O Polityce

O panu Tolu

Po lekturze felietonu Ludwika Stommy

Polityka

Przeczytałem w numerze 26 POLITYKI felieton Ludwika Stommy o Antonim Gołubiewie. I przypomniały mi się wspomnienia z młodości, lata 50. i 60., kiedy to z moją matką Anną i ojczymem Józefem Klottem bywaliśmy częstymi gośćmi na ulicy Jaskółczej. Były to dla mnie spotkania szczególne. Kiedy w 1950 r. przybyliśmy do Krakowa (rok później rozpocząłem studia polonistyczne), odnowiła się dawna przedwojenna znajomość mojej matki, wdowy po Teodorze Bujnickim, z najbliższym przyjacielem mego Ojca. Obaj – Antoni Gołubiew (wówczas „Tollinek”) i Teodor Bujnicki – z Wojciechem Dąbrowskim (Foxem) stanowili „triumwirat” nierozłącznych przyjaciół. Był to schyłek lat 20., okres ich matur i początku studiów na Uniwersytecie Stefana Batorego. A także uczestnictwo w półtajnej organizacji uczniowskiej – „Pet”. Łączyła ich również „wspólnota śmiechu”, bo pan Tolo – przy całej powadze pisarza i publicysty – był człowiekiem pełnym wesołości, dowcipnym i żywiołowym. Wśród moich papierów zachował się „dokument” z 1926 lub 1927 r., powołujący „rząd” Triumwirów z podziałem tek ministerialnych; „dokument” będący niewątpliwą kpiną, dwudziestolatków, z ówczesnych rządów sanacyjnych!

Zachowały się także – niestety we fragmentach – i inne dowody ich zabaw: skecze, humoreski, parodie. Triumwirowie powołali także Uniwersytet im. św. Gaudentego w Gudelach, gdzie seminarium preferansa prowadził Tollinek.

Widziałem także u pana Tola „album” z różnymi zabawnymi tekstami wileńskimi, w tym skecz prawdopodobnie autorstwa mego ojca o wizycie Tola we dworze u Oludka (kolegi z „Petu” – Przegalńskiego).

Polityka 28.2019 (3218) z dnia 09.07.2019; Do i od redakcji; s. 98
Oryginalny tytuł tekstu: "O panu Tolu"
Reklama