Ja My Oni

Nierówna miłość

Jak nie skrzywdzić swoich dzieci

Daiga Ellaby / Unsplash
Anna Górska o tym, jak radzić sobie z przekonaniem o niesprawiedliwym traktowaniu w dzieciństwie.
Anna GórskaLeszek Zych/Polityka Anna Górska

Joanna Cieśla: – Dlaczego rodzice jedne swoje dzieci kochają bardziej, inne mniej?
Anna Górska: – Myślę, że zdecydowana większość rodziców kocha swoje dzieci jednakowo. A w każdym razie, jak przypuszczam, takie mają założenie, chcą tak kochać. Faworyzowanie może płynąć z mniej świadomych pokładów emocjonalnych. Jedno z dzieci trochę przypomina mamie ją samą…

…a drugie teściową…
…na przykład. I – zwłaszcza jeśli ta relacja z teściową nie jest dobra – gdy matka widzi jej cechy w dziecku, może być trudniej budować więź, doceniać córkę. A gdy w innym dziecku dostrzega jakieś własne cechy, bardzo ją to ujmuje, czuje dumę i wzmacnia to, co również ceni w sobie. Dzieje się to raczej na poziomie nieświadomym. Warto mieć na uwadze, że dzieci mają swoją osobowość, swój punkt widzenia i odbierają rzeczywistość poprzez własne interpretacje. Rodzice nie za wszystko ponoszą odpowiedzialność, chociaż na nich spoczywa główna rola opiekuńczoemocjonalna, wychowawcza.

Podwójny ciężar

Jak wielu osobom towarzyszy odczucie, że w dzieciństwie były traktowane gorzej niż brat albo siostra?
Jeśli chodzi o pacjentów, których spotykam w gabinecie, to odpryski tego, jak wyglądała relacja z rodzicami i rodzeństwem, pojawiają się dosyć często. Pierwsze rodzinne relacje uczą przeżywania emocji, modelują strategie radzenia sobie w świecie poza rodziną; są tak ważne, że ludzie zawsze się do tych wyuczonych i może zatartych w świadomej pamięci doświadczeń odnoszą. Każdy ma taką bazę emocjonalną w sobie. Im więcej w niej dobrych doświadczeń, adekwatnego wsparcia i adekwatnych do wieku wymagań, tym łatwiej w dorosłym życiu.

A co w sytuacji, gdy faworyzowanie jest ewidentne? Jednemu z dzieci rodzice opłacają studia, utrzymują je, inne – posyłają do pracy.
Za takimi decyzjami mogą stać emocjonalnie różne motywacje, np. przekonanie rodziców, że chłopiec, mężczyzna ma być bardziej samodzielny i odpowiedzialny i powinien sam opłacić swoje studia. Poza tym zbyt duże wsparcie rodziców może mieć też negatywne strony. Przede wszystkim uzależnia, odbiera wiarę we własne możliwości. Miałam taką pacjentkę, która narzekała w dorosłym życiu na swoją niesamodzielność i zazdrościła siostrze, że ta nie była tak jak ona wspierana przez rodziców – co w tej rodzinie oznaczało: siostra to sobie poradzi sama, jej nie musimy pomagać, w domyśle – jest zaradna, przebojowa, a pacjentka ciągle słyszała, że jej trzeba pomóc, czyli jest słaba.

Jak faworyzowanie może wpływać na relacje między rodzeństwem?
Przede wszystkim nasila rywalizację między dziećmi, która i tak jest wpisana w relacje siostrzano-braterskie. Nasze emocjonalne dojrzewanie od urodzenia rzuca nam wiele wyzwań, na przykład wyobraźmy sobie dziecko trzyletnie, które miało mamę i tatę na wyłączność, a tu pojawia się siostra i teraz musi się tym dobrem dzielić z maluszkiem. Rodzice mogą pomóc dziecku ten stan przeżyć, ale mogą też nieświadomie nasilać trudne uczucia poprzez widzenie potrzeb tylko jednego z dzieci. Sytuacja „nierównowagi” między rodzeństwem, która prowokuje konflikty, kto ważniejszy, może nawet stać się modelem relacji rodzeństwa na całe życie.

Syn albo córka obwinia rodziców o to, że niefortunnie zmienił lub zmieniła pracę, choć ci rodzice odpowiedzialność mogą ponosić ewentualnie tylko za to, jakie wykształcenie dzieci zdobyły.
W pierwszym odruchu można to nazwać przenoszeniem odpowiedzialności za własne błędy na rodziców. To jest łatwe, ale wcale nie przynosi ulgi, a zwiększa poczucie krzywdy. Czy rodzice w pełni odpowiadają za wykształcenie dzieci? Rozpoznanie, dlaczego następuje przenoszenie odpowiedzialności, dlaczego ktoś powtarza te same błędy, wymaga wysiłku. Myślę, że dopiero, gdy dorosły człowiek uświadamia sobie, że sam jest autorem własnych decyzji, może naprawdę odkryć swoją wolność, poczucie wpływu i zyskać przestrzeń do rozwoju. Nie jest to łatwe, ale dość często obserwuję tego typu zmiany. W braniu adekwatnej odpowiedzialności jest moc.

Jak się połapać w tym, czy przeżywane poczucie skrzywdzenia jest adekwatne do rzeczywiście doznanego zła, czy też na wyrost?
Obawiam się, że trudno bez terapeutycznego wsparcia osiągnąć taki poziom różnicowania co jest adekwatne, a co wyolbrzymione, jak to nadal na mnie oddziałuje. Warto zastanawiać się, skąd te uczucia, szczególnie wtedy, gdy poczucia krzywdy jest dużo i często wraca się do tego stanu. Pewnie wtedy przydaje się psychoterapeuta, by omówić różne życiowe doświadczenia, które mają wiele odcieni.

Czy istnieją jakieś szczególne sytuacje życiowe, gdy to poczucie niesprawiedliwego traktowania w dzieciństwie pojawia się albo nasila?
Niektórym towarzyszy od bardzo wczesnej młodości, u innych objawia się dopiero w jakichś ważnych życiowych momentach. Poczuciu niesprawiedliwości sprzyja ciągłe porównywanie się z rodzeństwem, na przykład przy okazji spotkań rodzinnych, świąt. Szczególnie w rodzinach, w których ten problem jest dominujący. Rywalizacja, porównywanie się, żarty z kogoś, kto ma pozostać „gorszy”. Trudno wtedy spotkać się w święta i miło spędzić czas. Mało jest miejsca na miłość i bliskość w rodzinie. Rywalizacja, można powiedzieć, króluje, chociaż nikt jej oficjalnie nie przekazał władzy nad tą rodziną.

Czy dzieciom traktowanym gorzej jest trudniej wyprowadzić się z rodzinnego domu niż tym faworyzowanym?
Nasilone poczucie krzywdy może blokować separację od rodziców i stawanie się dojrzałym dorosłym. Może być im trudniej dorosnąć, uwierzyć w siebie, w to, że mogą zbudować swój sukces.

Osobom, które doświadczyły w domach rodzinnych mniejszego deficytu, łatwiej jest uznać: rodzice coś mi dali, czegoś mi nie dali, ale teraz to sobie sam poradzę – w bliskim związku, we własnej rodzinie, poprzez własną pracę. Taka osoba ma swoje wartości, decyzyjność, wiarę we własne kompetencje.

Komu trudniej

Podobno dzieci faworyzowane też mogą mieć poczucie skrzywdzenia. Ci „gorsi” bracia czy siostry byli zmuszeni szukać wsparcia poza rodziną, wyćwiczyli się w nawiązywaniu przyjaźni, relacji. „Lepsi” w oczach rodziców ostatecznie życiowo okazują się mniej zaradni.
Pewnie jest w tej obserwacji dużo racji, ale życie bywa bardziej skomplikowane. „Gorsze” dzieci nie zawsze mają kompetencje do budowania grupy wsparcia na zewnątrz. Trudno im uwierzyć, że coś dobrego mogą dostać. Nawiązywanie dobrych relacji, budowanie przyjaźni poza rodziną może udawać się ludziom, którzy jednak jakiegoś wsparcia doświadczyli.

Z kolei faworyzowane dzieci mogą mieć nadmiernie nieadekwatne poczucie własnej wartości – poczucie wyższości, skupienie na sobie. Łatwiej im sięgać po różne rzeczy, ale mogą ponosić porażki w trakcie realizowania projektów. Mając duże trudności w radzeniu sobie z porażkami, mogą reagować wręcz depresyjnie, ponieważ „obietnice wyjątkowości”, które dawali rodzice, nie zostają spełnione. Nie wszyscy biją brawo i co wtedy?

A czy te „gorsze” dzieci też mogą być odbierane jako „faworyzowane” przez rodzeństwo?
Dzieci mogą wzajemnie postrzegać pozycję tego drugiego jako lepszą. Gdy już jako dorosłe osoby ze sobą rozmawiają, często okazuje się, że sobie wzajemnie czegoś zazdrościły.

Taka rozmowa między rodzeństwem umożliwia uzupełnienie obrazu rodziny o tę inną przestrzeń, dostępną bratu, siostrze. Refleksję, że nie ma sytuacji idealnych.

Jak wrócić do domu

Porozmawiajmy jeszcze o momentach przełomowych, w których poczucie niesprawiedliwego potraktowania szczególnie doskwiera. Nadchodzi w życiu taka chwila, gdy to rodzice potrzebują pomocy dzieci, a wtedy stare rany zaczynają boleć.
„Ja nic nie dostałem, a teraz jeszcze mam coś z siebie dać?!”. Na pewno jest to moment znaczący, gdy rodzice stają się coraz bardziej zależni od opieki swoich dorosłych dzieci. To, można powiedzieć, naturalna postać rzeczy. Zgodnie z rytmem życia, czasem biologicznym.

Dosyć trudna wydaje się sytuacja, gdy w rodzinie doszło do odwrócenia ról i już dziecko było delegowane do opieki nad rodzicami, a potem ponownie ma się nimi zaopiekować. Budzi to wiele trudnych emocji u tego dorosłego dziecka, które nie przeżyło jeszcze swojego dzieciństwa i jest przepełnione żalem, złością.

Niektórzy mówią, że najłatwiej sobie z tym wszystkim poradzić, kiedy rodzic nie żyje.
Nie wiem, czy to cokolwiek ułatwia. Cierpieć można na wiele sposobów. Natomiast kojarzy mi się to z sytuacją, gdy małe dziecko bardzo zezłości się na mamę czy tatę i krzyczy: już cię nie kocham, idź sobie. Po chwili przychodzi do tego dziecka refleksja, że przecież tego rodzica bardzo potrzebuje i próbuje naprawić to, co zepsuło swoją złością. Czy dorosły człowiek potrzebuje rodziców? Pewnie nie tak bardzo. Ten zezłoszczony dorosły jest już samodzielny i może zrealizować plan odwetowy: „Wy nie byliście dobrymi rodzicami, ja sobie poradzę, ale już się do śmierci do was nie odezwę”. Tylko czy warto?

Wspomniała pani, że zalecana przez poppsychologię rozmowa jako remedium na wszystko w takich sytuacjach też się nie sprawdza, okazuje się ślepą uliczką.
Można przypuszczać, że taka rozmowa toczy się znanymi schematami. Rodzice pewnie zaprzeczają zarzutom deprecjonowanego dziecka, są zdziwieni. Mają inną perspektywę: „jak możesz tak mówić, my wszystko dla ciebie robiliśmy”. Dorosłe dziecko czuje się kolejny raz ranione, nierozumiane, narasta w nim złość i poczucie krzywdy. Wzmacnia się w byciu ofiarą. To nadal jest rozmowa rodzic–dziecko (dorosłe). A nie dorosły–dorosły.

Inna rzecz, że rodzice po latach tak naprawdę nie mają już wiele do zrobienia. Nawet gdyby powiedzieli: „Przepraszamy cię bardzo za to, co nie wyszło” – to ukoi ból tylko na chwilę, bo te emocje dotyczą czegoś ważnego w przeszłości.

Wydaje mi się, że taka rozmowa ma szansę wnieść coś nowego i reperującego w relację z rodzicami, gdy dorosłe dziecko zmierzy się z własnymi emocjami w terapii. To, co odkryje w jej trakcie, może tę osobę nawet zaskoczyć. Nasze emocje są złożone z wielu warstw, czasami sprzeczne, nasilają pewne wspomnienia. Warto się temu przyjrzeć.

Jak zrzucić ten ciężar

Kiedy zatem konieczne jest podjęcie terapii?
Gdy ktoś obserwuje w sobie dużo trudnych uczuć i uzna, że to za dużo dla niego. Tak bym to ujęła w skrócie.

Podobno też czasami te „gorsze” dzieci po latach częściej wracają do starszych rodziców, gdy ci potrzebują pomocy. W oczekiwaniu na dobre słowo choć przed śmiercią.
Coś w tym jest. Wydaje mi się, że wracają nie tylko dlatego, że czują się niedowartościowane, czy mogą mieć bardziej zależną osobowość i nadal oczekują akceptacji rodziców. Mogą też wracać z pobudek bardziej dojrzałych – z powodu empatii. Łatwiej im wyobrazić sobie, jak może się czuć starszy, schorowany, opuszczony rodzic.

Jak w tej sytuacji dojrzale opiekować się starszymi rodzicami?
Opieka nad starszymi rodzicami, bez żalu i dziecięcych oczekiwań, jest możliwa wtedy, gdy wcześniej doszło do przepracowania strat z dzieciństwa. Wymaga to rozstania się z tęsknotą za idealnymi rodzicami. Może nawet opłakania tej pięknej iluzji, że można było to wszystko od nich dostać. Gdyby tylko…

Aby stać się dorosłym dzieckiem swoich nieidealnych rodziców, myślę, że trzeba stać się dojrzałym dorosłym. Kimś, kto zna swoje granice i adekwatnie oddziela przeszłe emocje od wymogów teraźniejszości. Potrafi powiedzieć nie, gdy starsi rodzice są nadmiernie wymagający i roszczeniowi, ale nie zostawi ich w potrzebie.

Wtedy łatwiej wybaczyć.
Tak, łatwiej wybaczyć ze względu na to, że część emocji, która podtrzymywała żal, odchodzi z tą iluzją pięknego świata. Łatwiej dostrzec, jak bardzo złożone i wymagające jest bycie rodzicem. Nie przeceniałabym idei wybaczania, bez wcześniejszego zrozumienia, co jest do wybaczenia. Otwiera to możliwości budowania relacji w rodzinie w nowy sposób.

ROZMAWIAŁA JOANNA CIEŚLA

***

Rozmówczyni jest psychologiem klinicznym, certyfikowanym psychoterapeutą w Polskim Towarzystwie Psychologicznym, analitykiem grupowym. Prowadzi terapię indywidualną, terapię grupową i terapię par.

Ja My Oni „Jak być wystarczająco dobrą rodziną” (100140) z dnia 12.11.2018; Wyrosnąć z dzieciństwa; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Nierówna miłość"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną