Mężczyźni świetnie radzą sobie z dziećmi. Dlaczego wciąż trudno im w pełni zaufać?

Odwaga ojcowania
Dla mężczyzny główny problem polega na tym, że staje się nikim. Niewolnikiem. To, czego on chce, kim jest, traci znaczenie.
Bycie z dzieckiem jest pracą wymagającą dotarcia do najgłębszych pokładów własnych emocji.
Mirosław Gryń/Polityka

Bycie z dzieckiem jest pracą wymagającą dotarcia do najgłębszych pokładów własnych emocji.

Maciek: – Matki są bardziej przewrażliwione, strachliwe. Ojcowie pozwalają sobie i dziecku na więcej luzu. Nie boją się, że ono nabije sobie guza, jeśli dzięki jakiejś ryzykowniejszej sytuacji może zyskać nową umiejętność czy dobrze się bawić.

Eda: – Tomek traktuje dzieci jak równych sobie. Potrafi zrozumieć, co je zajmuje. Jak gra w piłkę, nie myśli, że to ma jakiś rozwojowy cel. Po prostu z tymi dziećmi jest.

Ania: – Jaś jest dla dzieci i one są całe dla niego. On nie wymyśla, co one powinny, on im proponuje. Potrzebują, to z niego biorą.

Marta: – Maciek akceptuje je bezwarunkowo. Ma przekonanie, że od trzeciego roku życia dziecko jest gotowe do socjalizacji, a do tego czasu – żeby rozwinął się człowiek pewny siebie i szczęśliwy – musi mieć poczucie bezpieczeństwa, ciepło i miłość. U niego nic nie dzieje się w nerwach, w złości, nigdy nie krzyczy na nie, wszystko tłumaczy. Kocha, karmi, chroni. Bardzo dużo przytula. One się przy nim ciągle uśmiechają. Uszczęśliwiają go po prostu. Jego strasznie cieszy, że tak do niego lgną.

Kasia: – Jak się z nim bawi, potrafi się tak zamyślić, zapatrzeć na dziecko z takim uczuciem ogromnym.

Marta: – I ma wtedy taki błysk w oku. To jest bardzo miłe do obserwowania.

Kasia: – Syn wciąż o nim mówi. Tata jest ciągle w jego głowie. Jest między nimi więź. Dla kobiety facet, który ma fajny kontakt z dzieckiem, jest niesamowicie atrakcyjny.

Jaakko: – Skoro mój przyjaciel dał radę, to ja też. Przekonałem się, że jeśli masz motywację i akceptujesz fakt, że musisz opiekować się dzieckiem, poradzisz sobie. Każdy mężczyzna może. Każdy, który chce.

Marta: – Mąż współczuje ojcom, którzy tego nie doświadczają.

Dojrzałość

Pamiętam miejsce i moment, kiedy zauważyłam ich po raz pierwszy: dwaj obcy sobie mężczyźni z wózkami dziecięcymi przepuszczali się na skrzyżowaniu chodników. Było słoneczne, jesienne przedpołudnie. A że każdy z nich popychał ten sam atrybut kobiecości, żaden nie chciał uprzejmości ze strony drugiego: przepuszczenia na drodze. Rozbawiła mnie ta scena. Świadczyła o wyjściu z męskiej roli i wejściu w jakąś nową – jaką?

Zaczęłam zwracać na nich uwagę. Codziennie zauważałam kilku. Zagadywałam, w końcu celowo jeździłam po warszawskich placach zabaw i parkach, by rozmawiać z ojcami opiekującymi się dziećmi. Stałam nad stawem na Polu Mokotowskim i jednocześnie widziałam czterech. Na pewno w każdym dużym mieście w Polsce są już takie miejsca.

Wielu mężczyzn po lekturze mojej książki „Ojcowie szóstego levelu”, która powstała po tych spotkaniach (i której bohaterów w tym artykule cytuję), reaguje radosnym: Ja chcę mieć dziecko! Coraz więcej ojców chce uczestniczyć w wychowywaniu. Potrafią powiedzieć partnerce: To jest tak samo moje dziecko, jak twoje. Kocham je tak samo mocno i też nie chcę go skrzywdzić. Musisz mi zaufać, bo potrzebuję go równie bardzo jak ty.

Ale też wielu znajomych mężczyzn przyznało, bez czytania, że boi się mojej książki. Może mają poczucie winy, że nie są ojcami zaangażowanymi? Słyszę: związki będą się przez to rozpadać. Opiekę nad dziećmi uważają – i słusznie – za zagrożenie dla pozycji zawodowej osoby, która się tego podejmuje. Jak bogaci nie kwapią się z oddawaniem majątków biednym, tak mężczyźni nie kwapią się do rezygnacji ze statusu, jaki daje im praca zawodowa. Najwyższy odsetek ojców na urlopach rodzicielskich zanotowano w Krakowie – 2,6 proc. przebywających na nim rodziców i w Warszawie – 2,2 proc.

Kiedy gromadziłam materiał do książki, kilku panów „przyłapanych” w powszedni poranek z wózkiem w popłochu uciekło, mówiąc wprost, że nie ma się czym chwalić i nie jest to powód do dumy. Nie zatrzymywałam. Ale przygniatająca większość napotkanych mężczyzn bez wahania godziła się na rozmowę. – Upokorzenie mężczyzny, bo jest z dzieckiem w domu? Bzdura jakaś! Dzieci dodają męskości. To, że jestem w roli wykonywanej częściej przez kobiety, podejmuję się tego, czerpię z tego przyjemność i wychodzę poza wzorce kulturowe, czyni mnie mocniejszą jednostką – mówi Maciek. – Może jest takie podejście, że do roku dziecko jest zarezerwowane dla matki, bo je mleko z piersi, nic nie mówi i śmierdzi kupą, ale nie wiem, skąd pomysł, że ojcowie mogą opiekę nad własnym dzieckiem uważać za niefajną. W jego pokoleniu, opowiada, ojcowie z dziećmi wychodzą, wyjeżdżają, przewijają je, bawią się z nimi. Nie zna przypadku, że wyłącznie mężczyzna zarabia, a tylko kobieta zajmuje się domem i wychowaniem dzieci. – Spośród trzydziestu młodych ojców, jakich znam, jeden chciałby przynosić do domu pieniądze, gdzie już wszystko byłoby posprzątane, poprane, dzieci uśmiechnięte – tylko poprzytulać i położyć spać. Ale to jest wyjątek. W mojej głowie nie mieści się, że facet zajmujący się własnym dzieckiem może być przedmiotem kontrowersji.

Na placach zabaw spotkałam niemal wyłącznie mężczyzn wykształconych. Widzieli w życiu wiele różnych scenariuszy, wybrali jeden z wielu, najlepiej pasujący do ich rodziny i zaistniałej sytuacji. Zostali w domu głównie dlatego, że kobieta chciała lub musiała wrócić do pracy. Ale żaden z nich całkowicie zarobkowania nie porzucił.

To mężczyźni ponadprzeciętnie dojrzali. – Jeśli rozumiem własne potrzeby – co mnie wytrąca z równowagi, czego potrzebuję w danej chwili – łatwiej zrozumiem potrzeby dziecka – mówi Jaś. Są zwykle nasyceni życiem. Odnieśli już sukcesy i porażki, umieją sobie z tym radzić. Potrafią powiedzieć do żony: masz pasję, rób to, czego naprawdę chcesz. Ja ci pomogę. I o niej: dziś żona i jej potrzeby są ważniejsze, jutro ona uzna, że moje potrzeby są ważniejsze.

Obserwację tę potwierdza Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog rozwojowy: – Aby zdecydować się na podjęcie działań niespójnych ze swoją rolą społeczną, mężczyzna musi być niezwykle świadomy siebie, swojej męskości i swojego związku. Widzą siebie nie w damskim przebraniu, tylko w roli ojca – rozumianej inaczej niż bankomat.

Część moich bohaterów miała fajnego, zaangażowanego w ich życie ojca, a więc wzorce z domu. Ale kilku przeszło długi proces dojrzewania do niezależności i autonomii. Na matki swoich dzieci wybrali kobiety utalentowane, z marzeniami zawodowymi i pasjami.

Praca

Z ich opowieści wynika, że bycie z dzieckiem jest pracą wymagającą dotarcia do najgłębszych pokładów własnych emocji. Dla mężczyzny główny problem polega na tym, że staje się nikim. Niewolnikiem. To, czego on chce, kim jest, traci znaczenie. Mówią zgodnie: brak przestrzeni na „ja”. Nie masz czasu pójść na siłownię, pobiegać, pomyśleć, że ma się potrzebę pójścia w góry. Tyle jest do zrobienia, że na filozofię, teatr, kino nie ma już siły. System bez wewnętrznego bhp. Nawet jak dziecko śpi, nie do końca można odpocząć, bo trzeba planować, być przygotowanym na to, co zdarzy się później. Potrzeby dziecka są najważniejsze.

Zdaniem wielu z nich bycie z dzieckiem wzmacnia, dodaje energii, ale też wypala. Sądzą, że matkom akceptacja faktu: nie jestem ważna, przychodzi łatwiej. (A co, jeśli to mit?)

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną