Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Temat tygodnia

Temat tygodnia. Odc. 253

Między rządem a Pałacem Prezydenckim trwa pojedynek na miny. I tylko państwa szkoda

Kaczyński odkrył kogo ma w sercu – wskazanie Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera to sygnał wyraźnego skrętu PiS w stronę twardej prawicy i próba odzyskania utraconych wyborców, ocenia prof. Antoni Dudek.

Jarosław Kaczyński odkrył w końcu zawartość swego serca. To Przemysław Czarnek ma poprowadzić PiS „do zwycięstwa” jako kandydat na premiera. Będzie teraz jeździł po kraju i spotykał się z wyborcami – z nadzieją, że ci, którzy odpłynęli do Grzegorza Brauna, zechcą powrócić pod skrzydła Nowogrodzkiej. Wybór byłego ministra edukacji, który słynie z radykalnych poglądów i języka, jeńców nie bierze, a koalicji z liderem Korony nie wyklucza, oznacza, że prezes odpuszcza polityczne centrum oraz – już ostatecznie – Mateusza Morawieckiego. Wprawdzie ów, „jeśli tylko będzie działał racjonalnie, to będzie w tym rządzie kierował sprawami gospodarczymi”, jak mówił prezes w wywiadzie dla TV TRWAM, ale nie wiadomo, czy były premier da się teraz skierować na boczny tor, zadowalając nadzieją na bycie kiedyś „osobą niesłychanie ważną”. Na razie wciąż będzie w swojej, konkurencyjnej wobec namaszczonego na kandydata, trasie po Polsce.

Kaczyński, próbując takiej ucieczki do przodu, usiłuje pokonać wewnętrzne napięcia w partii i odbudować sondaże, gdzieś w tle majaczy też cel długoterminowy – odzyskać, jeśli to w ogóle możliwe, status hegemona prawej strony sceny politycznej. Jednocześnie PiS nie zaniedbuje sprawy SAFE, presja na prezydenta jest wciąż wywierana, a do walki z unijną pożyczką zaprzęgnięto też starego druha z PC prezesa NBP Adama Glapińskiego. Trwa więc między rządem a Pałacem Prezydenckim pojedynek na miny, kto ze sprytniejszą sztuczką wyskoczy przed opinię publiczną. I tylko państwa szkoda.

Oglądaj także:

Reklama
Reklama