybko uciec lub efektywnie walczyć.

Neuropsychologowie przypuszczają, że tak silna reakcja na stresor może się pojawić, zanim człowiek świadomie ten bodziec rozpozna (czy ten ryk na leśnej polanie to już niedźwiedź czy może tylko jeleń?). To dlatego, że sygnały dochodzą do ciała migdałowatego, obszaru mózgu odpowiedzialnego m.in. za interpretowanie ich jako zagrażających, na dwa sposoby. Szybsza droga to ta poza świadomością, jednak dopiero dłuższa – za pośrednictwem kory mózgowej – daje świadome rozpoznanie. Mechanizm „walcz bądź uciekaj” działa więc jak automat. Zainicjowany – trudno zatrzymać. Wycisza się dopiero, gdy wszystko wraca do normy i człowiek jest naprawdę bezpieczny. Ale na leśnej polanie, na której zalega błoga cisza, przez jakiś czas będzie jeszcze słyszeć łomot własnego serca.

Dzięki temu adaptacyjnemu, szybkiemu mechanizmowi ludzie żyją. Ani on dobry, ani zły, po prostu jest – jak np. oddychanie, które w atmosferze działa doskonale, ale pod wodą – zabija. U normalnego człowieka wzbudzany jest relatywnie rzadko i szybko się wycisza. U paranoika wręcz przeciwnie. To oznacza życie w przewlekłym stresie, bo organizm wyczerpany nieustannym pobudzeniem i stanem na granicy wytrzymałości nie ma siły radzić sobie z kolejnymi stresorami, które pojawiają się jak grzyby po deszczu. Wyczulona percepcja paranoika ulega tzw. motywowanemu poznaniu – wybiórczo koncentruje się bowiem na bodźcach, które popierają zakładaną tezę. A nawet jeśli fakty nie wskazują na zagrożenie, procesy emocjonalne, zachodzące m.in. przy udziale wspomnianego ciała migdałowatego, podsuwają tendencyjne ich interpretacje (widzę rozmawiające szeptem dwie osoby – na pewno o mnie rozmawiają i chcą mi zaszkodzić).

Sens myślenia spiskowego

Naturalna obawa przed zagrożeniem zyskała we współczesnym świecie specyficzne oblicze. Zjawisk podsycających wyobraźnię osób, które co prawda paranoikami nie są, ale widzącą świat w sposób paranoiczny, przybywa. Inwigilacja w sieci, zmowy firm farmaceutycznych i banków, niezrozumiałe decyzje rządów, nadmierne wpływy międzynarodowych korporacji – to wszystko sprzyja rozwojowi myślenia spiskowego. Ludzie próbują rozwikłać sens chaotycznych i potencjalnie zagrażających bodźców, ale jeśli nie są w stanie ich wszystkich zrozumieć i usystematyzować, dostrzegają w nich tylko jedną prawidłowość: spisek. Lądowanie na Księżycu nakręcono tak naprawdę w studiu filmowym. Globalne ocieplenie jest mitem. Szczepionki są śmiercionośne, a to, że są obowiązkowe, ma na celu ograniczenie populacji. Księżna Diana została zamordowana. Wraz ze smugą kondensacyjną, którą zostawiają za sobą na niebie samoloty, celowo rozpylane są szkodliwe substancje. I tak dalej.

Na świecie jest wielu wyznawców teorii spiskowych. Z badań przeprowadzonych przez prof. Korzeniowskiego wynika, że osób takich i u nas przybywa. Ponad połowa Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że „to nie rząd nami rządzi; ci, co naprawdę nami sterują, nie są w ogóle znani” (wzrost z 36 proc. w 1996 r. do 57 proc. w 2010 r. – znamienne: badania przeprowadzono po katastrofie smoleńskiej). Tyle samo zgodziło się ze stwierdzeniem: „ci, którzy twierdzą, że istnieją na świecie potężne, ukryte siły spiskujące przeciwko Polsce, mają wiele racji” (od 24 proc. w 1996 r. do 56 proc. w 2010 r.).

Ale czy myślenie spiskowe to już pole do działania dla psychiatry? Prof. Korzeniowski uważa, że nie ma podstaw, by uważać je za przejaw lub rodzaj psychopatologicznych zaburzeń osobowości, a w szczególności za przejaw czy odmianę paranoi. Jednak wykazuje ono pewne interesujące powiązania z zaburzeniem zwanym hipomanią oraz ze skłonnością do zatajania swoich psychicznych problemów. Hipomania polega na odczuwaniu nieco silniejszego niż u innych – ale słabszego niż w przypadku manii – pobudzenia emocjonalnego, intelektualnego i fizycznego. Osoby takie są zadowolone z siebie, mają dużo energii, pomysłów, mogą odczuwać też mniejsze od innych zapotrzebowanie na sen. Z kolei udawanie, że wszystko jest w porządku, wynika z chęci fałszywego przedstawienia siebie jako osoby bez żadnej emocjonalnej skazy.

Badania prof. Korzeniowskiego pokazują ponadto, że przekonanie, że polityką rządzi spisek, jest charakterystyczne dla osób, które mają osobowość autorytarną, a więc chcą władzy silnej, by w chaosie współczesnej polityki odnaleźć czytelny sens. Myśleniu spiskowemu sprzyja również przekonanie o własnej izolacji, sytuowanie się na marginesie życia społeczno-politycznego. Oferuje ono bowiem dowartościowujące wytłumaczenie, dlaczego własny los nie toczy się tak, jak miał się potoczyć. Kto bowiem w pojedynkę da radę potężnym lobby, światowej finansjerze, wszechwładnym koncernom i międzynarodowym instytucjom? Tym bardziej że nawet nie jest jasne, która z tych sił konkretnie jest sprawcą nieszczęścia. Popularność myślenia spiskowego w Polsce nie jest czymś zaskakującym, jeśli z badań CBOS „Postrzeganie własnego miejsca w strukturze społecznej” z 2013 r. wynika, że aż 89 proc. naszych rodaków uważa się za ludzi nieposiadających wpływów ani władzy, a tylko 7 proc. sądzi, że je ma, i 4 proc. wybiera opcję „trudno powiedzieć”.

Wedle prof. Rodericka M. Kramera, psychologa z University of Stanford, paranoja zbiorowa to wspólne przekonanie o byciu nękanym, zagrożonym, skrzywdzonym, ujarzmionym, prześladowanym, niesprawiedliwie traktowanym oraz lekceważonym przez wrogą grupę obcą. Powstaje wtedy, gdy ludzie mają podwyższoną samoświadomość, do czego prowadzą urojenia wielkościowe. Ale także wówczas, gdy są niepewni swojej pozycji społecznej. Gdy czują, że mają niski status i mało władzy, ich lęk wobec obcych się wzmaga, a i przetwarzanie informacji przebiega w sposób bardziej czujny. Prowadzi to do nadinterpretacji zachowania innych, a w konsekwencji do jeszcze większej nieufności.

Przyczynkiem do paranoidalnej percepcji społecznej może być także nadmierne roztrząsanie i rozmyślanie o swojej pozycji w społeczeństwie, a także przeżywanie na nowo zdarzeń (przyjemne lub nieprzyjemne) wiążących się z szacunkiem, którym ludzie byli lub nie byli darzeni. Zjawisko takie, nazywane myśleniem dysforycznym, także wzmaga nieufność i podejrzliwość wobec innych. Reakcja emocjonalna w takich sytuacjach polega na poczuciu, że jest się krzywdzonym, traktowanym nieuczciwie i niesprawiedliwie. Pragnie się zemsty i odczuwa się silny gniew wobec jego domniemanych sprawców.

Kleszcze paranoi politycznej

O ile myślenie spiskowe czy wzmożona podejrzliwość – choć mogą być krokami na drodze do paranoi – mieszczą się w normie, o tyle paranoja polityczna to wypaczenie skądinąd racjonalnej w polityce nieufności wobec oponentów. Zdaniem amerykańskich profesorów Roberta S. Robinsa i Jerrolda M. Posta, autorów książki „Paranoja polityczna”. Psychopatologia nienawiści, paranoi zbiorowej w historii można się dopatrzyć w procesach czarownic z Salem i wyprawach krzyżowych, losach wyznawców Świątyni Ludu Jima Jonesa w Gujanie czy sekty Aum Najwyższa Prawda w Japonii. Polityka, jak przekonują, przyciąga paranoików. Adolf Hitler, Józef Stalin, Pol Pot czy Idi Amin to tylko niektórzy.

Co charakteryzuje paranoicznych polityków i paranoików w ogóle? Robins i Post wyróżnili tu m.in. myślenie urojeniowe, wrogość, podejrzliwość i projekcję, czyli mechanizm obronny polegający na przypisywaniu innym własnych poglądów, zachowań lub cech, najczęściej zresztą negatywnych.

Paranoik uważa, że nic nie jest takie, jak się wydaje. Do pewnego stopnia nie wierzy nawet własnym oczom. Każda sprawa ma dla niego drugie dno. Każdy jest podejrzany. Paranoik pozornie chce dotrzeć do sedna każdej sprawy, najczęściej jednak obrabia jedynie fakty zgodnie ze swoimi przeczuciami co do tego, jak jest naprawdę. Zdaniem amerykańskich naukowców nie może się pogodzić z tym, że ludzkie charaktery i zachowania adekwatniej jest opisywać w odcieniach szarości niż za pomocą czerni i bieli, bo nie toleruje dwuznaczności. Jego umysł nakierowany jest na szybkie i jednoznaczne klasyfikowanie ludzi: dobry/zły, przyjaciel/wróg.

Paranoika cechuje również ksobność, czyli przekonanie o tym, że jest w centrum uwagi wyimaginowanych wrogów. W skrajnej postaci może to doprowadzić do wytworzenia się u niego urojenia, że jest ofiarą działania – jak to określił psychiatra Norman Cameron – „organizacji składającej się z realnych i będących wytworem fantazji osób, które w wyobrażeniu pacjenta zjednoczyły się, by działać przeciw niemu – tzw. pseudośrodowiska paranoicznego”. Takie urojenia miał także sportretowany w filmie „Piękny umysł” matematyk John Nash, który cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Ksobność łączy się u paranoika z manią wielkości, czyli przekonaniem o własnej nieomylności i głupocie tych, którzy mają inne zdanie.

Paranoik odczuwa lęk przed utratą własnej niezależności. Ocenia ludzi i zdarzenia pod kątem tego, czy nie ograniczają jego suwerenności, godności, wolnej woli. Najchętniej bowiem odgrodziłby się od społeczeństwa, jednocześnie je kontrolując.

Każdy z tych elementów paranoi osobno i w śladowej postaci jest zaledwie rysem charakterystycznym osoby, która go ma. Ale skomasowane i nasilone składają się już na chorobę psychiczną.

Dramat paranoi

Paranoja wypacza więc normalne i użyteczne skądinąd reakcje. Ale ma też znacznie poważniejsze konsekwencje. Tak jak w przypadku jednostki bycie nieustannie w stanie zagrożenia wyniszcza organizm (nadaktywność reakcji „walcz bądź uciekaj”), tak paranoja polityczna osób będących u władzy sieje spustoszenia w całym społeczeństwie. Profesorowie Robins i Post uważają, że podatnym gruntem dla paranoicznych przekonań są szczególnie społeczeństwa nieszczęśliwe, w których jest wiele nierówności. Nieufna wobec oponentów na scenie politycznej postawa, traktowanie ich jak wrogów, powoduje, że okazjonalna nawet współpraca lub konsens, na czym oparta jest demokracja, stają się niemożliwe. Bo paranoik w polityce potrzebuje wrogów. Nawet gdyby ich nie miał, musiałby ich wymyślić. Nie ma bowiem dogodniejszego wytłumaczenia dla jego zwolenników: to przecież nie my sami, ale „oni” są winni temu, co się dzieje, i temu, jacy jesteśmy. Paranoja polityczna prowadzi do skrzywionego i bardzo kosztownego społecznie wytłumaczenia, dlaczego jest tak, jak jest.

