Temat tygodnia. Odc. 260
Wszystkie drogi prowadzą do PiS. Czy Nawrocki naprawdę słucha swoich 500 doradców?
W każdym niemal temacie Karol Nawrocki może zasięgnąć języka – od demografii przez klimat po rolnictwo. Ale raczej tego nie robi.
Rady należą bowiem do sfery ornamentyki. Przy czym wielu ich członkom wpis do CV o doradzaniu głowie państwa z pewnością się w życiu zawodowym jakoś przyda. Klucz doboru do rad jest nieskomplikowany – garstka niezależnych ekspertów, choć nie takich awanturujących się, którzy swoją niezależnością mają podżyrować całą resztę, dobraną pod kątem politycznym, ideologicznym i/lub towarzyskim. W sumie nie wiadomo, jaki ma być tego efekt. Czy prezydentowi się wydaje, że ilość przejdzie w jakość, a wyborcy padną z zachwytu nad „intelektualnym zapleczem” dużego Pałacu?
Aby komisja rządowa mogła coś zrobić, musi składać się z trojga ludzi, z których jeden jest chory, a drugi nieobecny – zupełnie przytomnie radził kiedyś kanclerz Ludwig Erhard. W przypadku rad jest podobnie. Lepsze mniej liczne, za to efektywne i wysłuchiwane. Ale to nie jest ten przypadek. Rady mają sobie po prostu być. Dużo, jeszcze więcej rad.
Karolina Lewicka rozmawia z Anną Dąbrowską.
Czytaj też: Strefa odsłuchu Nawrockiego. Piętnaście rad i pięciuset doradców. Prezydent powołuje i umywa ręce