Rowery, nie bajki. Odc. 54
Czołem wytapiacze, czyli czy trenażer można polubić. I jak się za to dobrze zabrać
Bez nadzienia – 250 kalorii. Z nadzieniem – 280 kalorii. Z nadzieniem i lukrem – 300 kalorii, a czasem nawet więcej. Łatwo się domyślić, że chodzi o pączki. A ponieważ Tłusty Czwartek w Polsce trwa tydzień, to w tym odcinku opowiemy, jak mieć pączka i zjeść pączka, czyli o trenażerach. Pogoda, jaka jest, każdy widzi. Namawianie na rower może zostać chłodno przyjęte. Ja zresztą nie namawiam, bo ślisko. Ale sam zaciskam zęby i jeżdżę. Dojrzałem jednak do tej prostej myśli: a może by ich tak nie zaciskać i wskoczyć na trenażer?
W każdej podróży warto mieć dobrego przewodnika. Ponieważ podróż do świata trenażerów jest skokiem na głęboką wodę, to tym razem w podkaście jest aż dwoje gości: Ewa Kołodziej, czyli samozwańcza Ministra Kolarstwa, i Arek Kogut, nie samozwańczy, lecz akredytowany przy UCI trener kolarski. Obydwoje nie tylko jeżdżą na trenażerach, ale polecają je swoim zawodnikom i zawodniczkom, choć – jak mówi Ministra – szczerze tego urządzenia nie znosiła. W samym środowisku rowerowym też nie ma chemii z tymi od Zwifta, o których złośliwi mówią „chomiki”.
Uprzedzenia są po to, żeby je weryfikować. Zwłaszcza zimą, która nagle przypomniała sobie, że ciągle istnieje. Rower wpięty w trenażer nie tylko się nie niszczy, ale wręcz go chronimy, nie narażając na sól i wszelkiego rodzaju chlorki, którymi walczy się z oblodzeniem. To już jakiś plus. Każdy się liczy, bo co by nie mówić, kręcenie w domu jest po prostu nudne. Ale ma swoje zalety, bo można bezpiecznie zrobić bardzo niebezpieczne treningi. Można wytopić to i owo, a przede wszystkim zrobić nogę na wiosnę.
I o tym jest ten odcinek podkastu. Jak również o tym, że trenażer nie jest zły, ale najlepiej łączyć go jeszcze z siłownią. No i co najważniejsze, nawet na trenażerze trzeba tak jechać, żeby się nie zajechać. O co w tym wypadku tym łatwiej, że ćwiczy się w pomieszczeniu. Czyli jeśli planujesz kupić trenażer, to nie oszczędzaj na wiatraku, żebyś się nie ugotował. A, i jeszcze jedno. Jeden pączek to 30 minut na trenażerze. Chyba że był z lukrem i nadzieniem, no to dłużej.