Jak sobie radzić z własną intuicją

Popiół na tapicerce
Korzystać z intuicji czy dławić jej natrętny głos?
To system intuicyjny działa zawsze jako pierwszy.
Mirosław Gryń/Polityka

To system intuicyjny działa zawsze jako pierwszy.

Intuicja z perspektywy psychologii to efekt specyficznego przetwarzania i interpretowania informacji. Według poznawczo-doświadczeniowej teorii osobowości prof. Seymoura Epsteina ludzie przetwarzają bowiem informacje na dwa sposoby – doświadczeniowo-intuicyjny i logiczno-racjonalny (odbywa się to za pomocą dwóch odrębnych systemów). System intuicyjny działa szybko, automatycznie, niejawnie, niewerbalnie i bez wysiłku. Dzięki niemu ludzie wiedzą, co zrobić lub co się wydarzy, ale nie potrafią powiedzieć dlaczego.

Na przeciwnych zasadach funkcjonuje system racjonalny, który jest powolny, świadomy, werbalny i ukierunkowany. Przetwarzanie informacji w tym systemie wymaga wysiłku oraz logicznego myślenia.

Co ważne, oba systemy przetwarzania informacji są niezależne od siebie, działają w inny sposób, ale zachodzi między nimi interakcja. Jaka? Tu mogą zostać zaskoczeni ci, którzy postrzegają siebie jako chłodnych racjonalistów. Otóż to system intuicyjny działa zawsze jako pierwszy. Zanim włączy się w nas logiczne myślenie, system intuicyjny już wstępnie zaklasyfikuje sytuację, w której się znaleźliśmy, jako niebezpieczną bądź nie. Co więcej, system intuicyjny tworzy w naszym umyśle (nieświadomą w dużej mierze) sieć emocjonalnych skojarzeń, która ukierunkowuje system racjonalny na szukanie dla nich potwierdzenia w rzeczywistości. To właśnie „mieszanie się” systemu intuicyjnego do racjonalnego Epstein uważał za przyczynę tego, że człowiek zachowuje się irracjonalnie.

Przeczucia mogą więc wpakować nas w kłopoty. Gdy bombardujemy swoją świadomość określonymi bodźcami, dotyczącymi np. końca świata, nasze przeczucia też pójdą w tę stronę. Mylne jest również nasze przekonanie o tym, na ile nasze przeczucia się sprawdzają. Wyrzucamy bowiem z pamięci te, które się nie sprawdziły – okazały się fałszywymi alarmami, a pielęgnujemy w sobie pamięć tylko o tych, które się potwierdziły. Post factum wydaje nam się, że wiedzieliśmy, że to się zdarzy, ale jednocześnie ignorujemy (i oddychamy z ulgą), gdy coś, czego byliśmy niemal na 100 proc. pewni, nie ma miejsca.

Co zatem mamy robić? Kiedy posłuchać swojego przeczucia? Prof. Robin M. Hogarth, psycholog zajmujący się problematyką podejmowania decyzji, autor książki „Educating Intuition” (Szkolenie intuicji, 2001 r.), pisze w niej, że intuicja opiera się tak naprawdę na procesie niejawnego uczenia się (ang. tacit learning). Jeśli tak faktycznie jest (nie doświadczamy zatem żadnego ezoterycznego odlotu), to z własnych przeczuć warto, po pierwsze, skorzystać (jeśli dziecko poszło do przedszkola za lekko ubrane, to się przeziębi, więc trzeba mu donieść inną kurtkę), po drugie – doskonalić swoje umiejętności w tym zakresie. Hogarth uważa, że korzystania z intuicji można się nauczyć, np. uważnie korzystając z własnego doświadczenia. Przywodzi to na myśl anegdotę o lekarzach z poradni urazowo-ortopedycznej w ośrodkach narciarskich, którzy wstępną diagnozę stawiają pacjentowi po sposobie, w jaki dostał się do gabinetu. Nie oznacza to, że są niekompetentni albo im się nie chce, tylko że widzieli już setki tysięcy pacjentów przechodzących przez ich drzwi i wyciągnęli z tego wnioski.

Intuicja przydaje się, gdy decyzję podejmują eksperci (lekarze, strażacy, piloci, żołnierze), którzy mają do czynienia z niestandardową sytuacją, presją czasu i dużą niepewnością – uważa psycholog poznawczy Gary Klein, autor książki „Intuition at Work: Why Developing Your Gut Instincts Will Make You Better at What You Do” (Intuicja w praktyce: dlaczego kierowanie się przeczuciami sprawi, że będziesz lepszy w tym, co robisz, 2003 r.). Zdobycie nowych informacji w takich okolicznościach może być bardzo trudne lub wręcz niemożliwe, a posiadanie zbyt wielu informacji i przeciążenie nimi prowadzi do paraliżu decyzyjnego. Ponadto podczas zdobywania dodatkowych informacji sam problem może się mocno zmienić (np. stan pacjenta może się pogorszyć). W takich przypadkach przydaje się – wynikająca z przeszłego doświadczenia – wiedza ukryta.

Intuicja pomaga nam też połączyć w całość dotąd chaotyczne elementy. W najnowszej swojej książce „Seeing What Others Don’t. The Remarkable Ways We Gain Insights” (Zobaczyć to, czego inni nie widzą. Sposoby na osiągnięcie wglądu, 2015 r.) Klein przytacza taką oto historię: Dwóch policjantów utknęło w porannym korku. Nigdzie się nie spieszyli – byli na rutynowym patrolu. Starszy policjant prowadził (opowiedział potem o tym zdarzeniu Kleinowi, dumny ze swojego policyjnego partnera). Gdy czekali na zmianę świateł, młodszy rzucił okiem na stojące w ich pobliżu nowe BMW. Zobaczył, jak jego kierowca zaciąga się papierosem, wyciąga go z ust, po czym strzepuje popiół na tapicerkę. Widziałeś to?! – krzyknął młodszy policjant. Nie mógł uwierzyć: kto strzepuje popiół na tapicerkę w nowiutkim, wypasionym BMW? Na pewno nie jego właściciel! Ani przyjaciel właściciela, który pożyczył od niego samochód. Ale ktoś, kto go właśnie ukradł. Młodszy policjant miał rację. Dzięki intuicji i umiejętności skorzystania z niej – tak jak w przytoczonej tutaj historii – może zapalić się nam w głowie czerwona lampka. Możemy dostrzec coś, czego inni, może zbyt zajęci sobą lub za mało uważni, nie dostrzegą.

Podobna myśl przyświecała twórcom serialu „Geniusz” kanału National Geographic o życiu Alberta Einsteina, zwłaszcza zaś jego drodze do sformułowania szczególnej teorii względności. Twórcy filmu dołożyli wielu starań, żeby pokazać, że było ono efektem zarówno analitycznego myślenia, jak i intuicji. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że to przebłyski wywołane przeczuciami Einsteina doprowadziły go do spięcia teorii w całość. Choć sama taka rama byłaby pewnie niewiele warta bez uzupełnienia jej m.in. uciążliwymi technikaliami, przy których pomagała mu jego żona – matematyczka Mileva Marić.

Jak widać, i przy formułowaniu szczególnej teorii względności, i w codziennym życiu – intuicja i przeczucia są potrzebne, tak samo jak trzeźwy osąd i racjonalne myślenie. Gdy wytyczymy im właściwe granice, zagwarantujemy sobie może nie Nobla z fizyki, ale pewien rodzaj życiowej równowagi.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną