Ja My Oni

Za granicą dzieciństwa

Najtrudniejszy czas dzieciństwa

„Nastolatek nie chce przytulać się do mamusi. On chce 20 zł, żeby pójść z kumplami na piwo i opowiedzieć, jak go wkurza nauczyciel chemii”. „Nastolatek nie chce przytulać się do mamusi. On chce 20 zł, żeby pójść z kumplami na piwo i opowiedzieć, jak go wkurza nauczyciel chemii”. Marcin Bielecki / PAP
Tomasz Srebnicki o tym, dlaczego nastolatki są takie niedobre.
Tomasz Srebnicki jest psychologiem i psychoterapeutą.Leszek Zych/Polityka Tomasz Srebnicki jest psychologiem i psychoterapeutą.

Katarzyna Kazimierowska:Chcę, żeby nasza rozmowa była skierowana do nastolatków...
Tomasz Srebrnicki: – ...nie, nastolatek tego nie przeczyta. To trzeba do rodziców.

Dlaczego?
Bo nastolatka to nie interesuje. Jego interesuje tylko jego własna osoba i koledzy. Jednocześnie jest bardzo empatyczny wobec cierpienia innych osób, łatwo się wzrusza, kiedy komuś jest źle. W grupie rówieśniczej jest najczęściej wrażliwy na problemy innych, ale też wrażliwy, gdy ktoś go nie zauważa.

Tak pan sądzi? To co siedzi w głowie nastolatka?
Po pierwsze, to moment gwałtownego rozwoju poznawczego. Pojawia się myślenie abstrakcyjne, zaczyna się zauważać takie rzeczy, jak wojna, okrucieństwo, cierpienie czy samotność, świat przestaje być zero-jedynkowy. Po drugie, człowiek staje też przed wyzwaniami – czy to chodzi o zakupy w warzywniaku, czy o wybory polityczne – wobec których jest bezradny, bo nie ma doświadczenia, by wyciągać wnioski. A po trzecie, rodzi się w nim silna potrzeba przynależności do jakiejś grupy.

Rodzice nie wystarczają już jako autorytety?
Ależ właśnie chodzi o to, że trzeba szukać innych autorytetów.

Nastolatek nie chce rady: nie idź tą drogą, bo ja nią szedłem?
W zdrowym wzorcu adolescencji nastolatek będzie dążył do dyskusji z rodzicem na temat wartości, tego, jak się zachować. Chętnie zgłosi się do rozmowy, ale nie takiej, gdzie poda mu się rozwiązanie, bo on jest na takim etapie, że sam musi je wygenerować. Kłopot polega na tym, że to bardzo trudne, jak się nie ma doświadczeń. A w tym wszystkim mamy nastolatka z nieukształtowanym do końca mózgiem, dla którego czas nie istnieje, sen postrzega jako zbędny, i któremu się wydaje, że jest omnipotentny i nieśmiertelny, więc nie musi jeździć na rowerze w kasku.

I że nie płaci się za błędy?
Dokładnie. I ta świadomość jest trudna dla rodziców, bo nastolatek mówi, że sobie ze wszystkim poradzi, nawet z jedynkami. Pozostaje im przyjąć, że teraz taką właśnie postać dziecka mają przed sobą. Można porównać nastolatka do najszybszego komputera na świecie, tyle że nieoprogramowanego. Kłopot polega na tym, że on musi się sam oprogramować, można mu tylko dostarczyć prąd. I do tego służą rodzice.

Do czego służą rodzice

Konkretnie do czego?
Do tego samego, do czego służyli wcześniej. Nastolatek ma mieć pewność, że po szkole dostanie obiad, a jeśli wróci dopiero o godz. 19, w lodówce będzie czekać kolacja. Że jeśli jego matka czy ojciec nie wróci na czas z pracy, to zadzwoni i powie, że się spóźni. Ma być troskliwym rodzicem, ale uznającym, że struktura funkcjonowania rodziny musi być elastyczna. No i na prośbę o 20 zł odpowiadającym: okej, bo to jedyna akceptowalna odpowiedź.

Chyba trudno zaakceptować wymaganie, żeby być bankomatem.
Ale tym bankomatem, między innymi, rodzice mają być! Bo nastolatek nie chce przytulać się do mamusi. On chce 20 zł, żeby pójść z kumplami na piwo i opowiedzieć, jak go wkurza nauczyciel chemii. Albo matka. Czyli uzyskać wsparcie w grupie. A gdy ta grupa go odrzuci, to wtedy przyjdzie do rodzica i się wygada, a rodzic ma nie mędrkować, tylko pomóc przejść przez te trudne emocje i dodać, że to jest normalne, bo ludzie nas czasem odtrącają. Czyli: nastolatek ma mieć pewność, że może wrócić i że nie spotka się z odrzuceniem typu: mówiłam, że ci nie wyjdzie, było się słuchać matki. Bo to prowadzi do poczucia osamotnienia w problemie.

A jeśli ojciec mówi: synu, rozumiem, że chcesz dwie dychy, ale nie mam, dam ci jutro, a w zamian słyszy: nienawidzę cię, jesteś beznadziejny?
Prawidłowo rozwijające się dziecko swoją niechęć do rodziców zrealizuje w grupie rówieśniczej. Zawsze się mówiło: moja stara, mój stary, czyli jestem od nich oddzielny, ale to ciągle moi starzy. I to jest pewna prawidłowość w tych nieprawidłowościach. Bo jednak przyjmijmy, że nastolatek normalny nie jest.

Jeśli mówi ojcu, że go nienawidzi, kiedy nie dostał pieniędzy, to znaczy, że coś zadziało się wcześniej. Tak naprawdę to jest komunikat: wiele razy mnie zawiodłeś. Odmawiałeś mi tego, czego potrzebowałem, udowadniałeś, że jesteś mądrzejszy, i te 20 zł tylko mi to potwierdza.

Czy istnieje rodzic idealny

Można coś naprawić w takim momencie?
To zadanie rodzica, żeby się przyznał przed sobą, gdzie narozrabiał. Powiedzmy sobie tak: każdy niesie swój krzyż i każdy rodzic, nawet najzdrowszy na świecie, da dziecku jakiś krzyż, bo nie ma idealnego wzorca rodzicielstwa. Rzecz tylko w tym, żeby był on mniejszy niż większy. Jeśli dochodzi do sytuacji trudnych, jak kradzieże, odmowa chodzenia do szkoły, branie narkotyków, angażowanie się w grupy ekstremistyczne, to bez pomocy terapeuty, który pomoże dojść, co się stało, trudno będzie rodzicowi ten obszar zidentyfikować. A kiedy to już się stanie, trzeba siąść z nastolatkiem i sprawę wyjaśnić, np., przepraszamy synu, ale w zasadzie to, czego ci dostarczaliśmy całe życie, to był hotel. Byłeś wyprany, czysty, miałeś opiekunki i kieszonkowe, i choć chcieliśmy dobrze, to zapomnieliśmy o tobie na wielu płaszczyznach. Na tym polega naprawa relacji, renegocjacja więzi, która w okresie nastoletnim jest bardzo trudna.

Pamięta pan siebie jako nastolatka?
Oczywiście. Pamiętam swoje skupienie na grupie rówieśniczej, na tym, żeby przynależeć do kogoś innego niż rodzice, na tym, czy jestem przez grupę akceptowany czy nie. Pamiętam też moją pierwszą miłość, próbowanie alkoholu, jak również moment, kiedy zrobiłem prawo jazdy. Choć wszystko to odbywało się w zależności od rodziców, bo ci są dla nastolatka ważniejsi niż na wcześniejszych etapach rozwoju.

Po co nastolatkom stado rówieśników

Z tego, co pan mówi, wynika jednak, że u nastolatka na pierwszym miejscu jest grupa rówieśnicza, a nie rodzice.
Bo to jest całe trudne – nazwane rozwojowym – zadanie okresu wczesnej i późnej adolescencji, czyli od 12. roku życia do dwudziestu paru lat, którym jest separacja od rodziców i zbudowanie swojej własnej tożsamości. I z reguły ta separacja w 80 proc. przebiega w sposób prawidłowy, choć zawsze jest powiązana z dużymi wątpliwościami, których nastolatki w grupie rówieśniczej starają się nie ujawnić, tzn. jaki poziom zależności i niezależności od rodziców im odpowiada. A najczęściej odpowiada im rodzaj zależności finansowej, czyli żeby rodzice dali kasę, nakarmili i pozwalali późno wracać do domu.

Dlaczego przynależność do grupy jest taka ważna?
Zacznijmy od tego, że jesteśmy zwierzętami stadnymi. I gdy w okresie adolescencji nie chcemy, żeby rodzice przynosili nam dżdżownicę do dzioba, bo chcemy zapolować sami na antylopę, to przecież sami jej nie upolujemy. Potrzebujemy grupy. W niej chcemy zdobyć akceptację, ale też uczymy się dorosłych ról, negocjacji, trudnych kompromisów, rozpoznajemy, jaki rodzaj relacji jest dla nas dobry, a jaki zły. To jest zadanie nastolatka, czasem bolesne, ale zazwyczaj przyjemne. Rodzice powinni martwić się wtedy, gdy ich dziecko nie socjalizuje się z grupą rówieśniczą.

Nastolatek uczy się życia, a rodzicom koledzy się nie podobają – co wtedy?
W zdrowych domach nie będzie konfliktów o kolegów, z wyjątkiem sytuacji, gdy rodzice widzą, że popełniają oni przestępstwa czy zażywają narkotyki. Ale nawet wtedy nie chodzi o to, żeby zabraniać się spotykać, bo nastolatek natychmiast odbierze to jako próbę kontroli i krytyki. To, co rodzic może zrobić, to nie zgodzić się, żeby takie osoby przychodziły do domu. Bo to jest jego dom i nie musi takich ludzi przyjmować. A potem ma być przy nastolatku, gdy ten na przykład wyląduje w areszcie.

Jesper Juul powiedział, że rodzice mają być dla swojego dziecka sparingpartnerem, stawiać opór, ale nie robić mu krzywdy.
To są bardzo mądre słowa, rodzic ma oporować. W moim słowniku to jest przesunięcie struktury, ale ona cały czas ma być silna.

Kiedy przestać widzieć dziecko w dziecku

Skąd konflikt między nastolatkiem a rodzicami? Czy to nie jest tak, że nastolatek już widzi w sobie dorosłego, a rodzic w nim – wciąż dziecko?
Często ten problem wynika z trudności adaptacji rodziców do zmian, przez które przechodzi ich dziecko. Znacznie łatwiej jest widzieć dorastającego nastolatka w kategoriach dziecka, bo to ich utrwala w roli rodzica.

Trzymającego władzę.
Tak. Z perspektywy nastolatka jego zrozumiały sprzeciw wobec rodziców utwierdza ich tylko w przekonaniu, że muszą jeszcze bardziej traktować go jak dziecko, bo jest taki niedojrzały. Często też bywa tak, że matka czy ojciec mają swoje własne doświadczenia wybuchowej adolescencji, manipulacji rodzicami. Taki rodzic będzie mówił: ja wiem, że ty będziesz palił papierosy, bo ja paliłem, a jak mi mówisz, że spotykasz się z Grześkiem, to ja wiem, że umówiłeś się z Markiem, bo ja tak samo robiłem. Takie demaskowanie zdecydowanie utrudnia zbudowanie autonomii nastolatkowi.

Przypisywanie nastolatkowi własnych zachowań i zakładanie jego złej woli jest nie fair.
Zakładamy, że rodzic zawsze działa w najlepszej wierze, ale na skutek różnych swoich wspomnień z okresu adolescencji wikła nastolatka w różne swoje problemy, które niekoniecznie muszą być przyjemne i akceptowalne. Sztandarowym stwierdzeniem rodziców jest: ja w twoim wieku się uczyłem, czytałem książki, słuchałem się rodziców – byłem absolutnie idealny. Taka postawa będzie nastolatka denerwować.

Bo widzi, że chce się go wtłoczyć w nie jego tory?
Kiedy ojciec prezentuje się jako obraz wszelkich cnót, od małego uczestniczący w olimpiadach matematycznych i uprawiający szermierkę, a mama wspomina, że chodziła na balet i uczyła się chińskiego, to jest to trudne dla nastolatka, bo on widzi, że nigdy takim ideałem nie będzie. Czyli np. postanowi się nie uczyć, w ten sposób wystawiając im rachunek za ich idealność.

Dzieci są świetnymi obserwatorami. Gdy rodzic mówi o olimpiadzie z angielskiego, a ledwo duka w tym języku, to widzą, że im się wciska kit.
Hipokryzja zawsze denerwuje, ale tu często chodzi o to, że rodzicom trudno jest przyjąć, że dziecko myśli, interpretuje, ma swoje wnioski. Przypomina mi się, jak mój ojciec z fajką w ręku mówi mi: synu, nie pal, bo to bardzo niezdrowe. W związku z tym do dziś palę papierosy.

A dlaczego rodzice nie chcą przyjąć do wiadomości, że dzieci myślą?
Bo to jest bardzo trudne, zwłaszcza jeśli zaczynają robić rzeczy, które niekoniecznie odpowiadają rodzicom. Na przykład dziecko z domu lekarzy nie chce zostać lekarzem. Zaczyna się lament: gdzie popełniliśmy błąd?! Bez refleksji, że może on potrzebuje być stolarzem, by może kiedyś zostać lekarzem.

Nie poznaję ciebie, co z ciebie wyrosło, czy ty jesteś moim dzieckiem – zna pan to?
Zapomniał wół, jak cielęciem był. Te pytania to komunikat: zawiodłaś mnie, zawodzisz. Tak jakby nastolatek miał spełniać oczekiwania rodzica. Jeśli dziecko wzrastało wśród oczekiwań rodziców, to w okresie adolescencji nastolatek będzie się starał ich nie spełniać. Jeżeli oferowano mu usługi hotelowe, a rodzice oczekują sprzątania, to jasne, że nastolatek odda tym, że będzie miał jeden wielki bałagan. I jeśli rodzice mają potem zastanawiać się, gdzie popełnili błąd, co poszło nie tak, to powinni obserwować swoje dziecko, bo najczęściej ten okres buntu oddaje to, co było priorytetem rodziców.

Czy trzeba przepraszać swoje dzieci

Znowu Juul: nastolatek oddaje to, co rodzice wkładali w niego przez pierwsze dziesięć lat życia.
A kiedy nastolatek ogłasza czas wypłaty, wymaga to bardzo poważnej rozmowy z nim, postawienia go w roli partnera, nierzadko przeproszenia, przyznania się do tego, że źle się go wychowywało, że priorytety były błędne. I dopiero wtedy można coś zmienić.

A słyszał pan kiedyś, żeby rodzice przepraszali swoje dzieci?
Rzadko się to zdarza. Ale kiedy przychodzą do mnie na terapię i są zmotywowani, to przepraszają. I jeśli to robią, to oznacza, że są świadomi problemu, czyli paradoksalnie zawsze wiedzieli, że coś jest nie tak. Przyznanie się do błędu to przyznanie się do trudnych emocji, a ludzie nie lubią czuć trudnych emocji. Łatwiej jest przekierować odpowiedzialność na innych – albo na nastolatka, albo że świat jest zły, albo czasy są takie.

Wspomniał pan, że nastolatki chcą rozmawiać z rodzicami, a ja mam wrażenie, że nie.
No bo nie chcą. Ale jak się zdecydują, to sami przyjdą – to jest prawidłowy wzorzec separacji w adolescencji. Dorosły powinien czekać na ten moment w pokorze. Nastolatek jest egocentryczny i dopiero gdy potrzebuje rodzica – narozrabiał w szkole, bo piwo przyniósł albo papierosa zapalił – to musi wiedzieć, że rodzic przy nim będzie, a przy tym nie zacznie mędrkować, że: ja w twoim wieku nie paliłem, a ty płuca sobie zrujnujesz.

A gdy dziecko mówi: moja sprawa, nie wtrącaj się.
To tak jakby mówił: nabroiłaś mamo, tato.

Ale rodzic chce ufać, tylko musi sprawdzić.
I tak nie można. Niektórzy uważają co prawda, że kontrola jest najwyższą formą zaufania, i można powiedzieć, że coś w tym jest. Ale jeśli nastolatek mówi: to jest moje życie, to najprawdopodobniej wcześniej ze strony rodziców doświadczał głównie kontroli, od tego, co zjadł, po osoby, z którymi się spotyka. Czyli nie budowano zaufania, bo zaufanie to broń obosieczna.

Co to znaczy?
Zaufanie buduje się na tym, że obie strony są autonomiczne w swoich działaniach. W 80 proc. odpowiada za to postawa rodziców przez pierwszych dwanaście lat życia dziecka. Nastolatek pokaże rodzicom, że im ufa, jeśli powie, że będzie u konkretnych kolegów, a później od tych kolegów na czas wróci. Dlaczego? Bo w przeszłości to oni szli do swoich znajomych i wracali, a gdy do nich dzwonił, wiedział, że są tam, gdzie mówili, że będą. Trzeba zakładać, że on zrobi tak samo. I go w tym nie sprawdzać.

Czyli cały czas nastolatki wystawiają nam rachunek za przeszłość.
Tak, nieuprawnione jest mówienie, że ten czas adolescencji to czas buntu. To czas wypłaty.

Czy wolno szpiegować dziecko

To teraz o tym. Matka nastolatka zagląda dziecku do biurka, do komputera, do telefonu, chce wiedzieć…
To pewnie tak samo sprawdza i męża.

I dziecko powie: to moje, zostaw. To granica mojej prywatności.
Jeżeli tak mówi, to pewnie te granice w przeszłości też nie były szanowane. Rodzic nie pukał do drzwi jego pokoju, nie pytał, czy może u niego odkurzyć, a z drugiej strony dziecko mogło brać komórkę taty bez pozwolenia, wchodzić do łazienki, gdy ojciec brał prysznic, ale też wiedziało wszystko o pracy ojca, zarobkach. Zdrowy nastolatek na pytanie, gdzie starzy pracują, nie będzie tego wiedział, bo to go nie interesuje.

Ma się nie interesować?
Co najwyżej na pytanie, co robi matka, może odpowiedzieć, że pracuje gdzieś w banku albo gdzieś w centrum. Wtedy te granice są zaznaczone wyraźnie przez samą rolę rodzica. Trudne słowo te granice, ale zamiast niego można użyć słów takich, jak rola i lojalność.

Czyli zachowanie ma być czytelne.
A jeśli rodzic nie ufa dziecku, to najprawdopodobniej też nie ufa sobie i swoim granicom. A trzeba być w roli rodzica.

Co to znaczy?
Że jestem stary, wygłaszam konserwatywne poglądy, a jak się upijam, to dziecko wysyłam do babci, żeby mnie nie widziało pijanego. I nie robię sobie tatuaży, żeby być jak jego koledzy. Rodzice mają mieć swój świat, bo każdy ma swój świat.

Czy rodzic musi być zgredem

Czyli rodzic ma być konserwatywny?
Ma być inny. Nie chodzi o to, żeby nie grał na PlayStation, tylko żeby podczas gry nie przeklinał przy synu. Bo to jest przekroczenie granic, wyjście z roli, a on powinien powiedzieć: ta gra jest od 18. roku życia, jesteś za młody, nie chcę, żebyś bawił się w zabijanie. Ma wyrazić troskę. Wtedy ten nastolatek spojrzy na niego jak na idiotę, jak na zgreda, ale to jest właśnie bycie w roli.

A tu mama wysyła zaproszenie na Facebooka, chce być przyjaciółką córki.
Relacja przyjacielska ma szansę ukształtować się, kiedy dzieci są dorosłe, a nie kiedy są nastolatkami. Zawsze trzeba być w roli – rodzic nie ma być przyjacielem, a jeśli chce nim być, to jest to przekroczenie granic. Nie widzę powodu, dla którego matka ma się zwierzać nastoletniej córce, że tata nie dostarcza jej orgazmów. A już zapraszanie do grona znajomych na Facebooku służy kontroli, a nie budowaniu przyjaźni. Nie wychodzimy razem na zakupy jak psiapsiółeczki ubrane tak samo. Za to możemy być przyjacielem dziecka w sensie mentalnym, czyli cokolwiek dziecko zrobi, ja jestem przy nim. Nawet jak mi nóż w brzuch wbije, to też jestem.

No dobrze, a wspólne spędzanie czasu: matka idzie z córką na komedię romantyczną do kina, ojciec z synem na koncert zespołu, który obaj lubią...
Uważam, że niekoniecznie.

?
Jeżeli jest tak, że i ja, i syn lubimy hip-hop, to on ma iść na koncert z kolegami, a ja ze swoimi starymi pięćdziesięciolatkami. Możemy być tam fizycznie razem ale trochę oddzielnie.

Ale czy to nie jest obszar budowania relacji?
A co pani przez to rozumie?

Rozmawiamy o tym, gdzie się nie rozumiemy...
Tam, gdzie się rozumiemy, tam jest relacja. Ale relacja buduje się przede wszystkim tam, gdzie się nie możemy dogadać, gdzie nie jest miło.

A tam, gdzie po prostu miło spędzamy czas, to jak jest z relacją?
To wtedy jest po prostu dobrze. Nawet w najtrudniejszych relacjach z nastolatkami zawsze bywają dobre momenty. A płaszczyzn relacji jest mnóstwo: czy to gra w karty, wspólne oglądanie telewizji czy dyskusja o polityce. Możemy też sobie posiedzieć i pomilczeć. Ale trzeba pamiętać, że kiedy jest tak miło i bez problemów, to czasem jest to podejrzane. Siedzą sobie rodzice przy kolacji z chorą na anoreksję dziewczynką i jest super, sielanka, nie kłócimy się, chodzimy na Czajkowskiego, jakie problemy? Jak ktoś mówi, że w domu jest idealnie, to pewnie jest dużo próchnicy pod tym lakierem.

Czasem nastolatek wraca po dniu pełnym boju i chce tylko ukojenia. Ale przecież tego nie powie.
No pewnie, że nie powie.

Zamiast tego zapyta: mamo, to co, partyjkę warcabów?
I mamy z nim zagrać partyjkę warcabów, trzymać gardę, rolę, i czekać aż łaskawie nam powie.

Jak się wzajemnie nie stracić

To na koniec: co to jest zdrowy bunt?
To taka separacja, która nie przebiega w oderwaniu od rodziny, tylko do środka, w domowym kontekście, ale też w zakresie buntu rówieśników naszego nastolatka. Czyli jeśli na przykład mama zawsze sprzątała na błysk, to ja nie będę sprzątać. Jeśli mój tata jest biznesmenem, to ja rozważam zamieszkanie w komunie, ale nie idę tam, tylko mówię o tym. Za to nieprawidłowy bunt obserwujemy wtedy, gdy ten nastolatek faktycznie idzie żyć do squatu, w skrajny sposób angażuje się w grupę rówieśniczą i wyjeżdża na studia do Irkucka, odcinając się zupełnie od rodziny, rezygnując z kontaktu.

Tracimy dziecko.
Tak. Udany proces separacji jest też wtedy, gdy nastolatek wychodzi z domu z obrazem rodzica w głowie, rodzica dumnego z dziecka, który stawiał mu granice, był dla niego sparingpartnerem, a jednocześnie pokazywał mu, jak ważny jest ten nastolatek dla niego, z jego eksperymentami i błędami.

Ale czy to nie jest tak, że zawsze wychodzimy z domu z obrazem rodzica, który będzie nas albo pogrążał, albo unosił?
Zawsze. Ważne, żeby nie tylko nas nie pogrążał, ale też nie unosił w awansach czy pieniądzach, tylko w zwykłym siedzeniu przed chatą z żoną i patrzeniu na przejeżdżające samochody. W tym, że nie muszę nic udowadniać, nic robić, bo jestem po prostu ważny, a mój zawód czy liczba zer na koncie mnie nie definiuje.

To jest bardzo trudne.
No jest. Proszę spojrzeć na reklamy kierowane do rodziców. Budowane są na ambicji albo na lęku. A rodzic powinien przyjrzeć się temu, co w życiu ważne, a co jest naddatkiem, jak zarabianie milionów, nadmierne jedzenie czy praca ponad siły. I taką wiedzę przekazać swoim dzieciom.

Co zatem (jednak!) możemy poradzić nastolatkowi? Jak powinien rozmawiać z rodzicami?
Drogi nastolatku, mów zawsze o sobie, nigdy o rodzicach. Prosto jest powiedzieć: mamo, zabrałaś mi elektronicznego papierosa, każesz mi się uczyć etc. Zamiast tego lepiej powiedz: wiesz co, mamo, złapałaś mnie na paleniu, to oczywiście musiałaś mi zabrać papierosa, ale przepraszam cię, ja będę palić, bo chcę palić. Takie słowa zmuszają rodzica, by ciebie zauważył. Mówienie o sobie oznacza, że bierzesz odpowiedzialność za swoje czyny, ale też to, że ktoś będzie z tych twoich czynów niezadowolony. A rodzic ma prawo być niezadowolony, taka jest jego rola.

ROZMAWIAŁA KATARZYNA KAZIMIEROWSKA

***

Rozmówca jest psychologiem, psychoterapeutą i superwizorem w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego WUM oraz Centrum CBT w Warszawie.

Ja My Oni „Jak być wystarczająco dobrą rodziną” (100140) z dnia 12.11.2018; Ułożyć się w rodzinie; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Za granicą dzieciństwa"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną