Iracka pułapka
O wojnie w Iraku i jej konsekwencjach

Zarzuty i preteksty.

11 września 2001 r. skrajna organizacja, czy też lepiej – siatka terrorystyczna Al-Kaida przeprowadziła zuchwały zamach na Nowy Jork i Waszyngton. Jeden z symboli amerykańskiej dominacji nad światem, dwie wieże World Trade Center, został zrównany z ziemią. Zginęło ponad 2700 osób. Choć Irak bezpośrednio nie miał nic wspólnego z tym wydarzeniem, to jednak na fali tzw. wojny z terroryzmem amerykański prezydent USA George W. Bush ogłosił w styczniu 2002 r. istnienie tzw. osi zła, obejmującej Irak, Iran i Koreę Północną. Wiele przesłanek wskazuje, że był to wyłącznie pretekst do ataku, ponieważ w Iraku nie istniały do czasu amerykańskiej napaści ugrupowania o charakterze terrorystycznym, co można, paradoksalnie, uznać za jeden z pozytywów Saddamowskiej dyktatury. Logicznie rzecz biorąc, celem amerykańskiego gniewu powinna stać się raczej Arabia Saudyjska, skąd pochodzili zamachowcy, stało się jednak inaczej.

Irak był bardzo osłabiony ekonomicznie w efekcie wojen prowadzonych prawie bez przerwy od 1979 r. (wojna iracko-irańska), ale i sankcji nałożonych na Bagdad po Pustynnej Burzy, jak nazywano wojnę o Kuwejt z lat 1990–91. Z drugiej jednak strony był wzmocniony prestiżowo. Wojska koalicyjne, choć pokonały armię iracką i wyzwoliły Kuwejt spod okupacji, nie postawiły kropki nad i, pozwalając przetrwać prezydentowi Saddamowi Husajnowi na stanowisku, co oczywiście wykorzystywane było propagandowo jako zwycięstwo, przynajmniej moralne, Iraku i przyczyniło się do tego, że Saddam w wielu kręgach arabskich (nie tylko irackich) stał się bohaterem narodowym jako ten, który miał odwagę przeciwstawić się obcej ingerencji w sprawy wewnątrzarabskie.

W drugiej połowie 2002 r. prezydent Bush ogłosił, że bardzo poważnie rozważa atak na Irak. Wysuwane były zarzuty, że ma on udział w szkoleniu terrorystów muzułmańskich oraz że produkuje broń masowego rażenia i że jest już bliski zbudowania bomby jądrowej. Konsultacje Busha ze sprzymierzeńcami zarówno na Zachodzie, jak i w świecie arabskim i muzułmańskim okazały się bardzo trudne, ponieważ nie istniał wówczas jednolity front przeciwko Irakowi – przede wszystkim wiele krajów nie godziło się na agresję ze względu na brak aprobaty ze strony ONZ. Jednakże USA zdeterminowane były podjąć operację na własną rękę. 12 września 2002 r. amerykański prezydent wygłosił na forum ONZ przemówienie, w którym udowadniał zasadność ataku: Irak niepoważnie traktuje Narody Zjednoczone, lekceważąc wiele rezolucji tej organizacji. Jakiekolwiek ruchy ze strony tego państwa wskazujące, że kraj gotów jest podporządkować się niemal wszelkim wymaganiom wspólnoty międzynarodowej, były przez USA interpretowane zawsze na szkodę Iraku.

(Niektórzy analitycy wskazują na jeszcze inny, dość specyficzny aspekt sprawy. Otóż Bush ma ścisłe związki z fundamentalistycznymi organizacjami protestanckimi w USA, a wśród apokaliptycznych zapowiedzi teleewangelistów jest m.in. taka, że koniec świata nastąpi, kiedy władzę nad światem przejmie Babilon, który, jak wiadomo, leży na terenie Iraku. Uprzedzający atak na Babilon miałby zapobiec końcowi świata).

Wojna i okupacja.

Groźby z 2002 r. zostały spełnione 20 marca 2003 r. – koalicja, w której skład weszły nieliczne państwa, w tym Polska i Wielka Brytania, zaatakowała Irak i po stosunkowo krótkich działaniach wojennych 9 kwietnia 2003 r. obaliła reżim Saddama, rozpoczynając okupację kraju i zapowiadając rychłe wprowadzenie w Iraku wzorcowej demokracji bliskowschodniej. Wojna ta wywołała rodzaj kryzysu w stosunkach międzynarodowych, głównie na osi USA–Unia Europejska. Zarzuty kierowane przeciwko Irakowi okazały się nieprawdziwe (nie dowiedziono współpracy Saddama z Al-Kaidą ani posiadania przez Irak zakazanych rodzajów broni), stąd coraz częściej pojawiały się głosy, że powody ataku były trywialne i przyziemne – przede wszystkim chęć kontroli nad irackimi złożami ropy naftowej. Zresztą, jeśli to był prawdziwy cel interwencji, to został on osiągnięty. 1 maja Bush ogłosił zakończenie wojny, a w czerwcu 2003 r. nastąpił podział Iraku na tzw. strefy odpowiedzialności, z których jedna została przejęta przez Polskę. Akcja ta została nazwana Iraqi Freedom – Wolność dla Iraku.

Po upadku Saddama nastał w Iraku czas całkowitego bezprawia. Na porządku dziennym były rabunki i napady. Amerykanie chronili pałace Saddama i ośrodki dyspozycyjne, zostawiając miasto i cały kraj na pastwę rabusiów, w tym także wywodzących się z sił zbrojnych USA. Wkrótce została przeprowadzona debasyfikacja – w praktyce pozbawienie możliwości pracy wszystkich członków byłej partii rządzącej (Al-Baas), oraz rozwiązanie armii, co okazało się jednym z większych błędów w całym konflikcie.

13 lipca 2003 r. USA powołały tzw. Radę Zarządzającą, która po wielu dyskusjach uchwaliła 8 marca 2004 r. dokument nazywany konstytucją tymczasową. W czerwcu 2004 r. Irak formalnie otrzymał suwerenność, Rada została rozwiązana, a okupacja amerykańska formalnie została zakończona. W tym samym miesiącu wybrano nowego prezydenta, którym został sunnita Ghazi al-Jawar, i premiera – szyitę Ijada Alawiego, którzy sprawowali swoje urzędy do czasu pierwszych demokratycznych wyborów 30 stycznia 2005 r. Tymczasem na ogromną siłę polityczną wyrośli szyici. Powstało wiele nowych partii i ugrupowań politycznych, a od czasu formalnego zakończenia wojny w Iraku trwała wojna partyzancka, szczególnie wzmożona na terenach sunnickich.

Wyrok na Saddama.

Biorąc pod uwagę dość iluzoryczne osiągnięcia okupantów w Iraku, wielkim osiągnięciem było schwytanie samego Saddama Husajna 13 grudnia 2003 r. w gospodarstwie niedaleko rodzimego Tikritu. Był to duży cios dla sił partyzanckich (nazywanych rebeliantami) – na jakiś czas siła ataków osłabła, ale była to tylko chwilowa reakcja. W rzeczywistości na dłuższą metę nic się nie zmieniło, choć Saddam został ostatecznie osądzony w pokazowym procesie i skazany na śmierć, a wyrok wykonano 30 grudnia 2006 r.

Wybory.

Tymczasem 30 stycznia 2005 r. odbyły się wybory powszechne, zbojkotowane przez zdecydowaną większość sunnitów, które wygrał szyicki Zjednoczony Sojusz Iracki. Po raz pierwszy w dziejach Iraku szyici sięgnęli po władzę, ale nie mogli jej sprawować bez akceptacji ze strony tak Kurdów, jak i faktycznie nadal silnych i wpływowych ugrupowań sunnickich. Na początku kwietnia 2005 r. uformowały się po długich dyskusjach nowe władze irackie. Prezydentem został po raz pierwszy w dziejach państw arabskich Kurd Dżalal Talabani, pełniący tę funkcję do dziś (październik 2011 r.).

Walki religijne.

Jednym z efektów ingerencji w Iraku był wybuch ostrych walk o charakterze religijnym. Kwestie przynależności do szyickiego lub sunnickiego skrzydła islamu stały się sprawą podstawową dla życia społecznego, co doprowadziło, po raz pierwszy w dziejach Iraku, do faktycznej wojny religijnej. Amerykanie utożsamiali Saddama Husajna i partię Al-Baas z sunnizmem, stąd zdecydowanie występowali przeciwko sunnitom, broniąc szyitów. W ten sposób szyici zostali przez sunnitów uznani za kolaborantów, których należy się pozbyć. I to była iskra zapalna, która roznieciła pożar. W wyniku walk wewnętrznych wśród szyitów faktyczną przewagę zyskały ugrupowania fundamentalistyczne. Wynikiem tego była m.in. emigracja z Iraku dziesiątek tysięcy chrześcijan, którzy zostali poddani prześladowaniom ze strony skrajnych ugrupowań szyickich. Poza tym doprowadziło to do większego zainteresowania się Irakiem ze strony szyickiego Iranu, z którym wielu przedstawicieli irackich elit szyickich miało silne związki. Oczywiście nie istnieje niebezpieczeństwo zagarnięcia Iraku przez Iran, ale bez wątpienia może mieć on dużo większy wpływ na polityczne decyzje w Bagdadzie. W ten sposób Amerykanie dokonali tego, o co zawsze i bezskutecznie walczył ajatollah Chomeini.

Terroryzm.

Wojna z terroryzmem ogłoszona przez prezydenta Busha w przypadku Iraku stała się promocją terroryzmu. Na początku 2004 r. swoją działalność w Iraku rozpoczęła Al-Kaida, nieobecna dotąd na tym obszarze. Przywódcą siatki Al-Kaidy w Iraku był Abu Musab az-Zarkawi, którego jednak udało się schwytać w 2006 r. Ogłoszono kolejny wielki sukces, który, podobnie jak wiele wcześniejszych, okazał się iluzoryczny. Tym bardziej że już w 2004 r. ujawnione zostały bestialskie metody stosowane przez Amerykanów wobec irackich jeńców w więzieniu Abu Gharib pod Bagdadem. Zdjęcia z tortur zostały upublicznione i wywołały ogromne oburzenie w całym świecie.

Kurdowie.

Istotnym aspektem wojny irackiej była i jest sprawa kurdyjska. W wyniku ustaleń konstytucyjnych wprowadzono w Iraku podział kraju na trzy obszary federacyjne, wśród których jest także Kurdystan. Nie jest to jednakże spełnienie marzeń Kurdów, które im Amerykanie obiecali. Niepodległy Kurdystan nie powstał i trudno sobie to wyobrazić wobec zdecydowanego oporu ze strony Turcji, członka NATO, na którego obszarze mieszka najwięcej ludności kurdyjskiej. Stworzenie niepodległego Kurdystanu na obszarze znajdującym się w granicach Iraku umocniłoby żądania ze strony Kurdów tureckich o takie samo ich potraktowanie.

Bilans wojny.

W 2008 r. Polska wycofała swoje siły z Iraku, w 2010 r. Irak opuściły amerykańskie wojska bojowe, pozostało tam jednak 50 tys. żołnierzy prowadzących szkolenia irackiej armii i policji. Całkowite wycofanie wojsk amerykańskich zapowiadane było na 2011 r., ale realizacja tego przedsięwzięcia nie jest jeszcze całkiem pewna. Przeciwstawiają się jej m.in. Kurdowie i przedstawiciele władz irackich, niepewni o swe losy po wycofaniu się tych, którzy zapewnili im przewodzenie Irakowi.

W trakcie wojny i działań stabilizacyjnych zginęło kilkaset tysięcy Irakijczyków i ponad 5 tys. żołnierzy sił sprzymierzonych, w tym ponad 20 Polaków. Irakijczycy ginęli zarówno z rąk żołnierzy koalicji, jak i w wyniku bratobójczych walk wywołanych interwencją. Zniszczona została infrastruktura państwa i funkcjonujące dotąd struktury społeczne, wiele tysięcy osób zmuszonych zostało do opuszczenia swoich domów, a główny cel, czyli zbudowanie wzorcowej bliskowschodniej demokracji, nadal pozostaje mrzonką.

Ameryka bardzo wiele straciła na wojnie w Iraku. Społeczeństwa krajów arabskich należą do najbardziej antyamerykańskich na świecie, a działania w Iraku jeszcze tę antypatię wzmocniły – prestiż USA zmalał nawet wśród tych, którzy wyrażali proamerykańskie sympatie. Na niczym spełzły też polskie nadzieje na zyski o charakterze ekonomicznym.

Podsumowanie wydarzeń nie jest optymistyczne. Za jedyny ich pozytywny efekt można uznać likwidację Saddama Husajna, choć i to w ograniczonym zakresie. Irakijczycy nie są bezwolnym przedmiotem historii. Choćby w XX w. wykazali, że potrafią sami kierować swoim losem, pozbywając się najpierw Turków, potem Brytyjczyków. Niewykluczone, że do obalenia tyrana doszłoby i tak podczas Arabskiej Wiosny Ludów w 2011 r. (art. s. 127), jak to się już stało w Tunezji, Libii, Egipcie.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną