Wszystkie twarze imperium
W niecały wiek muzułmańscy Arabowie zbudowali imperium, które było niekwestionowaną potęgą aż do XI w. Upadło politycznie, ale zostawiło bogaty spadek w postaci cywilizacji arabsko-muzułmańskiej.

Czterech kalifów sprawiedliwych.

Śmierć proroka Muhammada (Mahometa) w 632 r. spowodowała w muzułmańskiej społeczności spore zamieszanie. Największe napięcia rodziła kwestia objęcia przywództwa nad gminą i przejęcia pełnionych do tej pory przez niego funkcji prawodawcy, przywódcy religijnego, arbitra-najwyższego sędziego, dowódcy armii i cywilnego szefa państwa. Umierając, Muhammad nie zostawił decyzji co do swego następcy; nie było więc jasne, kto miał przejąć wszystkie te obowiązki. Ostatecznie przez pierwszych kilkadziesiąt lat gminą i kształtującym się państwem kierowali tzw. kalifowie sprawiedliwi, czterej następcy Proroka mający sprawować władzę w jego duchu i zgodnie z jego wizją. Wszyscy czterej pochodzili z kręgu jego najbliższych, zaufanych towarzyszy i na najwyższe stanowisko byli wybierani za zgodą pozostałych członków środowiska.

Czas kalifów sprawiedliwych przedstawiany jest jako złota epoka w historii islamu. W rzeczywistości jednak sytuacja w gminie muzułmańskiej była złożona, burzliwa i niepewna. Pierwszy kalif, Abu Bakr, który władał państwem dwa lata, spośród kalifów sprawiedliwych był jedynym, który zmarł śmiercią naturalną. Drugi, Umar Ibn al-Chattab, wyznaczony na stanowisko przez umierającego Abu Bakra, sprawował władzę dziesięć lat, po czym został zamordowany. Podobny los spotkał po dwunastu latach rządów Usmana Ibn al-Affana, którego zarówno wybór na kalifa, jak i śmierć były efektem frakcyjnych rozgrywek. Czwarty kalif, krewny Muhammada, Ali Ibn Abi Talib, który również padł ofiarą morderstwa, został wyniesiony do władzy przez buntowników mających swój udział w uśmierceniu Usmana i w ciągu sześciu lat przewodzenia gminie dwukrotnie poprowadził muzułmańskie wojsko przeciwko braciom muzułmanom.

Bunty plemion arabskich. Wojny ridda i wojny zdobywcze.

Walka o władzę i zajadłe frakcyjne rozgrywki stanowiły zasadniczy, ale nie jedyny problem zagrażający stabilności młodego państwa muzułmańskiego. Drugim ważnym zagrożeniem były bunty plemion arabskich, które za życia Muhammada złożyły mu przysięgę lojalności, a które po jego śmierci uznały się za zwolnione z zawartej z nim umowy i wynikających stąd zobowiązań wobec Medyny. Arabska tradycja nadała plemiennym przejawom nieposłuszeństwa kolektywną nazwę ridda, czyli apostazja, odrzucenie. Dawano przez to do zrozumienia, że wszystkie tego typu buntownicze tendencje były aktem bluźnierstwa i jako takie zasługiwały na zdławienie i militarną interwencję. Nic dziwnego – oderwanie się tylu plemion od rodzącego się organizmu państwowego oznaczało znaczne jego osłabienie i było dla władz w Medynie niedopuszczalne. Przywołanie buntowników do porządku stało się zatem dla pierwszego następcy Proroka, Abu Bakra, najpilniejszym zadaniem. Tzw. wojny ridda, podczas których armia muzułmańska pacyfikowała nieposłuszne plemiona, trwały ponad pół roku i zakończyły się pełnym sukcesem kalifa. Zbuntowane grupy koczownicze przywołano do porządku, a władza Medyny została rozciągnięta na całą Arabię.

Wydarzenie to oznaczało, że na Półwyspie Arabskim wypełniła się polityczna próżnia – pojawiło się państwo będące w stanie zdominować i zintegrować większość niepokornych grup plemiennych i scalić je w jeden nowy organizm. Sukces wojen ridda oznaczał też, że władze w Medynie dysponowały teraz wielką plemienną armią, żądną dalszych zwycięstw i pełną bojowego zapału znajdującego do tej pory ujście w drobnych, lokalnych konfliktach. Myśl o przekroczeniu granic półwyspu i przekształceniu międzyplemiennych rajdów w wojny zdobywcze stała się naturalną konsekwencją panującej atmosfery. W Medynie powstał krótkoterminowy plan ekspansji, zakładający zapuszczanie się tak daleko w głąb leżących po sąsiedzku imperiów perskiego i bizantyjskiego, jak pozwalała na to ich słabość. A słabość ta musiała być już widoczna. Wojna, którą do 628 r. prowadziły między sobą Bizancjum i sasanidzka Persja, skończyła się porażką tej ostatniej, ale skrajnie wyczerpane były oba imperia.

Zdobycie Palestyny i Syrii.

Abu Bakr postanowił wysłać wojska zarówno przeciw Persom do okupowanego przez nich Iraku, jak i przeciw Bizantyjczykom do okupowanej przez nich Syro-Palestyny. Armia bizantyjska okazała się jednak zbyt silna dla niedoświadczonych w wielkich wojnach Arabów. Gdy jednak z pomocą przyszły im oddziały armii walczącej już z Persami w Iraku, szybko zyskano nad Bizantyjczykami przewagę. Ostateczne zwycięstwo dała Arabom wygrana w bitwie nad rzeką Jarmuk w sierpniu 636 r. Niedługo potem cała Palestyna i Syria znalazła się pod całkowitą arabską kontrolą.

Przyczyn tak płynnego podboju tego obszaru przez Arabów było kilka. Do najważniejszych należy osłabienie Bizancjum w wyniku wieloletniego konfliktu z Persją. Owo osłabienie przekładało się przede wszystkim na katastrofalny stan finansów państwa, a ten z kolei na nakładane na mieszkańców imperium coraz wyższe podatki. Egzekwowane coraz brutalniejszymi metodami, podważały lojalność znacznej części poddanych. Stałą alienację ludności zapewniała także polityka religijna bizantyjskiego państwa, które bliskowschodnim chrześcijanom (art. s. 121) usiłowało narzucić swój model chrześcijaństwa. Prześladowania gmin monofizyckich, ale też regularne represje wobec Żydów powodowały coraz to nowe zadrażnienia i urazy. Wielu mieszkańców Bliskiego Wschodu musiało po prostu myśleć, że nowi zdobywcy nie mogą być gorsi od poprzedniego okupanta.

Zdobycie Iraku i Persji.

Podczas gdy jedne oddziały prowadziły kampanię w Syro-Palestynie, inna grupa arabsko-muzułmańskiej armii rozbijała w Iraku wojska perskie. Tu sytuacja również sprzyjała Arabom. Persja kilka lat wcześniej przegrała długotrwałą wojnę z Bizancjum i była od niego znacznie słabsza. Co więcej, destabilizowały ją poważne konflikty na najwyższych szczeblach władzy. Decydująca bitwa kampanii irackiej rozegrała się na przełomie maja i czerwca 637 r. pod Al-Kadisijją, na południe od dzisiejszego Tikritu. Z tego trudnego starcia Arabowie wyszli zwycięsko jedynie dzięki przybyciu posiłków z Syrii. Jeszcze w tym samym miesiącu wkroczyli triumfalnie do Ktezyfonu, opuszczonej przez sasanidzkiego cesarza i jego garnizon stolicy imperium. O łupach, które tam zdobyli, krążyły później legendy. Po opanowaniu Iraku rozpoczęto podbój reszty imperium perskiego. Na płaskowyżu irańskim oddziały arabskie napotkały opór tak wytrwały, że podbój Persji ciągnął się kilkanaście lat. Jego zakończenie znaczy dopiero 651 r., kiedy to śmierć cesarza Jazdagirda III przyniosła koniec dynastii Sasanidów.

Podbój Egiptu i północnej Afryki.

Tymczasem pod koniec 639 r. armia arabska stacjonująca w Syro-Palestynie ruszyła na zachód. Do okupowanego przez Bizancjum Egiptu Arabowie wkroczyli w grudniu i zdobywając po drodze kolejne miejscowości, posuwali się w kierunku leżącej u szczytu delty Nilu rzymskiej twierdzy Babilon. Długotrwałe oblężenie skończyło się w kwietniu 641 r. poddaniem miasta arabskiemu dowódcy. Al-Fustat, ogromny obóz, którym wielotysięczna armia arabska rozłożyła się pod Babilonem, został nową stolicą kraju. Poza kłopotami w Aleksandrii, której Bizantyjczycy nie bardzo chcieli oddawać, zajęcie Egiptu nie przysporzyło arabskiej armii trudności. Podobnie jak w Syrii, sytuacja była tu korzystna dla Arabów, choćby dlatego, że od początku okupacji cesarz Herakliusz usiłował przyłączyć dominujących wśród Egipcjan monofizyckich Koptów do kościoła bizantyjskiego. Polityka religijna i podatkowa bizantyjskiego namiestnika tak dała się Koptom we znaki, że ci nie stawiali większego oporu arabsko-muzułmańskim najeźdźcom. Bizancjum, które w niecałe 10 lat straciło Syrię, Palestynę i Egipt, było więc w pewnym sensie współtwórcą własnego upadku.

Z baz w Egipcie Arabowie skierowali się dalej na zachód. Idącą przez bizantyjskie prowincje północnej Afryki armię usiłowali bezskutecznie zatrzymać zarówno Bizantyjczycy, jak i miejscowe plemiona berberskie. W 670 r. Arabowie doszli do Ifrikijji, czyli obszaru dzisiejszej Tunezji, gdzie w głębi lądu założyli ośrodek garnizonowy w Kairuanie. Ich dalszy marsz na zachód zatrzymało dopiero wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Upływ czasu, przemierzone odległości, stoczone bitwy i zakładane w prowincjach kolejne placówki garnizonowe w naturalny sposób powodowały, że stan osobowy arabskiej armii dramatycznie spadał. Na szczęście dla Arabów w drodze przez Afrykę ich szeregi zaczęli masowo zasilać żyjący na tych terenach Berberowie. Częściowo pogańscy, ale w znacznej mierze chrześcijańscy, należący do specyficznego, wandalskiego odłamu arianizmu, nie mieli problemu ze zmianą wiary i chętnie przechodzili na islam.

Muzułmanie w Europie. Al-Andalus.

We wczesnych latach VIII w. to mieszane, arabsko-berberskie wojsko stanęło na afrykańskim brzegu cieśniny oddzielającej Afrykę od wizygockiego królestwa Hiszpanii. I tu panująca sytuacja ułatwiała muzułmanom zadanie. Okupujący Hiszpanię germański, od niedawna katolicki, lud zwany Wizygotami zajęty był wojną domową, która w 710 r. – jakby na zamówienie zbierających się właśnie na afrykańskim brzegu arabsko-berberskich oddziałów – rozgorzała między frakcjami wizygockich rodów. W 711 r. berberski wódz Tarik ibn Zijad poprowadził muzułmańskie wojsko na Hiszpanię. Po przekroczeniu Gibraltaru, cieśniny nazwanej tak później od jego imienia (Dżabal Tarik, góra Tarika), starł się z wizygocką armią pod Guadalete, odnosząc nad nią wielkie zwycięstwo. Wojska muzułmańskie skierowały się teraz na północ i północny zachód półwyspu, gdzie poddawały się im kolejne miasta: Toledo, Saragossa, Sewilla i Kordoba, która miała stać się stolicą Al-Andalus, jak Arabowie nazwali muzułmańską część Hiszpanii.

Jednocześnie opanowane w tym czasie Narbonne stało się wygodną bazą do prowadzenia ataków na Francję. W 732 r. muzułmanie zdobyli Bordeaux, ale ich dalszy marsz zablokował jeszcze w tym samym roku Karol Młot. O bitwie, która rozegrała się między Poitiers a Tours, często mówi się, że zatrzymała muzułmański marsz na Europę. W rzeczywistości spowolnienie i późniejsze zatrzymanie najazdu miało też inne, ważniejsze przyczyny – jak choćby nieustanne konflikty arabsko-berberskie i, przede wszystkim, wygaśnięcie wśród muzułmanów zainteresowania dalszym przemieszczaniem się i podbojem. Jednak i tak dominacja chrześcijaństwa została przez nich ograniczona do Europy Zachodniej i okrojonego imperium bizantyjskiego. (Więcej o Arabach w średniowiecznej Europie – art. s. 31 i 66).

Podboje azjatyckie.

Islam triumfował też w Azji. Po zdobyciu Persji arabska armia zajęła Chorezm i całą Azję Środkową aż po Taszkient. Inna kolumna posuwała się w tym czasie na południe i zmusiła do uległości Sind, czyli dolinę i deltę rzeki Indus. Mimo że w 751 r. Arabowie pokonali armię chińską w wielkiej bitwie nad rzeką Talas, Chiny właściwe, nie licząc Turkiestanu, nie znalazły się nigdy w granicach ich imperium. Ostateczne rezultaty działalności armii arabsko-muzułmańskiej były imponujące: zbudowane w niecały wiek imperium rozpościerające się od Oceanu Atlantyckiego na zachodzie do granic Indii i Chin na wschodzie.

Ustrojowe decyzje kalifa Umara.

Ale jeszcze zanim podbijane terytoria osiągnęły tak ogromną rozległość, Arabowie zaczęli zadawać sobie pytanie: Co z tym wszystkim robić? Zarządzanie tak złożoną zdobyczą wymagało podstawowych systemowych decyzji. Podjęcie ich przypisuje się kalifowi Umarowi, który postanowił przede wszystkim, że Arabowie nie mogą osiedlać się na terenach rolniczych. Mieli stacjonować w obozach-miastach garnizonowych i pozostawać w nieustannej gotowości bojowej. Za służbę był im wypłacany żołd ze skarbu gminy-państwa w Medynie. Wojownikom przysługiwała też część łupów wojennych w postaci ruchomej własności i jeńców. Zdobyta ziemia natomiast i podatki płacone przez jej mieszkańców stanowiły własność całej gminy – z owych podatków miała pochodzić lwia część przychodów państwa.

Garnizony amsar.

W praktyce decyzje kalifa Umara oznaczały, że w każdym z podbitych krajów Arabowie muzułmanie, tworzący wyizolowaną, uprzywilejowaną mniejszość, stacjonowali w tzw. amsar, będących obozami wojskowymi, kwaterami głównymi i jednocześnie ośrodkami zarządzania daną prowincją. Z czasem główne obozy przekształciły się w miasta garnizonowe, a później w prawdziwe ośrodki miejskie (art. s. 60); tak stało się z Kufą i Basrą w Iraku, Kumm w Iranie, Al-Fustatem w Egipcie czy Kairuanem w północnej Afryce. To stąd przede wszystkim przenikała do podbitych prowincji kultura arabska. Pośrednikami byli mieszkający w osadach wokół obozów miejscowi i przyjezdni rzemieślnicy, kupcy i urzędnicy, zarabiający na życie obsługą garnizonu. Wszyscy oni ulegali płynącym od arabskich elit wpływom kulturowym i uczyli się arabskiego, który szybko zastępował lokalne języki.

Ale wpływy działały też w odwrotnym kierunku. Komendanci garnizonów, pełniący obowiązki wyznaczanych przez kalifa gubernatorów prowincji, mogli na czele swego plemiennego wojska stać w gotowości bojowej i strzec strategicznych punktów na podbitych terytoriach. Ci pochodzący z pustyni wojownicy nie znali się jednak na tajnikach zarządzania i nie byli nimi zainteresowani. A ponieważ codzienne administrowanie prowincjami wymagało wyrafinowanej wiedzy i biurokratycznego doświadczenia, zadanie to mądrze pozostawiono w rękach urzędników odziedziczonych po podbitych imperiach bizantyjskim i sasanidzkim. To za ich pośrednictwem dwie napotkane w trakcie ekspansji wielkie tradycje imperialne, bizantyjska i perska, wywarły głęboki wpływ na arabską kulturę administracyjną i intelektualną.

Islam a inne religie. Koncept podatkowy.

Zarówno popularne stereotypy o islamie szerzonym mieczem, jak i przeświadczenie, że większość mieszkańców Bliskiego Wschodu szybko nawróciła się na nową wiarę, mają niewiele wspólnego z faktycznym położeniem chrześcijan, żydów i zoroastryjczyków, którzy znaleźli się na obszarach zdominowanych przez islam. Islam zasadniczo nie dopuszczał przymusowej konwersji. Co więcej, niemuzułmanie musieli mieć możność swobodnego praktykowania swych religii. Gdy wojska muzułmańskie napotykały niemuzułmanów na właśnie podbijanych terenach, dawały im wybór między przyjęciem islamu, walką zbrojną a zgodą na przyjęcie ochrony i płacenie wynikającego stąd trybutu. Sporadyczne przejścia na islam były oczywiście witane z radością. Gdy natomiast niemuzułmanie decydowali się na walkę i przegrali, stawali w obliczu konfiskaty mienia, zniewolenia lub śmierci. Nawet wtedy jednak nie wolno ich było nawracać siłą.

Kontakt z arabsko-muzułmańską armią kończył się najczęściej zgodą poddających się niemuzułmanów na płacenie zwycięzcom trybutu i przyjęcie od nich w zamian gwarancji ochrony życia i własności. Muzułmanie często zobowiązywali się też, że nie zburzą żadnego kościoła ani synagogi i że nie zajmą żadnego domostwa. Wodzom prowadzącym wczesne podboje nie przychodziło do głowy, by wobec pokonanych niemuzułmanów stosować prześladowania czy dyskryminację na tle religijnym.

W rozumieniu Arabów pozytywne traktowanie pokonanej niemuzułmańskiej większości zapewniało korzystne warunki koegzystencji dla muzułmańskiej mniejszości. Zdobywcy chcieli mieć święty spokój, bezpieczne zaplecze i jak największe zyski płynące z narzuconych na podbitą ludność podatków. I to owe podatki, a nie represje na tle religijnym, stanowiły dla niemuzułmanów największe obciążenie. Przede wszystkim jako ahl al-zimma, czyli tzw. społeczności chronione, podlegali oni obowiązkowi corocznego płacenia dżizji, podatku pogłównego, który właściwie stanowił opłatę za sprawowaną przez muzułmanów ochronę. Różnił się on nieco zależnie od prowincji; zawsze był jednak stosunkowo wysoki, a jego spłata stanowiła dla podatnika poważny problem.

Muzułmanie tego podatku oczywiście nie płacili – obowiązywał ich jedynie zakat, niewysoki podatek-jałmużna płacony przez każdego wiernego na rzecz gminy muzułmańskiej. Najważniejszym podatkiem w imperium był charadż, podatek od uprawianej ziemi. Jemu także podlegali – przynajmniej w teorii – jedynie niemuzułmanie, co wynikało z założenia, że muzułmanie na włościach osiadać nie będą. Rzeczywiście, po podbojach ziemię uprawiali ludzie ci sami co przed arabskim najazdem. Na nich też spoczął ciężar płacenia charadżu. Tyle że z czasem pierwotne założenie rozminęło się nieco z rzeczywistością i zdarzało się, że do spłaty charadżu zobowiązywano również muzułmanów.

Tak czy inaczej wprowadzony w czasie podbojów system podatkowy generalnie zakładał, że z podatków płaconych przez ogromną, opodatkowaną i produkującą niemuzułmańską większość będzie żyła mała elita arabskich muzułmańskich wojowników. Nawracanie niemuzułmanów na islam muzułmanom się pod żadnym względem nie opłacało.

Pierwsza wojna domowa. Sunnici i szyici.

Wielkiej ekspansji państwa arabskiego nie towarzyszył pozytywny rozwój wydarzeń wewnątrz muzułmańskiej gminy. Choć z jednej strony w epoce wczesnych podbojów powstało względnie scentralizowane i skutecznie działające państwo, to z drugiej owemu organizmowi brakowało wewnętrznej spójności. Arabskie plemiona były zintegrowane jedynie powierzchownie. Niezostawienie przez Proroka wyraźnych wskazówek co do zarządzania gminą po jego śmierci stwarzało konflikty, pogłębiało podziały oraz powodowało pojawianie się kolejnych pretendentów i ugrupowań usiłujących na różne sposoby udowodnić słuszność swych roszczeń do władzy. Wiek podbojów był jednocześnie wiekiem wojen domowych, w których muzułmanie robili to, czego Muhammad kategorycznie im zabronił: walczyli z braćmi muzułmanami.

Pierwsza wojna domowa wiąże się nie tylko z samym morderstwem trzeciego kalifa Usmana (656 r.), ale też – jeśli nie przede wszystkim – z objęciem władzy przez jego następcę Alego Ibn Abi Taliba, bliskiego krewnego Proroka i ojca jego jedynych męskich potomków. Ali miał zawsze wielu wrogów, ale gdy przejął kalifat w następstwie królobójstwa, liczba jego oponentów jeszcze wzrosła. Kolejnych gromadził już w trakcie sprawowania urzędu. Ostatecznie Ali został pokonany przez Muawijję Ibn Abi Sufjana, gubernatora Syrii, będącego jednocześnie egzekwującym prawo zemsty krewnym kalifa Usmana. I choć to nie Muawijja zabił Alego, to owo dokonane w 661 r. w Kufie morderstwo pozwoliło mu przejąć najwyższą władzę w państwie. Zakończyło bratobójczą wojnę, która jednak zdążyła skutecznie pogłębić podział między kształtującymi się właśnie najważniejszymi odłamami islamu, sunnizmem (art. s. 15) i szyizmem (zwolennikami Alego).

Umajjadzi. Druga wojna domowa.

Czujący się w Syrii pewnie i bezpiecznie Muawijja przeniósł stolicę państwa z irackiej Kufy, w której rezydował Ali, do syryjskiego Damaszku. Umajjadzi, ustanowiona tu przez Muawijję dynastia, mieli rządzić Arabami przez prawie sto następnych lat. Wprowadzenie zasady dziedziczności tronu zwiększyło stabilność urzędu kalifa, ale nie chroniło go przed radykalnymi działaniami opozycji.

Po śmierci Muawijji wybuchła kolejna wojna domowa. Głównymi adwersarzami byli z jednej strony kalifowie umajjadzcy, z drugiej zwolennicy poległego wcześniej z rąk Umajjadów Husajna, syna Alego. Śmierć Husajna pod Kerbelą w 680 r. przypieczętowała zresztą definitywny rozłam między sunnickim a szyickim islamem. Umajjadzi zdołali przetrwać kryzys związany z ową drugą, toczącą się od 683 do 692 r., wojną domową i utrzymać się u władzy.

Panowanie tej dynastii było w sumie niezwykle pomyślne. W ciągu stu lat jej władcy potrafili zachować względną polityczną jedność muzułmanów i rozszerzyć znacznie terytorium państwa, które osiągnęło wówczas największy zasięg. Kalifowie tej dynastii rozpoczęli też arabizację administracji państwowej, wprowadzili pierwsze arabskie monety. Gdy w okresie późnych Umajjadów Arabowie muzułmanie zatracili charakter armii okupacyjnej, ośrodki miejskie mogły wreszcie zmienić swój charakter z garnizonowych baz wojsk okupacyjnych w podbitej prowincji na miasta rynku i wymiany (art. s. 60). Zaczynała rodzić się nowa, oryginalna kultura arabsko-muzułmańska.

Kwestia konwersji.

Niektóre zjawiska społeczne okazały się jednak dla panującej dynastii bardzo niekorzystne. Jednym z nich było, paradoksalnie, dość powszechne nawracanie się na islam wolnych nie-Arabów, przede wszystkim Persów, którzy migrowali do garnizonowych miast w nadziei, że po przejściu na religię zwycięzców przywileje tych ostatnich staną się również ich udziałem. Ale nawrócenia takie podkopywały finansową bazę społeczeństwa arabskiego, utrzymującego się z płaconych przez niemuzułmanów podatków. Władze zniechęcały więc nie-Arabów do przyjmowania islamu, w niektórych wypadkach nawet odsyłając ich do rodzinnych stron, nie uznawszy nawrócenia.

Spowodowane taką polityką zawiedzione nadzieje wywoływały wielkie rozgoryczenie. Zresztą Umajjadzi, podobnie jak wczesne pokolenia zdobywców, utrzymywali ścisłe bariery między Arabami a nie-Arabami, nawet jeśli ci ostatni przyjmowali islam i zaczynali mówić po arabsku. Nowych muzułmanów nie dopuszczano do pełnej społecznej, ekonomicznej i politycznej równości. Strzeżono w ten sposób przede wszystkim dostępu do państwowych pensji. Nawróceni nie-Arabowie, zwłaszcza Persowie, przekonani o własnej wartości wynikającej z dziedzictwa starożytnej kultury, czuli się urażeni narzuconym im niskim statusem społecznym. To samo dotyczyło także pół-Arabów, w tym wykształconych i możnie urodzonych, których po podboju pojawiło się wielu, a których traktowano podobnie.

Trzecia wojna domowa. Abbasydzi.

Z czasem niechęć tych grup wobec panującej dynastii przerodziła się w zaciekłą wrogość. Ale wykazywali ją nie tylko ci, którzy jako nie-Arabowie czuli się poniżeni w faworyzującym Arabów państwie. Inna grupa wrogów wywodziła się ze środowiska szyickiego, czyli partii Alego, która nie zamierzała wybaczyć Umajjadom zabicia Husajna, syna Alego. Inna jeszcze grupa przeciwników dynastii zaktywizowała się w Medynie. Zebrana wokół potomków jednego ze stryjów Proroka, Abbasa Ibn al-Muttaliba i od jego imienia zwana Abbasydami, zaczęła wysuwać roszczenia do władzy, powołując się na pokrewieństwo z Muhammadem. Z tych trzech ugrupowań Abbasydzi okazali się najwytrawniejszymi graczami. Sprawnie doprowadzili do zawiązania szyicko-abbasydzko-perskiej koalicji, na której czele sami stanęli. Jak większość złożonych ruchów, połączonych jedynie wspólnym pragnieniem obalenia panującego systemu, była to koalicja skazana na rozpad zaraz po osiągnięciu celu. Cel zaś osiągnięto. W 744 r. wybuchło długo przygotowywane antyumajjadzkie powstanie. Ta trzecia wojna domowa, różniąca się od poprzednich rozmachem, skończyła się w 750 r. fizyczną likwidacją prawie wszystkich Umajjadów (art. s. 31).

Nowe znaczenie słowa Arab.

Przejęcie przez Abbasydów roli przywódców muzułmańskiej społeczności nie było jedynie zmianą dynastii. Był to punkt zwrotny w historii islamu, rewolucja, która przede wszystkim zniosła arabską dominację na wszystkich szczeblach władzy państwowej. Na wszystkich, z wyjątkiem najwyższego: abbasydzki kalif był Arabem, choć, podobnie jak w wypadku wielu mieszkańców imperium, coraz częściej, z racji mieszanych związków, płynęła w nim także niearabska, najczęściej perska krew. Znaczna część jego oddziałów była niearabska, a wśród urzędników administracji państwowej, której główna siedziba znajdowała się teraz we właśnie zbudowanym Bagdadzie, przeważali Persowie zarówno muzułmańskiego, jak i zoroastryjskiego wyznania oraz chrześcijańscy Arabowie i Aramejczycy. W znaczeniu słowa Arab dokonała się wówczas ważna zmiana: Arabowie przestali być zamkniętą, dziedziczną kastą, a stali się narodem gotowym uznać za swego każdego mówiącego po arabsku muzułmanina.

Innowiercy.

Jedynymi wewnętrznymi obcymi zostali w tej sytuacji zimmi, chrześcijanie i żydzi żyjący w państwie muzułmańskim. Byli tu ludźmi drugiej kategorii w tym sensie, że płacili wyższe podatki i z powodu przynależności religijnej zaczynali doświadczać pewnych niedogodności. Radykalizacja stosunku do innowierców wiązała się, z jednej strony, z zanikaniem pierwotnej arabskości świata arabsko-muzułmańskiego i charakterystycznego dlań braku uprzedzeń. Z drugiej przyczyniało się do niej przyspieszenie islamizacji i wyrównywanie się dysproporcji między muzułmanami a niemuzułmańską ludnością. Podstawą stosunków międzywyznaniowych stawał się powoli zestaw represyjnych przepisów, uporczywie nazywany paktem Umara, mimo że kalif Umar żył za wcześnie, by móc być autorem tego dokumentu. I choć świat średniowiecznego islamu w coraz mniejszym stopniu był międzywyznaniowym rajem, to faktem jest, że przez większość epoki Abbasydów niemuzułmanie, poza okazjonalnymi represjami, nie byli nękani.

Cywilizacja arabsko-muzułmańska.

Fakt, że w wyniku abbasydzkiego przewrotu Arabowie stracili wynikające z arabskości przywileje, nie zmienił tego, co najistotniejsze: język arabski (art. s. 21) utrzymał niekwestionowany status w sprawach państwa, życiu intelektualnym i religii (art. s. 15), która, obok systemu prawnego i języka arabskiego, stanowiła zasadnicze spoiwo imperium. Połączenie owej niepodważalnej roli języka arabskiego jako nośnika kultury i wiary z wszechstronną inspiracją wpływami perskimi (art. s. 57) oraz umiejętnością korzystania z wiedzy i doświadczenia nie-Arabów i niemuzułmanów odegrało kluczową rolę w kształtowaniu się zarówno przebogatej kultury abbasydzkiej, jak i cywilizacji arabsko-muzułmańskiej. Doprowadziło przede wszystkim do niezwykłej erupcji drzemiącego na Bliskim Wschodzie potencjału intelektualnego. Najbardziej charakterystycznym przejawem tego zjawiska było przetłumaczenie na arabski całego naukowego dziedzictwa starożytnej Grecji, co umożliwiło przyswojenie owego dziedzictwa przez świat muzułmański i, w konsekwencji, stworzenie inspirowanego starożytną wiedzą własnego dorobku naukowego (art. s. 47).

Silna inspiracja abbasydzkiego Bagdadu kulturą perską miała też inne skutki. Naśladowanie przez rządzące elity perskiego, sasanidzkiego ceremoniału dworskiego przekształciło dwór kalifa (art. s. 58) w centrum pełnego przepychu i urzędniczych nadużyć życia, gdzie przesadną świetność traktowano jako jeden ze sposobów oddziaływania na wyobraźnię poddanych i wzbudzenia w nich szacunku dla władzy kalifa. Wobec faktu, że właściwie od początku panowania abbasydzcy władcy nie radzili sobie dobrze z panowaniem, tak rozumiane wydatki na reprezentację mogły rzeczywiście służyć wizerunkowi władcy. Ale ostatecznie nie na wiele się zdały.

Bunt prowincji.

Bunty i rozruchy na tle religijnym i społecznym oraz przede wszystkim coraz silniejsze ruchy secesjonistyczne powodowały, że kontrolowane przez kalifów terytorium szybko się kurczyło. Abbasydzi nigdy zresztą nie panowali nad całością ziem podbitych przez poprzednie pokolenia muzułmanów. Najpierw odłączyła się Al-Andalus, gdzie jedyny ocalały z abbasydzkiej rzezi Umajjada założył hiszpańską gałąź dynastii. Częściej jednak centralny nadzór słabł i w końcu zanikał, kiedy gubernator prowincji przekształcał swoje namiestnictwo w autonomiczne państwo. Przez VIII, IX i X w. usamodzielniały się w ten sposób kolejne dynastie w kolejnych prowincjach, od Maroka i północnej Afryki, przez Egipt, Syrię i Irak, po Chorasan i krańce Azji Środkowej.

Trzy kalifaty.

W X w. część północnej Afryki, Egipt i część Syrii opanowali Fatymidzi – szyicka, ismailicka dynastia wywodząca swoje pochodzenie od Fatimy, córki proroka Muhammada. Ich władcy, przeświadczeni o bezdyskusyjnej i jedynej słuszności swych praw do panowania nad światem islamu, tytułowali się kalifami, Abbasydów zaś uważali za uzurpatorów. Odpowiedzią na powstanie konkurencyjnego wobec Bagdadu kalifatu Fatymidów było utworzenie przez hiszpańskich Umajjadów konkurencyjnego wobec Fatymidów kalifatu umajjadzkiego w Kordobie. W X i XI w., oprócz całej skomplikowanej mozaiki usamodzielnionych prowincjonalnych dynastii, w świecie islamu funkcjonowali zatem równocześnie trzej wrodzy wobec siebie kalifowie.

Rokosz gwardii. Bujjidzi i Seldżucy.

Realna władza kalifa abbasydzkiego ograniczyła się w pewnym momencie do samego pałacu, choć nawet i tam wpływy miał niewielkie. Gdy nieumiejętność zdyscyplinowania silnie zantagonizowanej armii doprowadziła w 861 r. do zamordowania przez turecką najemną gwardię kalifa Al-Mutawakkila, niemoc dynastii była już nieuleczalna. Rozpoczął się długi okres anarchii, podczas którego tureccy oficerowie dysponowali tronem władcy według własnego, silnie zmiennego uznania. W połowie X w. samowolę tureckiej gwardii zakończyli Bujjidzi, szyicka dynastia wojskowa perskiego pochodzenia, która zdominowała Bagdad i rezydującego w nim kalifa. Bujjidów z kolei wyparli przybywający z Azji Środkowej Turcy seldżuccy, którzy pojawili się w Bagdadzie w 1055 r. Za ich panowania kalif był marionetką w stopniu większym niż kiedykolwiek, ale dla sytuacji w świecie islamu nie miało to w sumie większego znaczenia. XI w. był okresem wielkości Seldżuków, którzy nie tylko zajęli ogromne połacie Azji, ale w wielkiej bitwie pod Manzikertem zdołali pokonać armię bizantyjską i rozpoczęli zasiedlanie Anatolii.

Rozpad i dziedzictwo imperium.

Rozpad imperium, choć nastąpił w epoce Abbasydów, nie był spowodowany jedynie niemocą tej dynastii. Trwalsze zjednoczenie tak rozległego terytorium było właściwie od początku nierealne, a centralne zarządzanie nie miało tu racji bytu. Nieunikniony zanik arabskiej supremacji politycznej nie oznaczał utraty bezcennej wartości; zwłaszcza że leżała ona zupełnie gdzie indziej. Stanowiły ją religia islamu i język arabski, jedyne spoiwa owej ogromnej politycznej, religijnej, etnicznej i językowej mozaiki. Łącząc się z lokalnymi, niearabskimi i niemuzułmańskimi wartościami, te dwa elementy stały się nośnikiem twórczej, inspirującej energii, która spowodowała niebywały rozwój handlu, nauki, medycyny, literatury, sztuki, architektury, rzemiosła i kultury rolniczej. Z rozkwitu cywilizacyjnego, który nastąpił w epoce abbasydzkiej, przez długie wieki czerpał cały świat islamu.

Berberowie

Północna Afryka była w starożytności jedną z najważniejszych i najbardziej rozwiniętych gospodarczo prowincji Cesarstwa Rzymskiego, w późnym antyku należąc do cesarstwa zachodniorzymskiego (biskupem niewielkiego północnoafrykańskiego miasta Hippona był w IV w. św. Augustyn). W V w. znaczna jej część (a także Sardynia, Korsyka i Sycylia) dostała się na krótko pod władzę germańskiego plemienia Wandalów. W pierwszej połowie VII w. tereny te stanowiły peryferie cesarstwa wschodniorzymskiego (Bizancjum). Zamieszkane były przez ludność łacińską i rdzenne plemiona Berberów, bitnych i nader niechętnie akceptujących obcą władzę. (Najsłynniejszy ich akt oporu przeciw muzułmanom był kierowany przez tajemniczą postać, berberską królową znaną w arabskich źródłach jako al-Kahina – wieszczka). Z początku powierzchownie zislamizowani, wciąż byli przywiązani do własnej niezależności, a ich relacje z arabskimi władcami nie zawsze układały się harmonijnie. Jak pokażą dalsze dzieje, Berberowie jeszcze nieraz mieli destabilizować sytuację polityczną, niejednokrotnie (zwłaszcza w VIII stuleciu) zagrażając muzułmańskiemu panowaniu, a w Hiszpanii stanowiąc istotny czynnik społeczny i polityczny w całych dziejach muzułmańskiej obecności na Półwyspie Iberyjskim (art. s. 31).

M.W.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną