Ja My Oni

Odwaga ojcowania

Mężczyźni świetnie radzą sobie z dziećmi. Dlaczego wciąż trudno im w pełni zaufać?

Bycie z dzieckiem jest pracą wymagającą dotarcia do najgłębszych pokładów własnych emocji. Bycie z dzieckiem jest pracą wymagającą dotarcia do najgłębszych pokładów własnych emocji. Mirosław Gryń / Polityka
Dla mężczyzny główny problem polega na tym, że staje się nikim. Niewolnikiem. To, czego on chce, kim jest, traci znaczenie.

Maciek: – Matki są bardziej przewrażliwione, strachliwe. Ojcowie pozwalają sobie i dziecku na więcej luzu. Nie boją się, że ono nabije sobie guza, jeśli dzięki jakiejś ryzykowniejszej sytuacji może zyskać nową umiejętność czy dobrze się bawić.

Eda: – Tomek traktuje dzieci jak równych sobie. Potrafi zrozumieć, co je zajmuje. Jak gra w piłkę, nie myśli, że to ma jakiś rozwojowy cel. Po prostu z tymi dziećmi jest.

Ania: – Jaś jest dla dzieci i one są całe dla niego. On nie wymyśla, co one powinny, on im proponuje. Potrzebują, to z niego biorą.

Marta: – Maciek akceptuje je bezwarunkowo. Ma przekonanie, że od trzeciego roku życia dziecko jest gotowe do socjalizacji, a do tego czasu – żeby rozwinął się człowiek pewny siebie i szczęśliwy – musi mieć poczucie bezpieczeństwa, ciepło i miłość. U niego nic nie dzieje się w nerwach, w złości, nigdy nie krzyczy na nie, wszystko tłumaczy. Kocha, karmi, chroni. Bardzo dużo przytula. One się przy nim ciągle uśmiechają. Uszczęśliwiają go po prostu. Jego strasznie cieszy, że tak do niego lgną.

Kasia: – Jak się z nim bawi, potrafi się tak zamyślić, zapatrzeć na dziecko z takim uczuciem ogromnym.

Marta: – I ma wtedy taki błysk w oku. To jest bardzo miłe do obserwowania.

Kasia: – Syn wciąż o nim mówi. Tata jest ciągle w jego głowie. Jest między nimi więź. Dla kobiety facet, który ma fajny kontakt z dzieckiem, jest niesamowicie atrakcyjny.

Jaakko: – Skoro mój przyjaciel dał radę, to ja też. Przekonałem się, że jeśli masz motywację i akceptujesz fakt, że musisz opiekować się dzieckiem, poradzisz sobie. Każdy mężczyzna może. Każdy, który chce.

Marta: – Mąż współczuje ojcom, którzy tego nie doświadczają.

Dojrzałość

Pamiętam miejsce i moment, kiedy zauważyłam ich po raz pierwszy: dwaj obcy sobie mężczyźni z wózkami dziecięcymi przepuszczali się na skrzyżowaniu chodników. Było słoneczne, jesienne przedpołudnie. A że każdy z nich popychał ten sam atrybut kobiecości, żaden nie chciał uprzejmości ze strony drugiego: przepuszczenia na drodze. Rozbawiła mnie ta scena. Świadczyła o wyjściu z męskiej roli i wejściu w jakąś nową – jaką?

Zaczęłam zwracać na nich uwagę. Codziennie zauważałam kilku. Zagadywałam, w końcu celowo jeździłam po warszawskich placach zabaw i parkach, by rozmawiać z ojcami opiekującymi się dziećmi. Stałam nad stawem na Polu Mokotowskim i jednocześnie widziałam czterech. Na pewno w każdym dużym mieście w Polsce są już takie miejsca.

Wielu mężczyzn po lekturze mojej książki „Ojcowie szóstego levelu”, która powstała po tych spotkaniach (i której bohaterów w tym artykule cytuję), reaguje radosnym: Ja chcę mieć dziecko! Coraz więcej ojców chce uczestniczyć w wychowywaniu. Potrafią powiedzieć partnerce: To jest tak samo moje dziecko, jak twoje. Kocham je tak samo mocno i też nie chcę go skrzywdzić. Musisz mi zaufać, bo potrzebuję go równie bardzo jak ty.

Ale też wielu znajomych mężczyzn przyznało, bez czytania, że boi się mojej książki. Może mają poczucie winy, że nie są ojcami zaangażowanymi? Słyszę: związki będą się przez to rozpadać. Opiekę nad dziećmi uważają – i słusznie – za zagrożenie dla pozycji zawodowej osoby, która się tego podejmuje. Jak bogaci nie kwapią się z oddawaniem majątków biednym, tak mężczyźni nie kwapią się do rezygnacji ze statusu, jaki daje im praca zawodowa. Najwyższy odsetek ojców na urlopach rodzicielskich zanotowano w Krakowie – 2,6 proc. przebywających na nim rodziców i w Warszawie – 2,2 proc.

Kiedy gromadziłam materiał do książki, kilku panów „przyłapanych” w powszedni poranek z wózkiem w popłochu uciekło, mówiąc wprost, że nie ma się czym chwalić i nie jest to powód do dumy. Nie zatrzymywałam. Ale przygniatająca większość napotkanych mężczyzn bez wahania godziła się na rozmowę. – Upokorzenie mężczyzny, bo jest z dzieckiem w domu? Bzdura jakaś! Dzieci dodają męskości. To, że jestem w roli wykonywanej częściej przez kobiety, podejmuję się tego, czerpię z tego przyjemność i wychodzę poza wzorce kulturowe, czyni mnie mocniejszą jednostką – mówi Maciek. – Może jest takie podejście, że do roku dziecko jest zarezerwowane dla matki, bo je mleko z piersi, nic nie mówi i śmierdzi kupą, ale nie wiem, skąd pomysł, że ojcowie mogą opiekę nad własnym dzieckiem uważać za niefajną. W jego pokoleniu, opowiada, ojcowie z dziećmi wychodzą, wyjeżdżają, przewijają je, bawią się z nimi. Nie zna przypadku, że wyłącznie mężczyzna zarabia, a tylko kobieta zajmuje się domem i wychowaniem dzieci. – Spośród trzydziestu młodych ojców, jakich znam, jeden chciałby przynosić do domu pieniądze, gdzie już wszystko byłoby posprzątane, poprane, dzieci uśmiechnięte – tylko poprzytulać i położyć spać. Ale to jest wyjątek. W mojej głowie nie mieści się, że facet zajmujący się własnym dzieckiem może być przedmiotem kontrowersji.

Na placach zabaw spotkałam niemal wyłącznie mężczyzn wykształconych. Widzieli w życiu wiele różnych scenariuszy, wybrali jeden z wielu, najlepiej pasujący do ich rodziny i zaistniałej sytuacji. Zostali w domu głównie dlatego, że kobieta chciała lub musiała wrócić do pracy. Ale żaden z nich całkowicie zarobkowania nie porzucił.

To mężczyźni ponadprzeciętnie dojrzali. – Jeśli rozumiem własne potrzeby – co mnie wytrąca z równowagi, czego potrzebuję w danej chwili – łatwiej zrozumiem potrzeby dziecka – mówi Jaś. Są zwykle nasyceni życiem. Odnieśli już sukcesy i porażki, umieją sobie z tym radzić. Potrafią powiedzieć do żony: masz pasję, rób to, czego naprawdę chcesz. Ja ci pomogę. I o niej: dziś żona i jej potrzeby są ważniejsze, jutro ona uzna, że moje potrzeby są ważniejsze.

Obserwację tę potwierdza Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog rozwojowy: – Aby zdecydować się na podjęcie działań niespójnych ze swoją rolą społeczną, mężczyzna musi być niezwykle świadomy siebie, swojej męskości i swojego związku. Widzą siebie nie w damskim przebraniu, tylko w roli ojca – rozumianej inaczej niż bankomat.

Część moich bohaterów miała fajnego, zaangażowanego w ich życie ojca, a więc wzorce z domu. Ale kilku przeszło długi proces dojrzewania do niezależności i autonomii. Na matki swoich dzieci wybrali kobiety utalentowane, z marzeniami zawodowymi i pasjami.

Praca

Z ich opowieści wynika, że bycie z dzieckiem jest pracą wymagającą dotarcia do najgłębszych pokładów własnych emocji. Dla mężczyzny główny problem polega na tym, że staje się nikim. Niewolnikiem. To, czego on chce, kim jest, traci znaczenie. Mówią zgodnie: brak przestrzeni na „ja”. Nie masz czasu pójść na siłownię, pobiegać, pomyśleć, że ma się potrzebę pójścia w góry. Tyle jest do zrobienia, że na filozofię, teatr, kino nie ma już siły. System bez wewnętrznego bhp. Nawet jak dziecko śpi, nie do końca można odpocząć, bo trzeba planować, być przygotowanym na to, co zdarzy się później. Potrzeby dziecka są najważniejsze.

Zdaniem wielu z nich bycie z dzieckiem wzmacnia, dodaje energii, ale też wypala. Sądzą, że matkom akceptacja faktu: nie jestem ważna, przychodzi łatwiej. (A co, jeśli to mit?)

Równie trudne jest dla nich panowanie nad własnymi emocjami. Michał mówi: – Dziecko płacze, a człowiek nie wie, czego ono chce. I opowiada, jak sobie radzi. Są trzy główne problemy: jeść, spać, pić. Jak te rzeczy się sprawdzi i nie o to chodzi, to można leżeć i wyć razem z nim. Bo akurat w tym momencie chodzi mu o coś innego. Dziecko będzie płakało, póki nie zapomni. Trzeba je wtedy zająć czymś innym. Wszystko zależy od poziomu, jak ono jest wkurzone i jak ja jestem wkurzony tym wyciem, bo dziecko dostosowuje się do nastroju opiekuna. Nie można krzyczeć przede wszystkim. Pobiegać, żeby się uspokoić, i od początku spróbować do tego podejść. Wystarczą dwie noce przespane w całości i całkiem inaczej się funkcjonuje.

Męczące i irytujące dla ojca bywa, że z dziećmi każdy dzień jest inny. Wczoraj syn coś uwielbiał, dziś nie cierpi. Co było fajne, już nie jest. Dziecku nie można powiedzieć: ubierz się – i ono się ubierze. Spodnie okazują się nie takie, nawet jak innych nie ma. – Ja mu nie mogę na siłę włożyć butów. Dziecko nie jest w stanie powiedzieć, o co mu chodzi albo co czuje, tylko się złości, jest krzyk, wrzask, bo np. jest zmęczone, ale nie zdaje sobie z tego sprawy – mówi Jaś.

Krzysztof Górski, twórca warsztatów dla ojców, dodaje: – W biurze jest łatwiej, nie trzeba się tak dostosowywać. Można zrobić przerwę, pójść na lunch, nie trzeba cały czas holować na sobie tej drugiej osoby. A dziecko trzeba holować. Non stop reagować na jego potrzeby. Być z nim w kontakcie przez cały dzień. W pracy ludzie są zsocjalizowani i ich reakcje mieszczą się w obrębie akceptowalnej kultury. A dziecku jak czegoś chce, bardzo trudno wytłumaczyć, że tego nie dostanie. Dzieci się nosi, trzeba za nimi biegać, ubierać, prać, gotować, sprzątać. I fizycznie, i psychicznie większość zajęć zawodowych jest mniej wyczerpująca niż zajmowanie się dzieckiem.

Kontrola

Nie każdy mężczyzna ma odwagę na taką wyprawę w głąb nieznanego i w głąb siebie. A polskie społeczeństwo tej zamiany nie ułatwia. Michał, tata Poli, mówi: – Znajomi mają kłopot z tym, że siedzę w domu. Uważają, że nie chcę brać udziału w wyścigu korporacyjnym. Że to taka ucieczka w Polę. Zaczęli się śmiać, że zdewociałem, ząb straciłem, pazur. A sami przychodzą do domu – dziecko już śpi. Wychodzą rano – jeszcze śpi. W weekend ono nie chce na ręce przyjść. Drze się, a on nie wie, co zrobić. Serce się kraje, bo to jednak ojciec. Ja umiem córkę uspokoić, gdy płacze.

Żony nowych ojców słyszą sakramentalne pytanie koleżanek: O, to twój mąż został w domu, a ty pracujesz? Niby nic złego, ale jednak: zaskoczenie, dysonans. Od mam, cioć, babć płynie „troska”: A czy on da sobie radę? A czy on będzie pamiętał? A czy ty się nie boisz? To sieje poczucie niepewności, przekonanie, że ona jest złą matką. Bo to kobieta ma być tym lepszym rodzicem. Dopuszczane do dziecka są ewentualnie babcie, nawet obce – ale kobiety. Często kiedy facet chce coś zrobić, żona go odpędza: Co ty robisz? Źle, oddaj mi to dziecko. Ojcowie narzekają, że kobiety im narzucają: czapeczka, szaliczek, wszystko ma być tak, jak ona chce. Bo niby wie lepiej. – Albo jak ojciec się z dzieckiem bawi, to leży na kanapie. Trochę się pobawią razem, trochę dziecko samo się czymś zajmuje. Zdaniem kobiety tak jest źle. Trzeba się cały czas bawić razem. Zabawa ma być aktywna, cały czas nastawiona na stymulowanie rozwoju – zauważa Krzysztof Górski.

Oddanie kontroli, zaufanie – to jest dla kobiet trudne. A ojcem mężczyzna się staje, gdy jest z dzieckiem sam, choćby na weekend. Wtedy zaczyna się branie odpowiedzialności, bo on musi nakarmić, zmienić pieluchę, iść do lekarza. Zauważa, że dziecko ma różne potrzeby, bo jak są razem z matką, najczęściej to ona ma rozwiązać problem. – Ojciec nie może mieć nad sobą nadzorcy i doradcy, ręcznego sterowania – mówi Górski. – Kobieta powinna sobie powiedzieć: jakoś wytrzymam bez sprawowania kontroli. Jest dorosły, poradzi sobie. Ojciec musi iść na spacer, a dziecko musi się przeziębić, żeby on poczuł konsekwencje. I ona powinna powiedzieć: trudno, zróbmy coś z chorobą, a nie: to twoja wina. Matkom trudno jest pozwolić, by ojcowie popełniali błędy, a oni tylko w ten sposób mogą się uczyć.

Ala starała się we wszystkim męża doceniać, nawet jak robi inaczej niż ona.

– Po jakimś czasie zrozumiałam, że on ma takie samo prawo decydowania o dobru tego dziecka jak ja. Robi to w najlepszej wierze. Muszę to uszanować – mówi Kasia. Przyznaje natomiast, że przez pewien czas ulegała stereotypowemu myśleniu, że mąż powinien ją utrzymywać. – To był najgorszy czas w moim życiu. A wszyscy ci mówią, że właśnie tak powinno być. A to nieprawda! Więc nie dam sobie wmówić, że mam się z tym źle czuć.

Wiele razy słyszałam od matek: mąż mnóstwo rzeczy z dzieckiem robi lepiej niż ja. Ale są też trudne chwile. Gdy dziecko spędza dużo czasu z ojcem, jak będzie czegoś chciało, pobiegnie do niego – i to bywa jak nóż w serce kobiety.

Terytoria

Mężczyźni z dziećmi chodzą na spacerach zwykle samotnie. Zazwyczaj nie podchodzą do mam. A nawet jeśli próbują, często są ignorowani, bo porządna matka Polka dość tradycyjnie pojmuje rolę kobiety. Panowie nie mają (jeszcze, jak twierdzą psychologowie) skłonności do budowania ojcowskich grup, w których mogliby otrzymać wsparcie. – Na placu zabaw nie wyobrażam sobie podejść do obcego faceta i zagaić, co jego dziecko jadło albo co umie. Place zabaw, parki to są takie kobiece terytoria. Może tam muszę bardziej być mężczyzną niż gdzieś indziej? – pyta retorycznie Maciek. Ale ma dwóch kumpli z młodości, z którymi spotykają się raz na dwa miesiące, kiedy są z dziećmi. Maciek mówi: – Wiesz, kiedy mi się bardzo dobrze nawiązywało relacje z innymi ojcami? Na wyścigu rowerowym. Musiał być tata na własnym rowerze i dziecko na własnym. Rywalizacji było mało, ale to męska czynność: sport. Relacje z innymi ojcami nawiązywały się przy obserwowaniu swoich i cudzych dzieci, jak marudzą. Bo było za bardzo pod górkę, albo piasek, albo kałuża, albo ogólnie: tato, już nie mogę. – Wspierając dzieci, pochylając się nad tymi ich problemami z czułością, musieliśmy się powstrzymać, żeby się nie śmiać. I w takich momentach z innymi ojcami jest super.

Z tatą się wyżej bujasz, szybciej jedziesz na sankach. Z tatą jest odwaga. Robię i niczego się nie boję. Tak mówią dzieci. Matki spekulują, że może te dzieci będą odważniejsze niż ich rówieśnicy wychowywani głównie przez panie.

Psychologowie rozwojowi twierdzą, że z punktu widzenia dziecka wszystko jedno, kto jest dla niego osobą znaczącą: ojciec czy matka. Ważne, żeby taka osoba była, odpowiadała na jego działania i potrzeby. Badania nie wykazują istotnych różnic między dziećmi wychowanymi przez rodziców samotnych, więc nie należy się ich raczej spodziewać w pełnej rodzinie, gdzie ojciec zajmował się dzieckiem więcej. Tym bardziej że matki po pracy i w weekendy dzieckiem się zajmują. Różnica między ilością czasu spędzonego z pracującą matką i etatowym tatą nie jest dramatyczna. W tradycyjnym modelu mężczyzna po pracy odpoczywa, nie spędza czasu z dziećmi. Przy tym etatowi ojcowie wieczorem wychodzą, bo muszą odpocząć. Kobiety siedzące w domu nie przyznają sobie takich praw (nie ma z kim dziecka zostawić, bo on sobie przecież nie poradzi).

Zamiana ról spowodowana jest głównie decyzjami kobiet. Statystycznie ujmując, są lepiej od mężczyzn wykształcone, coraz więcej zarabiają. Pozycja kobiet rośnie, im bardziej gospodarka jest oparta na wiedzy – mniej siły fizycznej potrzeba do wykonywania pracy, a zarządzanie inteligentnymi, wykształconymi ludźmi bliższe jest inspirowaniu do rozwoju i stawianiu ciekawych celów (więc przypomina wychowanie dzieci). Ważne się staje, jakiego ojca się dla dziecka wybierze. Czy takiego, który będzie oczekiwał obsługi w podstawowych czynnościach życiowych, bo nikt wcześniej nie postawił przed nim wyzwania, jakim jest obsługa pralki? Czy partnera, który będzie rodzicem równie dobrym?

Choć oczywiście zawsze będą kobiety, które nie zechcą pracować zawodowo. Mają silny instynkt macierzyński lub słabą, nudną pracę. Kobiety często nie chcą brać pełnej odpowiedzialności za zarabianie, bo to jest trudne. Zwłaszcza że na razie świat zawodowy urządzony przez mężczyzn nie jest skrojony na damski fason. Ale i to się zmienia: im więcej kobiet w zarządach, a mężczyzn z doświadczeniem opieki nad dziećmi, tym środowisko pracy będzie bardziej przyjazne rodzinie.

Człowieczeństwo

Maciek: – Po doświadczeniu z dziećmi lepiej kieruję ludźmi. Łatwiej mi zachęcać pracowników do zrobienia czegoś. Dzieci to dobre ćwiczenie relacji człowiek–człowiek. Wydawanie poleceń i pilnowanie z batem jest proste, ale mało skuteczne. Trudne i bardzo skuteczne jest budowanie relacji i wyzwalanie w dziecku czy pracowniku wewnętrznej motywacji do robienia czegoś.

Jasiek: – Maja nadała mojemu życiu sens. Dała mi wiarę w siebie, w swoje możliwości. Dała rytm dnia – stałe godziny posiłków, snu. Wcześniej tego nie miałem, a warto, bo można więcej rzeczy zrobić.

Jaakko: – Dostałem niepowtarzalną szansę obserwowania, jak rozwija się człowiek. To rzeźba, którą tworzysz. Twoje dzieło sztuki.

Michał: – Dziecko się zmienia, codziennie uczy czegoś nowego i bardzo fajnie na to patrzeć. Ja mu coś daję, ono bierze i oddaje. Pokazuję coś, a ono to robi, po paru dniach robi lepiej. Na każdym spacerze z rowerkiem biegowym jeździ coraz sprawniej. To świetne uczucie! Patrz, patrz, patrz, sama jedzie!

Jaś: – Już nigdzie nie muszę biec. Wprawdzie nie pojadę w najpiękniejsze miejsce świata, ale nie mam już takich pragnień. Dostaję coś, czego mi brakowało: spokój, dopełnienie, ciepło.

Jerzy: – Ona cię kocha najbardziej na świecie. Nawet jak nie chcę jej czegoś dać i płacze, to żeby się uspokoić, musi się do mnie przytulić. I to cię tak osłabia.

Tomasz: – Wyszło tak, że to jest bardziej moje dziecko niż żony. Często mówi: Nie obraź się, mamo, ale wolę pójść na spacer z tatą. Czuję satysfakcję, dumę, zbliżenie do tego, co kobiety mają z racji fizjologii: noszenia w brzuchu czegoś, co się rusza, bólu porodu, karmienia piersią.

Jerzy: – Im lepszy masz kontakt z dzieckiem, tym większy wpływ na jego wybory. Jak będzie miało problem, przyjdzie do ciebie, nie do kogoś poznanego w internecie.

Michał: – Obcowanie z własnym dzieckiem daje wrażliwość na świat, inne spojrzenie na ludzi, na inne dzieci.

Krzysztof Górski: – Dzięki dzieciom w ojcach ukazuje się człowieczeństwo. Doświadczają własnych granic. Mężczyźnie zabrano połowę człowieczeństwa – miał być silny. A każdy jest i silny, i słaby. Cała sztuka, żeby to pogodzić.

***

Mów mi tato

„Ojcowie szóstego levelu” – książka, która poleca zaangażowane ojcostwo, ale bez agitki

Dla słabego mężczyzny najtrudniejsza jest ocena środowiska, że to niemęskie, a dla silnego – brak czasu dla siebie, na zainteresowania, wyjazd” – stwierdza Matylda, jedna z rozmówczyń Magdaleny Szwarc. Mąż Matyldy, Michał, przejął opiekę nad ich córką, gdy miała osiem miesięcy. Podobną decyzję podjęło siedmiu innych bohaterów zbioru reportaży. Autorka nadała im taki przydomek, bo ich obraz, jaki zobaczyła po rozmowach o współczesnym rodzicielstwie, przybrał kształt piramidy podzielonej na coraz wyższe i węższe poziomy, czyli – mówiąc językiem gier komputerowych – levele.

Oprócz par, które zdecydowały, że małymi dziećmi zajmie się tata, dziennikarka przepytała psychoterapeutów: Krzysztofa Górskiego z warszawskiej fundacji Sto Pociech, gdzie prowadzi m.in. warsztaty dla ojców, Wojciecha Eichelbergera, znanego psychologa i autora licznych książek, oraz dr Urszulę Sajewicz-Radtke, psycholog dziecięcą. Efektem bynajmniej nie jest cukierkowa agitka na rzecz odchodzenia od tradycyjnego podziału ról rodzinnych.

Ojcowie i matki w większości przyznają, że ich decyzja była i jest związana z licznymi dylematami i wyzwaniami, które mimo upływu czasu nie zawsze udaje się pokonać. Wojciech Eichelberger do powierzania niemowląt ojcom na większość czasu podchodzi raczej sceptycznie. Sama Magdalena Szwarc w pytaniach formułowanych wobec bohaterów nierzadko naraża się na zarzut operowania stereotypami. Ale czy przy tego rodzaju temacie można w ogóle do stereotypów się nie odnosić? „Ojcowie szóstego levelu” z pewnością mają walor nienachalnego poradnika – lustra, w którym można się przejrzeć, zobaczyć odbicie własnej rodziny.

Kluczowe pytanie, które staje przed parami w obliczu podziału rodzicielskich zadań, brzmi: „Czy on będzie umiał?”, „Czy ojciec jest w stanie zająć się małym dzieckiem równie dobrze jak matka?”. Tu właśnie wątpliwości zgłasza Wojciech Eichelberger. Autor m.in. głośnej książki „Zdradzony przez ojca” – jak sam pisze „ostrzeżenia przed negatywnymi psychologicznymi i obyczajowymi konsekwencjami nieobecności ojca w rodzinie” – przekonuje, że lepiej, by mężczyźni starali się być lepszymi, bardziej wszechstronnymi ojcami, zamiast przejmować rolę swoich partnerek. Siła więzi w okresie prenatalnym sprawia, że w pierwszych miesiącach po narodzeniu matka jest faktycznie niemożliwa do zastąpienia – argumentuje psycholog, choć zastrzega, że jej nieobecność nie musi z pewnością skutkować bardzo poważnymi szkodami psychologicznymi. Zostaje jednak – rzec można – przegłosowany. Pozostali specjaliści, przywołując teorię więzi sformułowaną przez psychiatrę Johna Bowlby’ego, dochodzą do wniosku, że nie ma znaczenia, z kim tworzona jest pierwsza więź na samym początku życia – byleby była stabilna i bezpieczna. Urszula Sajewicz-Radtke przyznaje przy tym, że zamiana ról ojca i matki jest swoistym eksperymentem, którego wynik będzie można obserwować dopiero za jakieś ćwierć wieku.

Wszystkie rozmówczynie zapewniają, że partner zajmujący się dzieckiem zyskuje na atrakcyjności seksualnej – choć warto zadać pytanie, czy w odniesieniu do tego nader delikatnego tematu faktycznie pozwalały sobie na całkowitą szczerość. Jedna zastrzega, że ważne, by w trakcie sprawowania opieki nad dzieckiem mąż zachowywał umysłową aktywność, rozwijał się zawodowo i interesował się światem zewnętrznym (co jest, trzeba przyznać, dość daleko idącym oczekiwaniem). Zachowanie szacunku do pracy drugiej osoby w związku, poczucie bezpieczeństwa i wzajemne zaufanie – taka jest lista największych wyzwań. Szczególne znaczenie mają kwestie materialne. Przy czym nie chodzi o stan konta w liczbach bezwzględnych – niektórzy ojcowie szóstego levelu to zamożni wieloletni pracownicy korporacji czy agencji reklamowych, inni nigdy nie mieli stałej pracy. Kluczowe jest raczej spójne podejście jej i jego do pieniędzy. Najwięcej napięć powstaje, gdy debet na koncie to problem tylko jednej strony.

Pieniądze i materialna stabilność rodziny są tym, na co zwraca największą uwagę otoczenie niestandardowo podzielonych par. Tomasz, ojciec czwórki dzieci, wychowujący to najmłodsze, często spotykał się z pytaniem, jak się z tym czuje. „W podtekście: dlaczego nie idę do pracy, tylko wykorzystuję żonę” – opowiada. Ale i część rozmówczyń przyznaje, że musiały zachowywać czujność, by nie ulec podobnym stereotypizującym komentarzom.

Konstatacja, że mężczyzna musi mieć bardzo mocno ugruntowane poczucie własnej wartości, by wyjść ze stereotypowej roli, powraca przez całą książkę. Ale do myślenia daje też uwaga Wojciecha Eichelbergera: „Wiele wskazuje na to, że dla żadnej z płci opieka nad dziećmi nie może być jedynym sposobem aktywności, samorealizacji i lokowania ambicji”. Choć i to jest generalizacją. Może najpewniejszy – i budujący – wniosek z eksperymentu z zamianą rodzinnych ról jest taki, że uczestniczący w nim mężczyźni zaczynają rozumieć, jak wiele opieka nad dzieckiem kosztuje. Wysiłku, emocji i szans rozwoju kariery.

Joanna Cieśla

***

Magdalena Szwarc Ojcowie szóstego levelu. Reportaże o ojcostwie, Wydawnictwo Zwierciadło, 2016.

Ja My Oni „Mężczyzna: instrukcja obsługi" (100120) z dnia 22.05.2017; Jako syn, partner, rodzic; s. 65
Oryginalny tytuł tekstu: "Odwaga ojcowania"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną