Rowery, nie bajki. Odc. 60
Dobrze się składa, czyli za co kochamy składane rowery. Plusy, minusy i kółeczka
Nie zna życia, kto nie miał składaka, czyli nie wychował się na kultowym Wigry. Składak zaprojektowany w polskim Romecie, w całości również tam wykonany, miał być spełnieniem marzeń milionów Polaków, którzy w PRL marzyli o własnych kółkach. Co prawda najczęściej marzyli o czterech kółkach, a dostawali dwa, za to zostawiające również dwa ślady, bo już po wyjechaniu z linii montażowej rower potrafił mieć scentrowane koła. Te i inne mankamenty sprawiły, że spełnienie snów zamieniało się czasem w koszmar, zwłaszcza kiedy przychodziło do naprawiania. Na dodatek Wigry składakiem był najczęściej z nazwy. Raz rozłożony, nie zawsze dał się złożyć ponownie. W efekcie trudno się dziwić, że składane rowery w Polsce nie mają za dobrego PR. A szkoda, bo koncept jest świetny.
Fajnie mieć rower, który można schować do dużej torby. Wsiąść z nim do pociągu. A po dojechaniu na miejsce po prostu rozłożyć swojego składaczka i jechać, gdzie oczy poniosą. Może to właśnie polskie Wigry zainspirowały brytyjskiego konstruktora i dzięki Polakom Andrew Ritchie uchodzi dziś za ojca składaków. W każdym razie Wigry było pierwsze. Później było jeszcze Wigry 2, w którym próbowano naprawić to, co popsuto w Wigry. A w tym czasie Ritchie wymyślał swój rower składany na trzy, a nie dwa, jak polskie modele. Kiedy w Polsce pojawiło się Wigry 3, po Londynie jeździły już pierwsze Bromptony, bo tak nazwał swoją markę Andrew Ritchie. Dziś to już marka światowa, choć nadal najbardziej popularna na Wyspach. Produkcja szacowana na ok. 50 tys. sztuk rocznie pozwoliła wyjść projektowi na świat. Choć nie okłamujmy się, nie pozwoliła spowodować, że cena jest dla każdego.
Ostatnie lata to właściwie renesans składaków, co widać po propozycjach innych producentów, np. Velo de Ville (prezentowane w podkaście). Ludzie coraz więcej podróżują. I coraz częściej chcą to robić ze swoimi rowerami, bo przecież zwiedzanie w ten sposób to bajka. Brompton znalazł więcej naśladowców. A jego charakterystyczne malutkie kółka stały się inspiracją dla innych, w tym dla bardzo dobrze zapowiadającego się polskiego konstruktora Marcina Marynowskiego z Trójmiasta, który do studia przywiózł swoją ostatnią konstrukcję. Co prawda nie składaną, ale za to na małych kółkach i do ścigania.
O tym, jakie plusy mają małe kółka i składaki, opowiada użytkownik – Krzysztof Kurek, który na składaku nie tylko dojeżdża do pracy, ale zrobił na nim kilka wypraw, bo ze składakiem to wszystko dobrze się składa.