Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rowery nie bajki

Rowery, nie bajki. Odc. 55

Calpe na rowerze. Dlaczego wszyscy tam jeżdżą? I jak się do tego przygotować

Tu nikt nie próbuję cię zepchnąć do rowu, zrzucić z roweru albo chociaż puścić chmurę ze spryskiwaczy, żebyś czasem nie zapomniał, do kogo należy droga.

Możni tego świata lubią spotykać się w Davos. Kolarze spotykają się w Calpe. Dlaczego tam – wystarczy sprawdzić prognozę pogody w styczniu czy lutym. Ciepło, słonecznie, ale nie upalnie. W zasadzie pogoda gwarantowana. Na dodatek niezłe asfalty i niemal szklarniowe warunki na drodze. Szklarniowe, czyli nikt nie próbuje cię zepchnąć do rowu, zrzucić z roweru albo chociaż puścić chmurę ze spryskiwaczy, żebyś czasem nie zapomniał, do kogo należy droga.

A do kogo należy Calpe? Okazuje się, że z roku na rok coraz bardziej do Polaków. Leszek Śledziński, lepiej znany jako Leszek PrawiePro, do Calpe jeździ regularnie od czterech lat. Jak się okazało, w tym roku mógłby nie zabrać ze sobą nawet angielskiego, bo właściciel jego ulubionej kawiarni zatrudnił do obsługi Polaków, tak dużo naszych rodaków jeździ do Calpe.

Po co się jeździ, już wiadomo. A jak tam pojechać? No cóż, są co najmniej dwie szkoły. Jedna mówi, że do Calpe jedzie się samochodem. Można zabrać, co się chce. Paliwo podzielone na czterech jest tańsze niż bilet samolotowy. A rower jedzie w dobrych warunkach i nie trzeba się martwić, w ilu częściach doleci na miejsce. Minusy – więcej kilometrów za kółkiem niż na rowerze. Stracony czas, bo to minimum cztery dni w samochodzie. I całkiem imponujący ślad węglowy. Można również polecieć samolotem. Szybko, komfortowo, a nawet coraz taniej. Ale jak zaczniesz liczyć, to cyferki mnożą się jak przez pączkowanie. Sama walizka na rower to już spory wydatek.

A później to już z górki. Co do górek – to każdy lecący do Calpe musi pamiętać, że jest ich tam parę. Ale o tym wszystkim dużo lepiej opowiada gość, więc tym razem lepiej słuchać, niż czytać. Polecam dosłuchać do końca, bo ten odcinek jest jak Calpe. Niby 300 słonecznych dni w roku, ale są i cienie. O tych swoich życiowych cieniach Leszek opowiada wyjątkowo szczerze. Co wzbudza mój wielki szacunek. Do zobaczenia w Calpe.

Oglądaj także:

Reklama
Reklama