Rowery, nie bajki. Odc. 52
Polskie karbony, czyli sukces bez happy endu. Dlaczego Kross się z nich wycofał?
O tym, że Kross nagle wycofał się z produkcji ram karbonowych, w branży huczało już od września zeszłego roku. Ale decyzja musiała zapaść dużo wcześniej, bo już pod koniec czerwca na frankfurckich targach EuroBike Kross jakoś specjalnie nie promował swoich karbonowych sukcesów. Oficjalnego komunikatu na ten temat nie ma do dziś. A szkoda, bo historia seryjnej produkcji ram karbonowych w Polsce jest fascynująca. Niestety, jak się okazało, bez happy endu.
A zaczęło się z wysokiego „C”, bo wejście w karbon to było mocne zagranie. I to w bardzo dobrym momencie, bo w Przasnyszu potencjał tego materiału w produkcji rowerów zauważono już kilka lat temu. Budując własny potencjał produkcyjny, polska firma rzucała rękawicę największym światowym producentom. No i zaczynała się rozpychać na rynku premium. To było odważne i zaskakujące dla wielu zagranie. Tyle że ani łatwe, ani tanie. Po pierwsze, trzeba mieć technologię. A właściwie zbudować ją od podstaw, bo inni producenci zazdrośnie strzegą sekretów swojej produkcji. Wobec tego trzeba było samemu zbudować te kompetencje. W Krossie zatrudniono do tego zadania Piotra Falczyńskiego. Ten zaczął przyjmować kolejnych karbonowych zajawkowiczów i tak do firmy trafił bohater dzisiejszego odcinka – Stanisław Pyrka.
Trudno spoilować własny podkast, ale początki produkcji karbonu były fascynujące, bo w ramach rządowej dotacji inżynierowie i konstruktorzy z Krossa nie tylko przebadali własne konstrukcje, ale kupili też kilka ram wiodących producentów i metodą podglądactwa, a może nawet trochę inżynierii odwrotnej, sami się uczyli, jak robić jeszcze lepsze ramy. Tak narodził się wyścigowo-gravelowy Kross RS, czyli pierwsza w pełni karbonowa i seryjnie produkowana polska konstrukcja. Książki, a na pewno doktoraty będą kiedyś o tym pisać.
Konstrukcja nie była pozbawiona chorób wieku dziecięcego (poczytajcie na różnych forach), ale szybko się z nich wykaraskała. I kiedy już stanęła na nogi, to rynek upadał właśnie na kolana. Branża rowerowa na całym świecie była już w takim kryzysie, że polskie karbony musiały skapitulować wobec chińskiej czy tajwańskiej konkurencji. Czy miliony, które poszły na ten projekt, to pieniądze wyrzucone w błoto?
Zdecydowanie nie. W podkaście możecie zobaczyć rower, który we własnym warsztacie zaprojektowali, wyprodukowali i złożyli bracia Leszek i Stanisław Pyrkowie. Mało tego, możecie go nawet już zamówić, do czego zachęca gość tego odcinka. Ta rama naprawdę może się spodobać. I może jeszcze się okaże, że historia polskich karbonów ma jednak happy end.