***

Jak rozmawiać z bliskim paranoikiem?

Dyskusja z kimś, kto ulega politycznej paranoi, jest bardzo trudna. Taka osoba uważa bowiem, że każdy myślący inaczej niż ona tkwi w błędzie, jest manipulowany i oszukiwany przez system, korporacje, rząd, partie polityczne, media etc. Odwoływanie się do racjonalnych argumentów niewiele daje, bo paranoik jest mistrzem w budowaniu logicznego i spójnego choć nieprawdziwego zespołu przekonań. Poza tym z pewnością przećwiczył już wielokrotnie reakcje na najbardziej błyskotliwe uwagi. Oznacza to więc, że wyjściowo płaszczyzny porozumienia nie ma.

Warto jednak podejmować próby jej zbudowania, pamiętając o kilku zasadach:

Wysłuchać, co paranoik ma do powiedzenia. Nie przerywać mu, nie oceniać go. Nie zakładać z góry, że wiemy, co powie. Raczej pozwolić na to, aby wypowiadając na głos swoje myśli, usłyszał je. Może wtedy zrozumie, że są (nieco) oderwane od rzeczywistości.

Jasno powiedzieć – szczególnie jeśli paranoik jest wojujący – że się z jego poglądami nie zgadzamy i przedstawić swoje racje.

Przypomnieć to, co was łączy, a nie dzieli – przyjaźń, więzi rodzinne, wspólne – inne niż będące przedmiotem sporu – wartości i przekonania, wspólna historia, marzenia, doświadczenia, zainteresowania.

Unikać ośmieszania, argumentów ad personam, emocjonalnego szantażu i obrażania się.

Poczekać. Niektóre koncepcje samoistnie tracą nośność.

***

Jakiej Polski chcą osoby wierzące w to, że spisek jest siłą napędową polityki?

Z badań prof. Korzeniowskiego wynika, że jest to kraj, w którym dobrobyt obywateli jest ważniejszy od ich politycznych wolności, a ludzka solidarność – od indywidualnej przedsiębiorczości. Grupa ta preferuje państwo opiekuńcze, przy czym „skłaniają się oni (...) ku rozumieniu demokracji jako państwa wyznaniowego”. Książkowa definicja demokracji przemawia do nich zdecydowanie mniej. Wyznawców teorii spiskowych znajdziemy częściej wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości niż Platformy Obywatelskiej. Z tego też względu obecna władza jest przez swoich wyborców ceniona za to, że deklaruje rozliczanie przeszłości. W tegorocznym komunikacie z badania CBOS „Analiza motywów zwolenników i przeciwników obecnej władzy” czytamy: „Jednym z ważniejszych (choć niedecydujących) motywów poparcia dla posunięć obecnej władzy są działania, które można określić ogólnie jako walkę z układem. Obejmuje ona rozliczenie skompromitowanych elit, wyjaśnienie afer, walkę z korupcją i nadużyciami, uzdrowienie państwa i poprawę jego funkcjonowania. Oczekiwania w tym zakresie ilustrują takie m.in. wypowiedzi respondentów: »wprowadzają porządek w naszym kraju; jestem przeciwny nadużyciom, warcholstwu i liczę na rozliczenie elit popełniających przestępstwa ukazane miedzy innymi przez Sowę«, »władza stara się zerwać z dawnym układem«, »trzeba zmian i trzeba posprzątać po komunizmie i rządach PO«”.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną