Jak poradzić sobie z tym, że nie wszystko mamy pod kontrolą

Kontrola pod kontrolą
Czy potrzeba panowania nad własnym życiem, wpływu na zdarzenia i innych ludzi jest fundamentem ludzkiej psychiki, czy też naszym przekleństwem.
Wśród gatunków z najwyższych szczebli drabiny ewolucyjnej, żyjących w grupach, dążenie do kontroli przybiera złożone formy.
Vetta/Getty Images

Wśród gatunków z najwyższych szczebli drabiny ewolucyjnej, żyjących w grupach, dążenie do kontroli przybiera złożone formy.

W potrzebie kontroli łatwo się zagubić, dlatego warto ją sobie uświadomić i… przejąć nad nią kontrolę.
Getty Images

W potrzebie kontroli łatwo się zagubić, dlatego warto ją sobie uświadomić i… przejąć nad nią kontrolę.

Zdobywanie wiedzy, dbałość o zdrowie i relacje z innymi, zabieganie o dobra materialne i finanse, utrzymywanie wysokiej samooceny czy wiara w „siłę wyższą” zaspokajają ludzkie potrzeby rozumienia świata, bezpieczeństwa, przynależności, samostanowienia i posiadania sensu życia. Wszystkie łączy to, że nie są niezbędne do życia. Jedyną motywacyjną koniecznością, jak przekonywał w połowie XX w. badacz osobowości Robert W. White z Uniwersytetu Harvarda, jest kontrola. Niewykluczone, że biologiczny przymus jej sprawowania jest fundamentem potrzeb psychologicznych i najbardziej skomplikowanych działań.

Superpotrzeba

Życie stawia zwierzętom wszystkich gatunków twarde żądania: żeby przetrwać, trzeba jeść, pić, unikać zagrożeń i odpoczywać. Dążenie do kontroli jest składnikiem instynktownego wyposażenia, umożliwiającym zaspokajanie potrzeb biologicznych. Dążenie to jest w królestwie zwierząt tak istotnym „ustawieniem domyślnym”, że kiedy napotyka przeszkody, indywidualny system podtrzymywania życia przestaje działać, częściowo lub całkowicie.

Martin Seligman, profesor psychologii na Uniwersytecie w Pensylwanii, poszukując mechanizmów powstawania depresji, przeprowadził pół wieku temu drastyczne eksperymenty. Psy zamykano w klatce i poddawano wstrząsom elektrycznym. Po nieudanych próbach uniknięcia bólu zwierzęta stawały się tak bierne, że nie uciekały z klatki nawet wtedy, kiedy im to umożliwiano. Przestawały jeść i umierały z głodu. Badania, w których wykorzystywano m.in. szczury i świnie, potwierdziły, że brak kontroli – nawet jeśli nie jest realny, lecz wyuczony na bazie przeszłych doświadczeń – sprawia, że zwierzęta przestają walczyć o życie. Tak jakby kontrola była superpotrzebą, która musi być zaspokajana bezwzględnie w pierwszej kolejności.

Zdobywanie pokarmu, umykanie drapieżnikom, znajdowanie partnerów seksualnych wymaga zarządzania własnym ciałem i środowiskiem. Badania dowodzą, że u zwierząt ewolucyjnie zaawansowanych pojawia się dodatkowy aspekt kontroli – kierowanie własnymi procesami psychicznymi. Evan McLean z uniwersytetu w Arizonie wraz ze współpracownikami porównali zdolność przedstawicieli trzydziestu sześciu gatunków do powstrzymania się przed zachowaniem przynoszącym biologiczną korzyść, lecz w danej sytuacji niepożądanym. Okazało się, że zwierzęta o większych mózgach były w stanie zrezygnować z natychmiastowego sięgnięcia po pokarm, jeśli spowodowałoby to utknięcie w pułapce.

Wśród gatunków z najwyższych szczebli drabiny ewolucyjnej, żyjących w grupach, dążenie do kontroli przybiera złożone formy. Małpy człekokształtne, w przeciwieństwie do żółwi czy wiewiórek, zapewniają sobie bezpieczeństwo oraz dostęp do pożywienia i seksu pośrednio, zarządzając swoją pozycją w stadzie – co robią, m.in. iskając wybranych pobratymców. U ludzi, posiadających największą w stosunku do wagi ciała korę mózgową, żyjących w liczniejszych niż goryle czy szympansy zbiorowościach, zaspokajanie życiowych potrzeb jest uzależnione od zarządzania zarówno własnym ciałem, procesami psychicznymi i światem materialnym, jak i niezwykle rozbudowaną siecią relacji społecznych. Prawdopodobnie dlatego w przypadku człowieka potrzeba kontroli jest tak skomplikowana, że trudno w niej odróżnić dążenie do jej faktycznego sprawowania od dążenia do poczucia, że się ją posiada.

Moc działań

Profesorowie psychologii Fred Rothbaum, John Weisz i Samuel Snyder wyróżnili dwa rodzaje kontroli – pierwotną, ukierunkowaną na świat zewnętrzny, oraz wtórną, pozwalającą dostosować się do środowiskowych ograniczeń. Pierwotna wyraża się działaniami zmieniającymi środowisko stosownie do własnych potrzeb i preferencji, takimi jak uprawianie roli, umożliwiające gromadzenie żywności zabezpieczającej przed głodem czy tworzenie narzędzi zwiększających wpływ na otoczenie – od najprostszych pięściaków, przez koła, po zaawansowane technologie. Przejawami kontroli pierwotnej jest krojenie chleba na wygodne do gryzienia kromki i wykonywanie okresowych badań krwi. Wiedza gromadzona dzięki uczeniu się, oglądaniu telewizji czy surfowaniu po internecie zwiększa możliwości sprawnego zarządzania sobą i otoczeniem, trafnego prognozowania zagrożeń i przejmowania nad nimi kontroli.

Uniwersalnym narzędziem realnej, pierwotnej kontroli są pieniądze – dysponowanie nimi zapewnia miejsce do życia, opiekę zdrowotną, dostęp do wygodnych narzędzi. Finansowa zasobność zwiększa swobodę kształtowania otoczenia materialnego, podwyższa też skuteczność oddziaływań społecznych. Znaczenie tych oddziaływań podkreślają teorie autoprezentacji, opisujące sposoby kierowania wrażeniem, jakie wywiera się na innych. Zdaniem profesora Andrzeja Szmajke i innych psychologów społecznych ludzie ubierają się stosownie do okoliczności, wciągają brzuchy, podkreślają swoje kompetencje, władzę albo bezradność po to, żeby uzyskiwać rozmaite korzyści lub unikać strat. Wzbudzając sympatię drugiego człowieka, np. poprzez komplementowanie, zwiększamy prawdopodobieństwo, że wyświadczy nam przysługę – która może polegać na wymianie koła w samochodzie, dokonaniu określonego zakupu czy oddaniu głosu w wyborach. Skuteczna groźba, podobnie jak wzbudzenie litości, może sprawić, że ktoś wykona za nas pracę, np. ugotuje obiad albo powstrzyma się przed jakimś działaniem, takim jak złożenie dokumentów rozwodowych. Narzędziem autoprezentacji są media społecznościowe i blogi, pozwalające na kontrolowanie swojego społecznego wizerunku za pomocą odpowiednio dobranych słów i zdjęć.

Wyznaczanie dróg i chodników służy kierowaniu przepływem pojazdów i ludzi. Państwa i systemy militarne służą kontrolowaniu dostępu do zasobów naturalnych. Celem kodeksów karnych jest zarządzanie aspołecznymi tendencjami, a instytucje demokratyczne obmyślono tak, żeby kontrolować dyktatorskie zapędy. Instytucja małżeństwa pozwala na kontrolowanie partnerów, zwłaszcza ich seksualnej bądź finansowej wierności. Zadaniem systemów informatycznych jest zarządzanie przepływem danych. Przyglądając się ludzkiej rzeczywistości przez pryzmat potrzeby kontroli, jej efekty można dostrzec nieomalże wszędzie. Na przełomie XIX i XX w. Karl Groos, niemiecki filozof, pedagog i psycholog, dowodził, że potrzeba ta wyraża się nawet w działaniach najmniej z nią kojarzonych, takich jak zabawa.

Po co niemowlęta próbują dosięgnąć różnych przedmiotów, a kiedy im się to udaje, obracają nimi na różne strony? Bo dzięki temu uczą się kontroli nad ruchami swojego ciała i obiektami świata zewnętrznego. Dlaczego starsze dzieci tworzą budowle z klocków, po czym je burzą – jednak źle znoszą, kiedy zniszczy je ktoś inny? Bo doskonalą zdolność zarządzania sobą i otoczeniem. Również rozrywki dorosłych są czymś więcej niż przyjemnym spędzaniem czasu – gdyby było inaczej, ludzie nie mieliby trudności z przegrywaniem. Obserwowanie cudzych wysiłków ułożenia słowa po zdobyciu trzydziestu siedmiu punktów podczas partii scrabble’a albo przeganianie tenisowego partnera z jednego rogu kortu w drugi podbudowuje przekonanie o posiadaniu kontroli po wielu godzinach pracy, w której zwykle wykonuje się zlecone przez innych czynności. Przekonanie to może również wzmacniać np. flirtowanie, pozwalające kierować cudzą uwagą, pobudzeniem seksualnym, zachowaniem, a nawet finansami.

Siła poczucia

Możliwości sprawowania kontroli pierwotnej są w ludzkim, skomplikowanym świecie, ograniczone – młodzi i seniorzy są zależni od innych, a osoby w pełni sił napotykają przeszkody materialne i odmowy społeczne. Dążenie do kontrolowania otoczenia jest skazane na liczne porażki. Jednocześnie jest ono niezbędne do podejmowania działań, które nawet w trudnych warunkach lub po serii niepowodzeń stwarzałyby szansę przeżycia i poprawy losu. Rothbaum, Weisz i Snyder przekonują, że ludzie rezygnują z kontroli niezwykle rzadko – kiedy pierwotna kontrola nad środowiskiem jest mało prawdopodobna lub niemożliwa, uruchamiają umysłowe strategie kontroli wtórnej. Strategie te są rozmaitymi zabiegami myślowymi, które aktywizują się zwykle automatycznie, nieświadomie, po to, żeby zapobiegać utracie poczucia kontroli albo je podbudowywać.

Zdaniem Jutty Heckhausen, profesorki psychologii na uniwersytecie Strathclyde, oraz Richarda Schulza, profesora psychiatrii na uniwersytecie w Pittsburghu, niektóre strategie kontroli wtórnej są korzystne:

SPOŁECZNE PORÓWNANIA z rówieśnikami pozwalają na ocenę swoich możliwości i wyznaczanie realistycznych celów, a w efekcie na unikanie rozczarowań. Takie porównania mogą doprowadzić siedemdziesięciolatkę do rezygnacji ze zjechania na nartach z Kasprowego, bez uszczerbku na jej poczuciu kontroli.

DEWALUACJA NIEOSIĄGALNYCH CELÓW chroni przed poczuciem porażki. W jednej z bajek Ezopa lis, nie mogąc dosięgnąć winogron, uznał, że nie ma na nie ochoty – dlatego strategię tę nazywa się „kwaśnymi winogronami”.

EGOTYZM ATRYBUCYJNY to skłonność do uznawania siebie za sprawcę sukcesów i wypierania się odpowiedzialności za porażki. Strategia ta wzmacnia poczucie własnej wartości, a wraz z nim motywację do dalszej aktywności.

Kontrola wtórna może jednak przynosić więcej szkody niż pożytku:

SAMOUTRUDNIANIE polega na podejmowaniu działań niekorzystnych, lecz dostarczających wyjaśnień ewentualnych niepowodzeń. Upicie się przed rozmową kwalifikacyjną bądź uczenie się tuż przed egzaminem oddala widmo braku kontroli – bo „to nie moja wina, że koleżanka zaprosiła na wino” albo „nie miałem czasu siąść nad książkami” – zmniejsza jednak szansę powodzenia.

OBWINIANIE SIĘ, np. za utratę pracy spowodowaną zmianą organizacji firmy, czyjąś chorobę lub śmierć, umożliwia utrzymanie poczucia kontroli, jednak nasila stres i utrudnia konstruktywne radzenie sobie z nieoczekiwaną sytuacją.

Niektóre strategie umysłowej kontroli są, same w sobie, neutralne – można je wykorzystać do budowania sensownych przekonań o posiadaniu wpływu, ale też do kreowania złudzeń:

REINTERPRETOWANIE ZDARZEŃ, dokonywane w myślach lub rozmowach, może służyć odejmowaniu sobie możliwości wpływu, ich dodawaniu bądź rozsądnemu szacowaniu. Bo o konkretnych sytuacjach, jak i całym życiu, można opowiadać z perspektywy ofiary, nieustraszonego bohatera albo osoby akceptującej możliwości i ograniczenia.

HUMOR, pozwalający na dystansowanie się wobec rzeczywistości, można wykorzystywać do pomniejszania własnego wpływu na bieg spraw, do wynoszenia się ponad innych i minimalizowania ich wpływu albo do godzenia się z faktami.

Ludzie, wyposażeni w typowy dla wszystkich zwierząt instynkt kontroli, lecz tworzący znacznie bardziej złożoną rzeczywistość, wyspecjalizowali się w podtrzymywaniu przekonania o posiadaniu wpływu tak bardzo, że miewają trudność z odróżnieniem tego, czym mogą kierować, a czym nie. Ich umysły usiłują zarządzać nawet zdarzeniami losowymi i śmiercią. Odpukiwanie w niemalowane ma chronić przed pechem, wiara w szczęście zapewniać wygraną w karty, a wznoszenie świątyń i modlitwy gwarantować boską opiekę i życie wieczne.

Szok braku

Wyrazistymi przykładami efektów braku kontroli są schizofrenia i zaburzenie stresowe pourazowe. Ta pierwsza odbiera człowiekowi poczucie sprawstwa, będące subtelnym tłem kontroli pierwotnej i wtórnej. Poczucie to Marc Jeannerod, francuski profesor fizjologii i neuropsycholog, definiuje jako głębokie przeświadczenie o możliwości kierowania własnym umysłem i działaniami, a za ich pośrednictwem – także środowiskiem. Przeświadczenie to powstaje nieświadomie, dzięki procesom neuronalnym, monitorującym związki między myślami, zachowaniami i zmianami w otoczeniu. Schizofreniczne halucynacje i urojenia, przejawiające się doświadczaniem własnych myśli jako cudzych głosów czy przekonaniem o byciu sterowanym z zewnątrz, zaburzając poczucie sprawstwa, zakłócają zdolność zaspokajania potrzeb fizjologicznych i oddziaływania na otoczenie, co przejawia się m.in. zaniedbywaniem jedzenia i wypoczynku oraz izolacją społeczną. Doświadczenie braku sprawstwa prowadzi do niewyobrażalnego lęku. Cztery na dziesięć osób z diagnozą schizofrenii próbuje odebrać sobie życie, przy czym próby te rzadko – bo jedynie w czterech procentach – są podejmowane w ostrej fazie choroby, na skutek omamów czy fałszywych przekonań. Profesor psychiatrii Keith Hawton z uniwersytetu w Oxfordzie i jego współpracownicy ustalili, że ważną przyczyną tendencji samobójczych jest obawa przed ponownym doświadczeniem psychicznej dezintegracji, odbierającej kontrolę nad własnym umysłem.

Stres pourazowy jest rezultatem nagłego, niepodlegającego osobistemu wpływowi zdarzenia, takiego jak napaść, powódź czy wypadek. Doświadczenie całkowitej bezsilności może prowadzić do długotrwałego niepokoju, niezdolności do przeżywania radości, męczących snów, wycofania. Jedną z przyczyn stresu pourazowego bywa negatywne przeżycie po przyjęciu narkotyku, zwykle halucynogennego, czyli tzw. bad trip (zła podróż). Substancje psychoaktywne, zgodnie z opisami Aldousa Huxleya, otwierają „drzwi percepcji” – jednak człowiek nie wie, czy przechodząc przez nie, trafi do nieba czy piekła. Fora internetowe gromadzące osoby eksperymentujące z odmiennymi stanami świadomości obfitują w opisy wewnętrznych podróży w głąb koszmaru oraz ich skutków. Intensywność, realistyczność i niekontrolowalność takich podróży sprawiają, że są one przeżywane jako forma gwałtu, którego na człowieku dokonuje jego własny umysł. Narkotyczne doświadczenia – o których przypominają tzw. flashbacki, czyli niespodziewane wspomnienia koszmaru – bywają tak szokujące, że niektórym odbierają zdolność wychodzenia z domu i mowę.

Potęga odpuszczania

Ludzie rzadko tracą kontrolę gwałtownie, zwykle stopniowo przyzwyczajają się do jej codziennych niedostatków – w pracy, związku, a najczęściej w rodzinnym domu. W takich przypadkach reakcją jest nie tyle szok, co raczej niedowierzanie i nadrabianie braku wpływu w jednej sferze życia nadmierną kontrolą innych obszarów. Taka zastępcza kontrola bywa sztywna i problematyczna, jednak trudno to zauważyć, bo ubytki kontroli pierwotnej automatycznie przełączają ludzkie umysły w tryb kontroli wtórnej, zniekształcającej spostrzeganie rzeczywistości.

Dziewczynka, która nie miała wpływu na nadmierne oczekiwania rodziców, wyrasta na perfekcjonistkę, która kontroluje to, co może: własną wagę i zawodową wydolność. Chłopiec, który nie wiedział, czy po powrocie ze szkoły do domu dostanie obiad, czy będzie musiał opiekować się matką pobitą przez pijanego ojca, staje się mężczyzną kontrolującym swoje samopoczucie za pomocą alkoholu, a innych za pośrednictwem przemocy. Jedynak, któremu rodzice ułatwiali, co mogli, nie stawiając wymagań, nauczył się manipulować otoczeniem społecznym zamiast sobą, co utrudnia mu stworzenie dojrzałego związku. Dziecko, które doświadczało niewielkiego wpływu na otoczenie – np. dlatego, że rodzice miewali zmienne nastroje lub byli zapracowani – w dorosłości może sprawdzać maile i finanse partnera lub wykorzystywać władzę nad podwładnymi i klientami. Jeśli nadmiernie kontroluje także swoje dzieci – to, przynajmniej częściowo, odbiera kontrolę im samym.

W potrzebie kontroli łatwo się zagubić, dlatego warto ją sobie uświadomić i… przejąć nad nią kontrolę. Dobrze jest odróżnić to, na co posiada się wpływ, od tego, na co się go nie ma. I zastanowić się nad tym, co jest osobiście ważne. Jeśli człowiek przekonał się wiele razy, że nie ma wpływu na uliczne korki, nastroje szefa czy stopnie swoich dzieci – po co się nimi zajmować? Czy nie lepiej wyjeżdżać z domu wcześniej, żeby się nie spóźniać, w pracy skoncentrować się na zadaniach, a w relacjach z dziećmi – na ich poznawaniu? Jeśli dla kogoś największym dobrem są bliscy, czy nie może spędzać z nimi więcej czasu, nawet kosztem zarobków? Jeśli najcenniejszy jest spokój ducha, czy nie warto zrezygnować z przeglądania internetu lub zabiegania o cudzą akceptację?

Zadawanie sobie tego typu pytań jest początkiem odpuszczania, co jest możliwe, bo instynkt kontroli jest tak silny, że nie dopuści do zaniedbania tego, co najważniejsze. Człowiek może wyglądać przez okno i podziwiać chmury. Przytulać ukochaną osobę i zachwycać się jej zapachem. Cieszyć się elastycznością swojego umysłu, który pozwala wykraczać poza biologiczne i wyuczone automatyzmy, i wykorzystywać potrzebę kontroli z korzyścią dla siebie i świata. Może się rozluźnić.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną