Szlaki interesów
Gdy wojownicy arabscy podbijali świat, kupcy rozjeżdżali się po nim w poszukiwaniu cennych towarów. Dalekosiężny handel i kontakty na kilkaset lat stały się domeną Arabów, podstawą ich bogactwa i stymulatorem rozwoju cywilizacyjnego.

Na północ od Dniepru

Geografowie o Słowianach.

Wielki francuski badacz André Miquel nazwał geografię córką kalifatu ze względu na bliskie związki tej dziedziny wiedzy z kulturą i ideologią władzy w apogeum potęgi rodu Abbasydów (IX w.). Najkrócej rzecz ujmując, geografia arabsko-muzułmańska (chodzi o dzieła pisane w języku arabskim – nie wszyscy autorzy byli Arabami) była geografią humanistyczną, to znaczy poprzez refleksję na temat świata, jego natury i ukształtowania pragnęła dochodzić do wiedzy na temat zamieszkujących go ludzi. Przejawiało się to w znacznym stopniu w recepcji i adaptacji antycznej greckiej koncepcji stref klimatycznych, na które dzielono ziemię; wedle tej myśli, cechy charakteru ludzi zależały w znacznym stopniu od tego, jakie tereny zamieszkiwali, od tamtejszego klimatu, nasłonecznienia, a także zasobów.

O Słowiańszczyźnie wspomina dość duża liczba klasycznych arabsko-muzułmańskich traktatów geograficznych, a wśród ich autorów są postaci takie jak al-Chwarizmi, Ibn Churradazbih, al-Mas’udi, al-Istachri, Ibn Hawkal, al-Idrisi i wielu innych. Odnajdujemy tam także podróżników, jak np. żyjącego w X w. uczestnika abbasydzkiego poselstwa do Bułgarów nadwołżańskich Ibn Fadlana (który trafił do popkultury, na kanwie jego losów i relacji z podróży bardzo luźno opiera się film „Trzynasty wojownik” z Antonio Banderasem); podróżnikiem był także autor jednego z najważniejszych tekstów traktujących o państwie Mieszka I – pochodzący z Tortosy kupiec imieniem Ibrahim ibn Ja’kub, najprawdopodobniej muzułmanin pochodzenia żydowskiego (podróż swą zakończył w Kordobie w 967 r., a jego relacja cytowana jest w jedenastowiecznym traktacie geograficznym al-Bakriego).

Szlaki handlowe.

Autorów arabsko-muzułmańskich piszących o Słowiańszczyźnie interesują głównie kwestie związane z handlem. Ziemie zamieszkane przez Słowian stanowiły istotne źródło towarów luksusowych, wśród których najważniejsi byli niewolnicy (niezbędni w praktycznie każdej dziedzinie życia, jako słudzy, nałożnice czy strażnicy haremów, którymi byli zwykle eunuchowie, ale także wojownicy) oraz futra. Innymi dobrami, którymi handlowano ze Słowiańszczyzną, były miód, wosk, drewno, bursztyn, rtęć, kły i kości zwierzęce, a także, być może, broń (w źródłach pojawiają się wzmianki o „mieczach z kraju Rusów”, które miały być bardzo cenione).

Ziemie Słowian stanowiły część całego systemu handlowego wykorzystywanego przez kupców ze świata islamu. Szlaki handlowe biegły z Persji, poprzez Azję Środkową, ziemie Chazarów (w handlu z którymi kupcy słowiańscy odgrywali często rolę pośredników), samą Słowiańszczyznę, Europę Zachodnią oraz al-Andalus, skąd towary z Europy dystrybuowano do innych części świata muzułmańskiego. Autorzy źródeł poświęcają sporo miejsca realiom wymiany handlowej: gdzie można było pozyskać dany towar, gdzie go sprzedać, bądź też np. gdzie kastrowano niewolników. W tej ostatniej sprawie źródła często wymieniają al-Andalus, choć Ibrahim ibn Ja’kub podaje, że czyniono to również w Pradze, którą autorzy arabscy nazywają Fragha lub Ifragha i która była, jak się zdaje, ważnym punktem wymiany, gdzie przybywali kupcy z towarami z Krakowa (ar. Kraku) i Rusi.

Słowianie – niewolnicy.

Mogłoby się wydawać, że autorzy arabsko-muzułmańscy posługują się terminem Słowiańszczyzna w sposób precyzyjny, tymczasem sprawa wcale nie jest taka prosta. Słowo używane w źródłach to Sakaliba (l. poj. Siklabi bądź Saklab), sporadycznie pojawiają się inne określenia. Pochodzi ono od greckiego bizantyjskiego sklabos, oznaczającego niewolnika (które przeszło do średniowiecznej łaciny jako sclavus i bierze od niego początek określenie Słowian w większości języków europejskich). W języku arabskim Saklab lub Siklabi niekoniecznie musiało oznaczać akurat Słowianina, lecz rozciągało się (zwłaszcza w źródłach pochodzących z al-Andalus) na wszelką ludność niearabską o jasnych bądź rudych włosach, np. pochodzenia kaukaskiego. (Niektóre z państw powstałych po rozpadzie kalifatu kordobańskiego tamtejsi historycy określają jako „rządzone przez Sakaliba” i przypuszczalnie chodzi tu o wojskowych pochodzenia kaukaskiego, nie zaś słowiańskiego).

Istotne jest tu jednak głównie to, że już sama arabska nazwa Słowian, pochodząca od słowa greckiego, wskazuje, iż głównym towarem eksportowym z tych terenów byli właśnie niewolnicy.

Spory lokalizacyjne.

Autorzy różnią się między sobą w kwestii lokalizacji ziem zamieszkanych przez Słowian. Najczęściej umieszczają je w szóstej (rzadziej w siódmej lub ósmej) strefie klimatycznej, przy czym wiele źródeł podaje, że główny ich ośrodek znajdował się na północ od rzeki Dniepr (wiele z tych informacji przejęta jest ze źródeł greckich, niekoniecznie zatem dokładnie odpowiada sytuacji w IX–XI w.). Na ogół geografowie arabsko-muzułmańscy sytuują Słowian w tej samej strefie klimatycznej co Chazarów oraz ludy tureckie. Ibn Churradazbih i Ibn al-Fakih uważają Słowiańszczyznę za jedną z kilku większych części, z których składa się Europa; są to al-Andalus, terytoria bizantyjskie (ar-Rum), kraj Franków (al-Firindża) i właśnie Słowiańszczyzna (as-Sakaliba). W ich oczach ta ostatnia była rozległą równiną, na której rosła ogromna liczba drzew (motyw ten powtarza się w bardzo wielu relacjach; drewno było, jak wspomniano, jednym z importowanych towarów).

Ludy słowiańskie.

Ludy słowiańskie opisywane przez wspomnianych autorów to Rusowie (ar-Rus) oraz Bułgarzy (Bulghar). Ale, jak się wydaje, tylko Ibn Churradazbih uważa Rusów za lud słowiański (to znaczy należący do as-Sakaliba), inni autorzy albo nie precyzują tej kwestii, albo też piszą o Rusinach i Słowianach jako całkowicie odmiennych grupach. Nie ma także zgody w źródłach w kwestii dokładnej lokalizacji ziem Rusów. Jeśli natomiast chodzi o Bułgarów, tu konfuzja jest jeszcze większa, gdyż, jak się zdaje, mianem tym autorzy określali co najmniej pięć różnych grup plemiennych, są natomiast bardziej precyzyjni, jeśli chodzi o lokalizację tych plemion i, jak się zdaje, stosunki polityczne kalifatu abbasydzkiego z Bułgarami były bardziej ożywione niż z Rusami.

Stopień wiedzy autorów na temat ludów słowiańskich mógł oczywiście być różny – dobrze zorientowani wydają się Ibrahim ibn Ja’kub oraz Ibn Fadlan, którzy pisali na podstawie osobistych doświadczeń. Co interesujące (choć nie chodzi stricte o ludność słowiańską), jeden z autorów, pochodzący z al-Andalus Abd al-Hamid al-Gharnati (zm. 1169 r.), mieszkał podczas swoich podróży przez kilka lat na Węgrzech, a nawet przekazuje pewne informacje na temat żyjących tam podobno muzułmanów.

W świecie muzułmańskim najpewniej uważano Słowiańszczyznę za daleką zagranicę, będącą źródłem luksusowych i egzotycznych towarów, ale liczba wzmianek wskazuje na to, że budziła ona zainteresowanie.

Mateusz Wilk

 

Na Dalekim Wschodzie

Wielbłądy i żaglowce.

W 1998 r. niemiecki nurek Tilman Walterfang natrafił koło wyspy Belitung na Morzu Jawajskim na wrak pełen porcelany z czasów dynastii Tang (618–907 r.). Konstrukcja i pochodzące z Indii lub Afryki drewno wskazały, że statek zbudowali Arabowie. Obecność arabskiej jednostki na tych wodach nie jest czymś wyjątkowym, Morze Jawajskie znajdowało się na szlaku handlowym łączącym Chiny z Półwyspem Arabskim. Od połowy I tys. pływały tam chińskie dżonki, arabskie dhow i hinduskie dungije. Jako pierwsi do portów hinduskich i chińskich trafili kupcy perscy, ale oni chętniej transportowali towary lądem, wykorzystując Jedwabny Szlak. Arabowie uznali jednak, że droga morska – mimo raf koralowych i utrudniających żeglugę wiatrów monsunowych, które przez pół roku wieją ze wschodu na zachód, a przez drugą połowę w stronę przeciwną – jest lepsza. Co prawda w napisanym w X w. traktacie „Wspaniały świat Oceanu Indyjskiego” pojawia się informacja, że statki wypływające z portów arabskich do Chin wracały dopiero po 2–3 latach, ale rekompensatą były ładownie pełne luksusowych towarów. Szlak Jedwabny powoli tracił na znaczeniu na rzecz morskiego szlaku wonności również dlatego, że sprawdzał się jedynie w przypadku transportu lekkich a drogich towarów, jak kadzidło czy jedwab, nie nadawał się natomiast do przewożenia płodów rolnych czy wytwarzanej od VII w. chińskiej porcelany.

Przystanek w Indiach.

Arabowie nadal świetnie radzili sobie z transportem karawanowym, korzystając z dobrze zorganizowanych szlaków pustynnych, na których dla wygody i ochrony podróżników wznoszono karawanseraje, jednak handel dalekosiężny szedł głównie szlakami wodnymi. Niezwykła sprawność, wyczucie rynku, a przede wszystkim zwykły praktycyzm przyczyniły się do sukcesu Arabów, którzy stali się najaktywniejszymi pośrednikami między Europą a Dalekim Wschodem. I tak jak z Afryki i Europy sprowadzano głównie niewolników i surowce, tak kontakty Półwyspu Arabskiego z Chinami miały charakter bardziej partnerski. Arabowie wywozili mirrę, kadzidło, perfumy różane, a później też konie, dywany i broń ze stali damasceńskiej i wymieniali je na Wschodzie na jedwab, porcelanę, nefryt, przyprawy, tekstylia bawełniane i wiele innych towarów. Ponieważ żeglowano wówczas wzdłuż brzegów od portu do portu, arabskie statki – zanim trafiły do Chin – najpierw zatrzymywały się w Indiach.

Co prawda wojska arabskie zajęły prowincje Sindu (dziś Pakistan) w 712 r., ale Hindusi mieli kontakt z wyznawcami Allaha już wcześniej, kiedy arabscy kupcy osiedlili się w południowo-zachodnich miastach portowych Półwyspu Indyjskiego. W Kasaragodzie w prowincji Kerala Arabowie pojawili się w pierwszej połowie VII w., już w 642 r. zbudowali tam meczet, a nawet nawrócili na islam pierwsze grupy Hindusów. Geograf i historyk Al Masudi, podróżujący w X w. po krajach położonych nad Oceanem Indyjskim, wspominał, że kupcy z Omanu, Sirafu, Basry i Bagdadu żenili się i osiedlali również w innych indyjskich portach.

Początkowo muzułmanie władający krainami graniczącymi z Indiami nie byli zainteresowani ich podbojem. Zmiana nastąpiła po 977 r., gdy do władzy doszła mająca tureckie pochodzenie dynastia z afgańskiego miasta Ghazni. Za jej rządów miasto stało się ważnym ośrodkiem kulturalnym świata arabskiego, a Mahmud z Ghazni (998–1030 r.), który aż 17 razy atakował dolinę Indusu, zdobył Pendżab. Jednak rządy muzułmanów w Indiach stały się bardziej uciążliwe dopiero pod koniec XII w., gdy władzę przejęła dynastia Ghurydów. Po wygranej w starciu z wojskami hinduskimi pod Taraori i zdobyciu Dehli stworzyli sułtanat delhijski, który pozostał pod rządami muzułmańskimi aż do 1526 r. Jednak kłopoty mieszkańców Półwyspu Indyjskiego z muzułmańskimi sąsiadami nie miały wpływu na kontakty handlowe z Arabami, którzy do Indii przyjeżdżali po bawełnę, drogie kamienie, pszenicę, ryż i cukier.

Cel: Chiny.

Arabowie po zatrzymaniu się w Indiach płynęli dalej na wschód Morzem Chińskim – jak nazywali Ocean Indyjski. Na Jawie, Sumatrze i Półwyspie Malajskim kupowali korzenie, pieprz, drewno sandałowe, szylkret i złoto, ale ich celem były Chiny. Trafili tam w połowie VII w. i w Kantonie założyli pierwszą kolonię handlową. Chińscy muzułmanie utrzymują, że islam sprowadzili do Chin towarzysze Proroka (sahabas) już w 616–617 r., albo, niewiele później, Sa’ad ibn abi Waqqas – kuzyn Proroka. Jednak pierwszą oficjalną wizytę dyplomatyczną Arabów na dworze cesarskim w Czangan odnotowano dopiero w 713 r. Zapamiętano ją dobrze, gdyż muzułmanie nie chcieli paść na twarz przed cesarzem, twierdząc, że robią to tylko przed Allahem, człowiekowi mogą się najwyżej pokłonić. Wizyta ta była początkiem oficjalnych kontaktów między dwiema potęgami drugiej połowy I tys. – ogromnymi, najlepiej pod względem cywilizacyjnym rozwiniętymi Chinami i ekspansywnymi Arabami, którzy zgodnie z doktryną dżihadu dążyli do podporządkowania islamowi całego świata.

Otwarta na świat dynastia Tangów nie miała nic przeciwko osiedlającym się w ich miastach Arabom. Szybko się tam zadomawiali, a ponieważ bogaci muzułmanie byli utożsamiani ze środowiskiem ówczesnych elit, islam błyskawicznie znalazł wyznawców wśród tubylców. Muzułmanie mieszkali, budowali meczety i nauczali w miastach portowych – Kantonie, Quanzhou i Hangzhou, ale też w głębi lądu w Xi’an, Kaifeng i Yangzhou. Tylko raz, w 751 r., doszło do starcia Chińczyków z Arabami na polu bitwy nad rzeką Tałas (Talas) w dzisiejszym Kazachstanie. Jego znaczenie jest różnie oceniane – podczas gdy jedni mówią, że była to zwykła potyczka, inni twierdzą, że należy je uznać za największą bitwę VIII w., która zadecydowała o losach ówczesnego świata i zatrzymała ekspansję Chin na zachód, a Arabów na wschód.

Cywilizacja papieru.

Do konfliktu doszło, gdy wasale chińscy zamieszkujący przełęcze Hindukuszu i Pamiru wezwali na pomoc Chińczyków, po tym jak Arabowie zajęli ziemie za Amu-darią w Uzbekistanie. W lipcu nad rzeką Tałas stanęli naprzeciw siebie wojownicy arabscy Zijada ibn Saliha i armia chińska dowodzona przez Gao Xian-zhi. Przebieg bitwy i liczebność wojsk nie są do końca pewne, ale Arabowie zwyciężyli ponoć dlatego, że w pewnym momencie na ich stronę przeszła część chińskich sprzymierzeńców. Mówi się o 50 tys. poległych żołnierzy po stronie chińskiej i 20 tys. jeńców wziętych do niewoli. W rezultacie Chiny wycofały się z Azji Centralnej, ale o dziwo kalifat także zrezygnował z podboju Wschodu. Niektórzy badacze twierdzą, że Arabów zatrzymały góry (jak w Europie Pireneje), bo ich wojska lepiej czuły się na równinach. Według niektórych największe znaczenie tej bitwy dla cywilizacji europejskiej wiązało się z tym, że wśród jeńców byli specjaliści od wyrobu papieru. Osadzono ich w Samarkandzie, gdzie swoje umiejętności przekazali Arabom, a miasto stało się ośrodkiem wyrobu papieru najwyższej jakości. Wkrótce papier produkowano też w Bagdadzie (794 r.), Damaszku, Egipcie (ok. 900 r.) i Maroku (ok. 1100 r.), a w połowie XII w. również w Europie.

Bitwa nad rzeką Tałas nie zaszkodziła ani kontaktom handlowym, ani politycznym. W 1070 r. cesarz Zhengzong z chińskiej dynastii Song (960–1279 r.) poprosił ponad 5 tys. muzułmanów z Buchary, dowodzonych przez księcia Amira Sayyida, by pomogli mu w walce z burzącą się na północy dynastią Liao. Muzułmanie nadal trudnili się handlem i specjalizowali w żegludze, dlatego często zostawali zarządcami chińskiej floty. Było to tym większym zaszczytem, że w 1132 r. cesarz Kao-tsu stworzył chińską marynarkę wojenną z prawdziwego zdarzenia, która miała chronić statki handlowe pływające do Japonii, na Jawę, Sumatrę, do Indii i na Półwysep Arabski. Za dynastii Ming (1368–1644 r.) żaden kraj na świecie nie miał większej floty niż Chiny – liczyła ona 28 tys. marynarzy i dysponowała największymi żaglowcami wszech czasów (ich długość dochodziła do 130 m). Dowódcą chińskiej floty był muzułmanin i eunuch – admirał Zheng He. Jego morskie wyprawy przyczyniły się do rozwoju handlu chińskiego i sztuki nawigacji.

Gdy Chiny powoli zaczęły zamykać się i izolować od reszty świata – nowi muzułmanie nie napływali już do Państwa Środka, a starzy stopniowo wtopili się w chińskie społeczeństwo. Kontakty handlowe świata arabskiego z Dalekim Wschodem rozwijały się jednak całkiem dobrze do pojawienia się w Indiach Portugalczyków w 1498 r., ale zamarły dopiero w XVIII w., po tym jak Anglicy i Holendrzy zdominowali Ocean Indyjski.

Siła kupców.

Trzeba przyznać, że Arabowie mieli wyjątkową smykałkę do interesów. Synowie pustyni nie tylko stali się władcami mórz i oceanów, lecz także wymyślili system bankowy, weksle i czeki. Skalę i wpływ handlu morskiego w krajach arabskich potwierdzają dokumenty zachowane m.in. w kairskiej genizie. Jest w nich mowa o organizacji kupieckiej funkcjonującej w XIV w., zwanej karim. Być może był to rodzaj konwoju, którego zadaniem była opieka i ochrona kupców handlujących przyprawami na Oceanie Indyjskim przed piratami i roszczeniami lokalnych władców.

W społeczeństwie arabskim kupcy stanowili liczącą się, świetnie zorganizowaną i bardzo zamożną warstwę społeczną. Wielu myślicieli i uczonych zajmujących się teologią, historią czy prawem muzułmańskim przed zajęciem się nauką trudniło się handlem. Dopiero gdy udało im się zgromadzić odpowiedni majątek i zobaczyć kawałek świata, oddawali się zajęciom duchowym i intelektualnym. Arabscy kupcy wiele nowości sprowadzonych ze Wschodu potrafili twórczo rozwinąć i upowszechnić. Tak było z papierem, porcelaną, szachami i innymi wynalazkami, a także ze sprowadzonymi z różnych stron świata roślinami, jak trzcina cukrowa, cytrusy, len, bawełna, migdały, kawa czy przyprawy.

Agnieszka Krzemińska

 

W Czarnej Afryce

Na południe od Sahary.

W podboju Azji i Europy przeszkodziły Arabom wysokie góry, w Afryce zniechęciła ich największa pustynia świata i lasy równikowe. Miejsce podboju militarnego zajęły stałe kontakty handlowe i szerzenie islamu wśród ludów żyjących w Afryce Zachodniej – na południe od Sahary, w dolinie Nilu i na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego. Bo to właśnie w tych trzech regionach Afryki aktywność Arabów była największa.

Nad Nigrem i Senegalem od V w. istniały zorganizowane państwa. W drugiej połowie I tys. była to Ghana (ani terytorialnie, ani historycznie niezwiązana z dzisiejszym państwem o tej nazwie), później Mali, a po 1500 r. Songhai. Zamożne warstwy wyższe potrzebowały dóbr luksusowych, dlatego za niewolników, kość słoniową, złoto, strusie pióra, futra, orzeszki koli oraz cywet (pachnidło wytwarzane z gruczołów cywety afrykańskiej) wymieniały się z mieszkańcami Afryki Północnej na konie, tkaniny, narzędzia i broń. Handel transsaharyjski przynosił wszystkim duże korzyści, muzułmańscy władcy Afryki Północnej podtrzymywali zatem dawne kontakty handlowe.

Gdy wyznający islam Arabowie i Berberowie stali się najważniejszymi partnerami elit Afryki Zachodniej, plemiona pośredniczące w handlu i mieszkańcy miast w tej części Afryki zaczęli stopniowo przechodzić ze starych wierzeń na islam, co przynosiło im wymierne korzyści. W 1076 r. Ghana została zniszczona przez muzułmańską armię berberyjskich Almorawidów przybyłych z równin Mauretanii. Choć nie byli oni w stanie na dłużej zapanować nad ludami żyjącymi nad Senegalem i Nigrem, islamizacja tych terenów nabrała tempa. Władcy Mali i Songhai byli już muzułmanami. Miasta takie jak Walata, Djenné, Timbuktu, Gao stały się liczącymi się w świecie arabskim ośrodkami handlu. Z czasem też – ważnymi ośrodkami kultury.

W Timbuktu w czasach największej świetności historycy spisywali dzieje Sahelu, astronomowie śledzili ruchy gwiazd, lekarze opracowywali nowe terapie, a tysiące studentów uczyło się prawa, literatury czy teologii. Jako lingua franca służył arabski. Ponieważ nie było budynków uniwersyteckich, studenci pobierali nauki w domach wykładowców lub meczetach. Za pośrednictwem kupców marokańskich i algierskich z północy sprowadzano cenne księgi. W połowie XV w. największa biblioteka Timbuktu liczyła 30 tys. woluminów. Znaczenie miasta oddaje powiedzenie: „Sól pochodzi z północy, złoto z południa, srebro z kraju białego człowieka, ale słowo boże i skarby mądrości można znaleźć tylko w Timbuktu”.

W dolinie Nilu.

W starożytności dolina Nilu była ważnym szlakiem handlowym łączącym wnętrze Afryki z Morzem Śródziemnym. Po zajęciu niemal całego Egiptu w 640 r. Arabowie skierowali się do Nubii, ale dwie zorganizowane przeciw niej wyprawy zaskończyły się fiaskiem. Nubijskie królestwa chrześcijańskie (Nobadia na północy, Makuria pośrodku i Alodia na południu) obroniły niezależność, a pogodzeni z przegraną muzułmanie podpisali z Nubią traktat o nieagresji (bakt), będący podstawą długotrwałego pokoju. Nubijczycy zobowiązali się w nim, że co roku będą wysyłać do Egiptu 360 niewolników.

Choć Nubijczycy zostali odcięci od chrześcijan z północy, przez kolejne wieki utrzymywali poprawne stosunki z muzułmanami. Gdy w VIII i IX w. w Egipcie dochodziło do wojen domowych, władcy Makurii interweniowali nawet w obronie egipskich chrześcijan, Koptów. W tym okresie większość ludności Górnego Egiptu była wyznania koptyjskiego i oczekiwała protekcji ze strony chrześcijańskich władców z południa. Gdy Egiptem rządziła dynastia Fatymidów (909–1171 r.), stosunki z chrześcijańską Nubią stały się wręcz przyjazne. Szyiccy Fatymidzi mieli niewielu sojuszników w świecie arabskim, więc uznali chrześcijan z Nubii za przyjaciół, tym bardziej że niewolnicy z południa zasilali ich armię, a handel kwitł w najlepsze – za wysyłane na południe zboże, wino i len Egipcjanie dostawali kość słoniową, bydło, strusie pióra i niewolników.

Pogorszenie stosunków nastąpiło, gdy władzę w Egipcie przejęli Ajjubidzi (1171 r.). Nubijczycy najechali Egipt, prawdopodobnie by wesprzeć Fatymidów, ale Ajjubidzi odparli atak i odpowiedzieli kontrofensywą. Turan Szach – brat Saladyna – pokonał Nubijczyków i kilka lat okupował Qasr Ibrim, zanim wycofał się na północ. Ponoć Ajjubidzi wysłali do Makurii emisariusza, by zorientował się, czy warto ją podbijać. Z jego raportu wynikało, że jest zbyt biedna, dlatego przez następne stulecie całkowicie ją ignorowano. Islamizacja Nubii poczyniła większe postępy dopiero między XIII a XVI w., kiedy Mamelucy zaczęli mocniej napierać na południe. W XIV w. osadzono na tronie Makurii kilku przychylnych władców. W końcu ciągła presja doprowadziła do upadku królestwa. W 1365 r. jej stolica, Stara Dongola, została opuszczona. W XVI w. islamizacja objęła całą Nubię, a w centralnym Sudanie powstały sułtanaty Darfur i Sannar, które zachowały swe znaczenie do XVIII w.

Nad Oceanem Indyjskim.

Żegluga po tym akwenie jest uzależniona od regularnych wiatrów monsunowych. Ponieważ podczas danej pory stale wieją one w jedną stronę, po przybiciu do wybrzeży Afryki Wschodniej trzeba było czekać wiele miesięcy na zmianę kierunku wiatrów, by móc wrócić. To dlatego od VIII w. Arabowie zaczęli osiedlać się w Afryce Wschodniej, na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego. Wraz z Persami i Hindusami utworzyli kwitnące kolonie i miasta portowe – Mogadiszu, Malindi, Mombasa, Zanzibar, Kilwa Kisiwani i Sofala. Na skutek mieszania się muzułmańskich kupców i żeglarzy z miejscową ludnością doszło do wykształcenia się lokalnej kultury Suahili. Kolonizacja ograniczała się jednak w gruncie rzeczy do wąskiego pasa wybrzeża, dalszą ekspansję muzułmanów zablokowały gęste lasy deszczowe.

Z Afryki Wschodniej eksportowano przede wszystkim kość słoniową, złoto, chloryt (używany jako ruda żelaza) i niewolników. Z Bliskiego i Dalekiego Wschodu importowano do Afryki produkty metalowe wysokiej jakości, szkło i porcelanę, a także tkaniny, olejki i przyprawy. Intensywny handel zapewniał portom wschodnioafrykańskim znaczne bogactwo. Od XI do XVI w. przeżywały one okres intensywnego rozwoju i rozkwitu, niektóre z nich miały własne dynastie sułtanów i biły monety. Choć każde z tych miast było samodzielnym ośrodkiem politycznym, łączyły je wspólny język (suahili), islam jako dominujący element kształtujący kulturę oraz podobne struktury społeczne i kulturowe (np. architektura). Od XII do XV w. powstały najważniejsze i najbardziej imponujące meczety i pałace, w których stopiły się elementy afrykańskie, arabskie, a nawet perskie i hinduskie.

Niektóre z miast próbowały nawet zdobyć hegemonię nad innymi ośrodkami, ale nigdy im się to do końca nie udało. Sułtan Al-Hasan ibn Sulejman Abu’l-Mawahib (ok. 1330 r.) z Kilwy, kazał nazywać się zwycięskim królem. Istnieją też świadectwa mówiące o tym, że sułtanowie, powołując się na dżihad przeciwko niewiernym, organizowali mało udane wyprawy wojenne w głąb Afryki. Mimo to stosunki muzułmanów z ludami żyjącymi wewnątrz lądu były dobre, przynajmniej z punktu widzenia warstw rządzących. Gdy na początku XVI w. Kilwa została zaatakowana przez Portugalczyków, plemiona z głębi lądu udzieliły jej pomocy. Mimo to nie udało się powstrzymać Portugalczyków i okres rozkwitu muzułmańskich miast Afryki Wschodniej dobiegł końca.

Rachunek za niewolników.

Ekspansja Arabów i Berberów przyczyniła się do rozwoju Afryki, ale miała też negatywne następstwa. Od VII w. po początki XX w. najbardziej pożądanym przez Arabów towarem byli niewolnicy. W ciągu trzynastu wieków kontaktów na północ wywieziono ich od kilku do kilkunastu milionów. Często to władcy plemion i krajów afrykańskich sprzedawali handlarzom własnych pobratymców, niekiedy niewolnikami stawali się jeńcy pojmani na wojnach. Czasami oddziały muzułmanów napadały na osady i brutalnie uprowadzały mieszkańców, doprowadzając do wyludnienia całych obszarów.

Arabowie gardzili czarnoskórymi Afrykanami i traktowali ich brutalnie. Aby nie dopuścić do tego, by czarni niewolnicy się rozmnażali i mieszali z ludnością arabską, masowo ich kastrowano. Miało to też zagwarantować większą ich uległość. Według arabskiego przysłowia: „Kiedy niewolnik jest głodny – śpi, kiedy jest najedzony – cudzołoży”. Ponieważ islam zabraniał muzułmanom kastrowania, zajmowali się tym chrześcijańscy specjaliści z Górnego Egiptu albo Abisynii. Wielu mężczyzn nie przeżywało kastracji, dlatego cena za eunucha była wyższa. Głównie zatrudniano ich jako dozorców haremów lub odźwiernych. W przypadku kobiet najbardziej liczyła się uroda, ponieważ Arabowie powszechnie utrzymywali stosunki seksualne ze niewolnicami. Świadczą o tym teksty zawierające swego rodzaju rankingi niewolnic. Najmniej ceniono urodę ciemnoskórych niewolnic z centralnej Afryki, które nadawały się jednak do ciężkiej pracy. Najlepszą opinię wśród Afrykanek miały Nubijki. Chrześcijański lekarz Ibn Butlan (XI w.) chwalił ich wiotkie ciała i delikatną skórę.

Eksploatacja kontynentu afrykańskiego i handel niewolnikami miały miejsce już w starożytności, ale Arabowie jako pierwsi rozwinęli je na masową skalę. Ten trwający 1300 lat proceder nie doczekał się wielu opracowań naukowych. Afrykańczycy dopiero zaczynają wystawiać Arabom rachunek (np. antropolog i pisarz senegalskiego pochodzenia Tidiane N’Diaye w „Le Génocide voilé”). Co gorsza, niektóre z patologii – niewolnictwo, traktowanie czarnoskórych mieszkańców jako obywateli drugiej kategorii – mają miejsce do dziś. Między innymi z tego powodu wybuchła wojna domowa w Sudanie, a w 2011 r. – w wyniku referendum niepodległościowego – doszło do podziału Sudanu na muzułmański Sudan Północny i zamieszkiwany głównie przez chrześcijańską i animistyczną ludność murzyńską Sudan Południowy.

Bartosz Nowacki

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną