Ja My Oni

Widok z mostu

Kiedy rodzice się starzeją

Toa Heftiba / Unsplash
Dr hab. Lucyna Bakiera o tym, dlaczego człowiekowi trudno zaakceptować starzenie się jego rodziców?
Dr hab. Lucyna Bakiera jest kierownikiem Zakładu Psychologii Rozwoju Człowieka i Badań nad Rodziną.Leszek Zych/Polityka Dr hab. Lucyna Bakiera jest kierownikiem Zakładu Psychologii Rozwoju Człowieka i Badań nad Rodziną.

Eliza Koźmińska-Sikora: – Kiedy dorosły człowiek zauważa, że jego rodzice zaczynają się starzeć?
Lucyna Bakiera: – Trudno wyznaczyć jedną uniwersalną granicę, od której to spostrzeżenie nabiera znaczenia. Po pierwsze, nie ma jednej granicy wiekowej, bo procesy starzenia u różnych osób przebiegają w różny sposób. To również nie jest jeden moment, po którym taka świadomość jest przyjmowana, ale takich punktów zwrotnych jest zazwyczaj więcej. Te najbardziej znaczące to takie, kiedy dorosły widzi coraz mniejszą sprawność fizyczną rodziców, na przykład ograniczającą ich ruch, ale też sytuacje, gdy starzenie się zaczyna utrudniać rozmowę czy wzajemny kontakt. W każdym razie przychodzi ta chwila, gdy dorosły człowiek zdaje sobie sprawę z faktu, że rodzice są coraz starsi i zaczynają odchodzić. I świadomość tego nie musi, ale może być dla niego trudnym do zaakceptowania doświadczeniem.

Co ciekawe, w psychologii mało się na ten temat mówi. Skupiamy się na adaptacji osób starzejących się do starości. Zagadnienie, jak z procesem starzenia się rodziców radzą sobie ich dzieci – to obszar niezagospodarowany i brakuje na ten temat badań. Aczkolwiek jest takie zadanie rozwojowe na etapie średniej dorosłości – a więc wieku między 35–40 a 60–65 rokiem życia, które dotyczy pogodzenia się ze starzeniem własnych rodziców. Tak więc pomyślny rozwój oznacza akceptację starzenia się rodziców.

Które aspekty starzenia są najtrudniejsze do zaakceptowania?
W dużej mierze jest to zdeterminowane kulturowo przez wartości, które są istotne w danym społeczeństwie. Zależy to też od wrażliwości jednostki. Dla jednej osoby problematyczne będą aspekty starzenia się fizycznego, somatycznego. Dla kogoś, kto ceni przede wszystkim walory poznawcze, intelektualne, trudniejsza do przyjęcia będzie ich stopniowa utrata. W naszej kulturze, która promuje młodość, gładkość i piękno fizyczne, starzenie się w aspektach atrakcyjności fizycznej jest najtrudniejsze – szczególnie dla kobiet. To oznacza, że dorosłej córce może być trudno zaakceptować sytuację, kiedy zaczyna dostrzegać objawy utraty urody u matki. Szczególnie wtedy, gdy proces ten przebiega – nazwijmy to – niepomyślnie, w sposób bardzo widoczny. Oczywiście starzenie się jest nieuchronne, ale można je jakoś modyfikować. Matka może starać się odraczać jego efekty poprzez zdrowy styl życia, uprawianie sportu, zabiegi kosmetyczne – wszystko, co mieści się w kategorii: bycie aktywną.

Jaki w ogóle jest społeczny stosunek do ludzi starych i starości?
Jest kulturowo zróżnicowany, na co wskazują etnogerontolodzy. Starość jest zdecydowanie bardziej poważana wśród kultur Dalekiego Wschodu. W naszej narracji społecznej niby z szacunkiem odnosimy się do starszych ludzi, ale mam wrażenie, że to postawa deklarowana w słowach, niekoniecznie realizowana w praktyce. Mamy też do czynienia ze zjawiskiem ageizmu, czyli z negatywną postawą wobec ludzi starych, która wiąże się ze stereotypem, że są oni niesympatyczni, nietolerancyjni, nieaktywni, męczący itd. Współgra to ze społecznym propagowaniem sukcesu zawodowego, niezależności, nieustającej wydolności i atrakcyjności fizycznej. A to nie wpisuje się w starzenie i starość.

Różne pokolenia to inne priorytety, czasem wartości i odmienne tempo życia. Może trudno człowiekowi przywyknąć do starzenia rodziców, bo niełatwo znaleźć z nimi wspólny język?
Wiele nas różni. Inne treści towarzyszą myśleniu, rozważaniom i doświadczeniom seniorów, szczególnie zaawansowanych, czyli powyżej 90. roku życia. Oni są nastawieni na retrospekcję, wspominanie, nadawanie sensu przeszłości. Młodsi ludzie, aktywni zawodowo, szczególnie mieszkający w dużych miastach czy pracujący w korporacjach, których pęd życia zawodowego i prywatnego jest duży, koncentrują się na tu i teraz. Te odmienne orientacje, które nazywamy temporalnymi, mogą utrudniać kontakt. Ale nie muszą, mogą wręcz wzbogacać obie strony. Świadomość tego, że rodzice żyją inaczej, wolniej, może poszerzyć perspektywę dorosłego człowieka, dystansować go od problemów, które aktualnie wydają się niezmiernie ważne.

Starzenie się rodziców to także czas rozmaitych utrat.
Nie ukrywajmy: starzenie wiąże się z deterioracją organizmu, a więc stopniową utratą sprawności i pogorszeniem stanu zdrowia, często także z demencją. Trudno znieść, jak rodzic podczas rozmowy zacina się, nie może sobie przypomnieć słów, myli fakty i wspomnienia. Przecież był sprawny intelektualnie, często był autorytetem, a teraz poglądy już nie te, wiedza nie taka. Szczególnie trudna dla otoczenia jest choroba Alzheimera, która wiąże się z wieloma ograniczeniami: ruchu, pamięci, wzroku. I bywa, że w jej przebiegu rodzic nie rozpoznaje własnego dziecka. W psychologii mówi się wręcz o mnogiej patologii, a więc współwystępowaniu ograniczeń, które dotyczą różnych sfer, nie tylko biologicznej, ale także socjoekonomicznej i psychicznej. Bo pozycja społeczna i sytuacja ekonomiczna emeryta w Polsce jest trudna. Jego głos nie jest poważnie traktowany, ma mniejsze szanse na wywieranie wpływu społecznego, choćby na instytucje. I finansowo wiedzie mu się gorzej.

Bywa, że starsza osoba zmienia się mentalnie. Traci pewność siebie, brakuje jej pogody ducha, bo kiedyś chodziła szybciej, a teraz już nie może. Wiele aktywności, które były w jej zasięgu, już do niej nie wróci. Jeśli do tego dołoży się słabnącą sprawność intelektualną, to dla seniora jest to trudne do zaakceptowania. I w relacjach z nim może dominować smutek i niezgoda na to, czego doświadcza. Czasem też pojawia się element zazdrości, że młodsze pokolenie żyje w lepszych czasach, że otwierają się dla niego nowe możliwości, a dla seniora już się tylko zamykają. Przychodzi refleksja: czegoś nie doświadczyłem, chciałbym, ale czas się kurczy. Do tego wiele osób na co dzień doświadcza bólu, a nawet cierpienia. Ograniczenie sprawności ruchowej i osłabienie zdrowia współwystępuje z objawami depresji. A więc trudno, żeby rodzic zarażał optymizmem swoje dziecko, skoro jemu samemu trudno zaakceptować ten proces. A starzenie się rodzica jest prognostykiem własnego starzenia i pojawia się pytanie: czy mnie też to czeka? I tu włącza się problem przemijania, lęku przed własnym starzeniem i śmiercią.

Jakie osoby radzą sobie z tym lepiej, a jakie gorzej?
Wiele zależy od filozofii życiowej. Jeśli w definicji pomyślnego życia nie mieszczą się żadne deficyty czy ograniczenia, to obserwowanie takich doświadczeń u rodziców będzie trudne do zaakceptowania i może prowadzić do odrzucenia procesu starzenia się rodziców oraz własnego. A wtedy dzieje się coś, co nie tak rzadko obserwujemy u osób w średnim wieku: kamuflowanie i odraczanie wszelkich oznak starzenia. Może to rodzić poważne problemy, na przykład kompulsywne korzystanie z różnych zabiegów poprawiających urodę i operacji plastycznych.

A czego boi się dorosłe dziecko?
Przede wszystkim to lęk przed śmiercią rodziców, rozumianą jako ich utrata. Szczególnie wtedy, gdy ich relacje są pozytywne, jest to strach, że straci coś cennego, wartościowego i przyjemnego, jak choćby wspólne rytuały, na przykład cykliczne herbatki czy wzajemne wsparcie w trudach życia codziennego. Zwłaszcza jeśli rodzice są sprawni i pomagają. Jeśli relacje z rodzicami są negatywne, wiąże się z utratą nadziei, że mogą być kiedyś lepsze.

Lęk dotyczy także utraty pozycji dziecka, bo póki rodzice żyją, dorosły człowiek może nadal czuć się dzieckiem. Zwracać się do nich o radę, wsparcie emocjonalne czy – co się przecież zdarza – finansowe. Niektórym osobom może być trudniej, jeśli nie zbudowały swojej autonomii. W pogodzeniu się ze starzeniem rodziców potrzebne jest uniezależnienie się od nich i zbudowanie własnego życia. Pomaga w tym angażowanie się w relacje we własnej rodzinie (o ile ktoś ją założył) – a więc z członkami rodziny swojego pokolenia, choćby z rodzeństwem czy współmałżonkiem oraz ze swoimi dziećmi. Osoba symbiotycznie związana z rodzicami ich starzenie, a potem odchodzenie, może odczuwać z pozycji małego bezradnego dziecka, jeśli ta relacja wypełnia zbyt wiele jej przestrzeni życiowej.

Bywa, że dorosły czuje się obciążony opieką nad rodzicami? Dopiero co odchował dzieci i zyskał trochę wolności, a ma kolejne obowiązki.
Wielu seniorów ze względu na dolegliwości czy choroby podlega opiece dzieci i to doświadczenie bywa trudne dla obu stron. Zauważmy, że zmienia się struktura społeczna. W czasach gdy wielopokoleniowe rodziny mieszkały w jednym domu, opieka czy towarzyszenie osobom starszym rozkładały się na większą liczbę osób. Obecnie coraz częściej mamy do czynienia z rodzinami, które są rozproszone. Opieka nad rodzicami może być trudna, szczególnie dla jedynaka, który nie może liczyć na wsparcie rodzeństwa.

Ale jest także inna zmiana kulturowa, która może wyjaśniać poczucie obciążenia. Starość rodziców bywa niewygodna, zwłaszcza gdy dorosły człowiek ustabilizował się życiowo i teraz może czerpać z tego profity. Od kilku lat mówi się o zjawisku egocentryzacji dorosłych. Jest to taki poziom skupienia się na swoich doświadczeniach, że wszelkie trudności czy problemy bliskich osób są spostrzegane jako elementy zakłócające równowagę egocentrycznie nastawionego dorosłego. Życie ma być przyjemne, łatwe i pełne atrakcji, a tu choroba czy niedołęstwo rodziców to burzą. Interpretuję to jako brak dojrzałości psychospołecznej. Prawidłowy, pomyślny rozwój zakłada akceptację pewnych aspektów rzeczywistości, a więc też starzenia się własnego oraz rodziców. Negowanie jej wskazuje na trudności intra- czy interpersonalne. Bo postawa egocentryczna jest naturalna dla dziecka, ale nie dla dorosłego.

Inną przeszkodą w podjęciu się opieki nad rodzicami jest brak pozytywnych wzorców. Nie w każdej rodzinie taki przekaz międzypokoleniowy istnieje, chociażby dlatego, że rodzice wcześnie umarli, zaniedbywali dzieci bądź je opuścili. Nie pomagają też zakłócone relacje rodzinne, w wyniku których dzieci zrywają kontakt z rodzicami.

Co z przemocą wobec rodziców? Czy to częste zjawisko i czy wiąże się z brakiem akceptacji dla starzenia?
Fizyczna czy psychiczna przemoc wobec ludzi starych to często podejmowany w mediach temat. I słusznie. Polemizowałabym natomiast, czy jest to zjawisko częstsze niż w przypadku młodszych członków rodziny. Zdarza się zazwyczaj wtedy, gdy wcześniejsze relacje między dorosłym dzieckiem a rodzicami bądź też między nastolatkiem i rodzicami nie były prawidłowe. Także wtedy, gdy wzorce takich zachowań były w rodzinie dostępne, a więc ktoś już tę przemoc stosował, lub nie nauczono człowieka kultury empatii czy wrażliwości wobec innych w ogóle.

Czy to znaczy, że więzi rodzinne słabną?
Mimo tych zjawisk mówimy jeszcze o naszym społeczeństwie jako o familiocentrycznym. Z naciskiem na „jeszcze”. Rodzina jest nadal dla nas wartością, pytanie, na ile deklarowaną, na ile realizowaną. Na pewno jesteśmy dalecy od tego, co w tej kwestii dzieje się np. w Japonii. Tam jest mowa o epidemii samotności, szczególnie jeśli chodzi o ludzi w podeszłym wieku. Nie ma tam rozwiniętego systemu opieki nad seniorami, o ile wiem, nie ma również domów spokojnej starości. A więzi między rodzicami i dziećmi nie są tak ścisłe jak u nas. Bolesnym problemem są tam samobójstwa wśród ludzi starszych, którzy nie chcą obarczać opieką swoich dzieci i wolą odebrać sobie życie. To zjawisko jest na tyle nasilone, że ubezpieczenie osób starszych często obejmuje koszty związane z renowacją mieszkania na skutek długotrwałego pozostawania w nim zwłok. Znaczy to tyle, że o śmierci japońskiego seniora otoczenie niejednokrotnie dowiaduje się dopiero wtedy, gdy ten człowiek od dawna już nie żyje. U nas, na szczęście, to wciąż sytuacje rzadkie.

Co więc robić, żeby cieszyć się kontaktem z rodzicami, a starzenie się akceptować?
Może dziwnie to zabrzmi, ale starość rodziców jest trudnością, której właściwie należy sobie życzyć. Radzenie sobie z nią jest zadaniem rozwojowym, lepiej więc, żeby człowiek w średnim wieku miał tę trudność, niż jej nie doświadczał. Jeśli tak nie jest, to albo rodziców już nie ma, albo relacje z nimi są bardzo złe.

Tymczasem starzejący się rodzice mają cenne walory, z których możemy czerpać, chociażby przygotowując się na własną starość. Jest taka perspektywa, którą w psychologii nazywa się „czasem, który jeszcze pozostał”, czyli rodzaj myślenia, co jeszcze można z nim zrobić, na co jeszcze jest szansa? Pojawia się w okresie średniej dorosłości, ale rozwija w pełni dopiero w późnej. Wtedy też pojawia się mądrość transcendentna, której człowiek nie jest w stanie wypracować wcześniej niż na starość, bo potrzebne jest do tego doświadczenie, zdystansowanie do życia, zbilansowanie go i nadanie mu odpowiedniego sensu. Jej elementem składowym jest coś, co nazywa się „widokiem z mostu”. To orientacja retrospektywna i jednocześnie twórczy proces związany między innymi z myśleniem dialektycznym, które polega na łączeniu przeciwieństw. Na przykład nadawanie wartości czemuś, co jest negatywne – chociażby znajdowanie sensu w ograniczeniu swojej sprawności, chorowaniu czy nawet cierpieniu. Bazuje na dostrzeganiu nieuchronności zbliżającej się śmierci, najpierw doświadczanej przez odchodzenie bliskich, rówieśników czy współmałżonka. To zasób, którego młodsza osoba nie jest w stanie wypracować, bo nie ma takich doświadczeń, ale ten widok z mostu może stać jej się bliższy poprzez kontakt z ukochanym seniorem.

Wygląda na to, że starzenie się rodziców jest dla człowieka trudne, bo konfrontuje go z jego własnym.
W naszej kulturze ludzie chcą być nieustannie młodzi. Z drugiej strony chcą długo żyć. Tego się nie da pogodzić. Starzenie jest nieuniknione, ale jego przebieg jest zindywidualizowany. Jest takie powiedzenie: nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu. Aktywność może oddalać i ograniczać trudne, związane ze starością doświadczenia. Spełnianie się w roli babci, dziadka. Uniwersytet trzeciego wieku. I proszę spojrzeć, kto przesiaduje w kawiarniach? Starsze panie. Mamy duży wpływ na to, jak będzie wyglądać nasza starość. Ja nie postrzegam jej wyłącznie w kategoriach regresu. Uwielbiam starszych ludzi. Moja 80-letnia i aktywna jak na ten wiek mama bardzo mnie inspiruje. Mam pozytywne nastawienie do własnej starości. Czeka na mnie paleta kupiona wiele lat temu z myślą o malowaniu na emeryturze. Starzenie się i starość może być czasem, który nie wzbudza lęku.

ROZMAWIAŁA ELIZA KOŹMIŃSKA-SIKORA

***

Rozmówczyni jest kierownikiem Zakładu Psychologii Rozwoju Człowieka i Badań nad Rodziną, Instytutu Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Ja My Oni „Jak być wystarczająco dobrą rodziną” (100140) z dnia 12.11.2018; Ułożyć się w rodzinie; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Widok z mostu"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną