Opór i walka, ale też rezygnacja i rozprzężenie. Tak wyglądało życie stolicy w 1944 r.

Warszawa w 1944 r.
Z jednej strony okupant, z drugiej silnie zaznaczające swe istnienie państwo podziemne. Jak się odnajdowali w tej rzeczywistości Polacy? Oto Warszawy dni powszednie w miesiącach poprzedzających wybuch powstania.
Defilada wojsk niemieckich w Al. Jerozolimskich, październik 1939 r.
AN

Defilada wojsk niemieckich w Al. Jerozolimskich, październik 1939 r.

Kolejka do Banku Polskiego, jesień 1939 r.
AN

Kolejka do Banku Polskiego, jesień 1939 r.

Okupacyjny dokument zatrudnienia (Werk-Ausweis), 1944 r.
Forum

Okupacyjny dokument zatrudnienia (Werk-Ausweis), 1944 r.

Polityka

Polityka

Dokument tożsamości w GG (Kennkarte, karta rozpoznawcza), 1943 r.
Forum

Dokument tożsamości w GG (Kennkarte, karta rozpoznawcza), 1943 r.

„Karta żywnościowa dla nie-Niemców dorosłych i młodzieży ponad 14 lat, ważna na wrzesień 1944” w GG; niewykorzystana z powodu trwającego powstania
Forum

„Karta żywnościowa dla nie-Niemców dorosłych i młodzieży ponad 14 lat, ważna na wrzesień 1944” w GG; niewykorzystana z powodu trwającego powstania

Okupacyjne pieniądze niemieckie w obiegu w GG w latach 1939-45; banknot 500-złotowy, popularnie nazywany góralem
Forum

Okupacyjne pieniądze niemieckie w obiegu w GG w latach 1939-45; banknot 500-złotowy, popularnie nazywany góralem

Ciała rozstrzelanych w publicznych egzekucjach wywożono na teren getta, gdzie je zakopywano lub palono w krematorium.
PAP

Ciała rozstrzelanych w publicznych egzekucjach wywożono na teren getta, gdzie je zakopywano lub palono w krematorium.

Okupacyjna ulotka wydana przez podziemie dla chodzących do kina
AN

Okupacyjna ulotka wydana przez podziemie dla chodzących do kina

Postój riksz
Ośrodek Karta w Warszawie

Postój riksz

Scenka podwórkowa
AN

Scenka podwórkowa

Ogłoszenie niemieckie z obszaru getta
AN

Ogłoszenie niemieckie z obszaru getta

Centrum życia konspiracyjnego. Wraz z zakończeniem walk, na przełomie września i października 1939 r., w okupowanej Warszawie zaczęły się tworzyć podwaliny konspiracyjnych instytucji politycznych, wojskowych i administracyjnych, które z czasem przekształciły się w spójny system – powiązanego z władzami RP na wychodźstwie państwa podziemnego – oddziałujący na całą okupowaną Polskę. „Społeczeństwo polskie, jedyne w Europie, przyjęło tzw. sztywną postawę wobec okupanta – pisał Jan Karski, słynny emisariusz polskiego podziemia. – Znaczy to, iż na żadnym odcinku życia politycznego nie ma współpracy z niemieckim okupantem i że za wszelką cenę unika się (...) nawet pozorów stabilizacji stosunków”.

Warszawa odgrywała niezwykle istotną rolę w wytyczaniu swoistego kanonu zachowań i działań wobec okupanta. Krzysztof Dunin-Wąsowicz, badacz wojennych losów miasta, wskazywał: „Czynna postawa ruchu oporu przyczyniała się do rozpowszechniania wiary w zwycięstwo i nadziei na przetrwanie. Przykład szedł niewątpliwie z Warszawy, choć oczywiście znajdował równolegle istniejące inicjatywy w innych rejonach kraju. Jednakże ten przykład warszawski i poczucie oparcia o tak silne centrum oddziaływania, jakim była Warszawa w latach wojny i okupacji, musiało odgrywać wielką rolę we wszystkich dziedzinach życia pod okupacją. Rozumiało to społeczeństwo, rozumiał i hitlerowski okupant”.

Niemieckie miasto przyfrontowe. Niemcy od początku okupacji starali się pomniejszyć rolę Warszawy i stłamsić jej mieszkańców. Najbardziej ewidentnymi przejawami tego było wyznaczenie Krakowa na stolicę Generalnego Gubernatorstwa oraz kolejne obostrzenia administracyjne, łapanki i aresztowania, które dotykały ludność Warszawy.

Z militarnego punktu widzenia miasto odgrywało jednak bardzo ważną rolę, przede wszystkim jako węzeł kolejowy, komunikacyjny i rejon koncentracji wojsk polowych wykorzystujących miejscowe magazyny i poligony. Początkowo jego zadania obronne były wyraźnie mniej istotne, choć już na przełomie 1939 i 1940 r. zaczęto opracowywać plany ufortyfikowania wschodnich, dalekich przedmieść w ramach Przyczółka Warszawa – Brückenkopf Warschau. W połowie 1941 r., wraz z uderzeniem na Związek Sowiecki, projekt zarzucono.

Warszawa bardzo szybko zaczęła przeistaczać się w typowo niemieckie miasto. Obok powiewających na budynkach użyteczności publicznej niemieckich flag coraz liczniej zaczęły pojawiać się niemieckojęzyczne emblematy, zmieniano nazwy ulic, parków i placów. Warszawa została podzielona na dzielnice, których ludność miała być dobierana pod względem narodowym i rasowym. Wymusiło to rozpoczęcie licznych prac budowlanych, głównie przy odgradzaniu obszaru żydowskiego getta, które ostatecznie zostało zlikwidowane wiosną 1943 r. i systematycznie wyburzane w kolejnych miesiącach. W drugiej połowie 1943 r. wiele budynków użyteczności publicznej, koszary wojskowe i inne obiekty obsadzone przez wojsko, policję czy SS, a także ważne zakłady przemysłu zbrojeniowego zaczęto otaczać dodatkowymi ogrodzeniami i umocnieniami o charakterze policyjno-porządkowym i obserwacyjnym.

Wiosną 1944 r., wobec ryzyka znalezienia się Warszawy w strefie bezpośrednich działań wojennych, Niemcy zaczęli wzmacniać obronę przeciwlotniczą oraz przystąpili do prac nad ziemnymi schronami przeciwlotniczymi. Część budynków została pokryta kamuflażem deformacyjnym. Na placach i skwerach powstawały kolejne zbiorniki na wodę. W wielu budynkach przygotowano w oknach stanowiska strzeleckie karabinów maszynowych. Przed budynkami ustawiono wartownie, otwarte stanowiska strzeleckie obwarowane workami z piaskiem, a w bezpośrednich podejściach do ścian rzędy tzw. kozłów hiszpańskich. Niekiedy w chodniki wkopywano metalowe, wysokie słupy i rozciągano na nich zwoje drutu kolczastego. Część okienek piwnicznych zamurowywano, wykonując w nich tylko niewielkie otwory strzeleckie.

Do lata 1944 r. Niemcy ufortyfikowali większość obsadzonych przez siebie obiektów. Licząca wówczas niespełna milion mieszkańców Warszawa, z garnizonem niemieckim w sile od 16 tys. do nieco ponad 20 tys. żołnierzy, stała się stosunkowo dobrze umocnionym miastem przyfrontowym.

Konspiratorzy i cywile. W powszechnym, nieco zmitologizowanym, wyobrażeniu o Warszawie 1944 r. dominuje jej postrzeganie wyłącznie przez pryzmat propagandowych i bojowych działań konspiracyjnych. Ówczesne warunki życia, możliwości działania, morale, postawy, jak i nastroje ogółu społeczeństwa często schodzą na plan dalszy. A przecież bez akceptacji czy też codziennego wsparcia, wzajemnego przenikania się nie tylko nie mogłyby działać żadne struktury konspiracyjne, ale również nie byłby możliwy masowy charakter tej działalności. Warto jednak pamiętać także o przejawach i przyczynach zgoła innych postaw w społeczeństwie, wrogich podziemiu i jego działalności. To właśnie nastawienie społeczeństwa – o którym szeroko pisze w swoich publikacjach przede wszystkim Tomasz Szarota, varsavianista i znawca tematu – miało istotny wpływ na działalność organizacji konspiracyjnych w stolicy, jak również na przebieg wydarzeń latem 1944 r.

Praca zarobkowa i warunki bytowe. W początkach okupacji Niemcy skonfiskowali mienie państwowe, przejmując jednocześnie wszystkie główne gałęzie handlu i przemysłu. Wkrótce wprowadzili dodatkowo reglamentację większości towarów. Mimo wrogiego nastawienia społeczeństwa polskiego do okupanta jedyną możliwością na przeżycie było podjęcie pracy zarobkowej. W powszechnym odbiorze nie traktowano tego jako przejawu współpracy z wrogiem, ale jako naturalną konieczność. Polskie podziemie, stojące na straży moralności społeczeństwa, piętnowało niemal wyłącznie nadmierną gorliwość w pracy lub służbie na rzecz okupanta. Nie mieli więc z tej strony kłopotów np. pracownicy większości instytucji Zarządu Miejskiego Warszawy. Dezaprobatę dawało się natomiast zauważyć w stosunku do Polaków zatrudnionych w policji granatowej i niemieckim urzędzie pracy. O większości funkcjonariuszy i urzędników Arbeitsamtu, decydujących często de facto o życiu i śmierci warszawiaków, nie wyrażano się pochlebnie, określając ich – zgodnie z prawdą – jako łapówkarzy i szantażystów.

Część z tych osób współpracowała z organizacjami konspiracyjnymi lub też wykorzystywała swoje stanowiska do pomocy potrzebującym rodakom, ale nie były to liczne przypadki. Wielu też urzędników czy tzw. policyjnych konspiratorów traktowało swoje zaangażowanie w podziemiu jedynie jako legitymizację codziennej działalności w okupacyjnych strukturach. Weźmy przykład żoliborskiego plutonu 208 zgrupowania pułkowego Żaglowiec (przedwojenny 21 Pułk Piechoty im. Dzieci Warszawy). Ten najlepiej uzbrojony i wyposażony w długą broń palną pododdział w całości składał się z granatowych policjantów. W czasie pierwszej koncentracji w ostatnich dniach lipca 1944 r., na miejscu zbiórki pozostało zaledwie 4 podoficerów, pozostali się rozeszli. Zastępca dowódcy zgrupowania ppor. Stanisław Szuba, ps. Leszcz, zapisał w dzienniku: „To co się tutaj stało nazwać można formalnym buntem. Za wyjątkiem czterech podoficerów wszyscy gromadnie wypowiedzieli posłuszeństwo i rozeszli się ze stanowisk wyczekiwania, by więcej nie powrócić. (…) Tak wysoce oceniany zespół ludzi znakomicie wyszkolonych, zgranych i zdawałoby się niezachwianie pewnych zawiódł haniebnie”. 1 sierpnia z 72 żołnierzy tego plutonu na miejsca koncentracji zgłosiło się zaledwie 3 policjantów…

Znalezienie pracy nie rozwiązywało wszystkich problemów. Niemcy zamrozili płace, co przy szybkim wzroście cen żywności oznaczało znaczące pogorszenie warunków bytowych. Co prawda z czasem zarobki zaczęły rosnąć, lecz bardzo powoli. Wskutek tego siła nabywcza pensji Polaków była nawet kilkakrotnie mniejsza niż przed wojną. W 1944 r. wartość wynagrodzenia rzadko kiedy przekraczała 1 tys. zł miesięcznie. Znacząca poprawa nastąpiła w lipcu, gdy średnia płaca w Warszawie została podniesiona o 25 proc. Wprowadzono też dodatek mieszkaniowy w wysokości 100 zł, co miało zjednać ludność Warszawy w obliczu zbliżającej się walki z Sowietami.

Na tym tle korzystniej kształtowała się wysokość uposażenia żołnierzy podziemia. Było ono zbliżone, a niekiedy przewyższało rzeczywiste koszty utrzymania (patrz tabela).

System kartkowy. Handel. 15 grudnia 1939 r. okupant wprowadził system kartkowy. Wydane przez Miejskie Zakłady Aprowizacyjne karty obejmowały bardzo ubogi asortyment towarów. Były to przede wszystkim ziemniaki, chleb, marmolada, sól i minimalne przydziały mięsa. Ich ceny były stosunkowo wysokie. Tak wspominał to Zygmunt Ziółek, jeden z warszawskich konspiratorów: „Od 1 października 1943 r. miesięcznie na jedną normalną kartkę żywnościową taką, jakie otrzymywaliśmy na nasze lewe dokumenty, przydziały wynosiły: 9 kg chleba lub 750 g mąki, 200 g kaszy lub grochu, 125 g kawy zbożowej, 300 g cukru, 500 g marmolady, do 400 g mięsa i 100 kg ziemniaków rocznie”.

Aby przeżyć, wielu warszawiaków korzystało nie tylko z fałszywych kart żywieniowych produkowanych przez komórki legalizacyjne organizacji konspiracyjnych, ale także z niewyobrażalnie wręcz rozbudowanego nielegalnego handlu szmuglowanymi z prowincji towarami. Szacuje się, że w czasie wojny aż 80 proc. mieszkańców stolicy korzystało z tego rodzaju aprowizacji. Sytuacja uległa szczególnemu pogorszeniu w czerwcu i lipcu 1944 r. W jednym z meldunków do szefa Biura Informacji i Propagandy KG AK zapisano: „Sytuacja gospodarcza Warszawy prawie jak podczas oblężenia wobec całkowitego niemal odcięcia dowozu. Wszystkiego niemal brak. Ceny wzrastają w dalszym ciągu. Słonina 600 zł, ziemniaki 15 zł, chleb biały 60–100 zł, masło 500 zł. Zresztą rozpiętość cen b. znaczna, zależnie od dzielnicy, a nawet ulicy”.

Handlowano niemal wszystkim. Polskie podziemie, bardzo słabo wyposażone, często starało się kupować broń i amunicję także od Niemców oraz żołnierzy państw satelickich, a ci chętnie pozbywali się jej na targowiskach i dworcach kolejowych. Problemem była wygórowana cena, którą obrazują wytyczne do zakupu uzbrojenia obowiązujące w jednym z warszawskich obwodów AK w pierwszych miesiącach 1944 r. (patrz tabela).

Kontrasty społeczne. Obok osób przymierających z głodu, niedożywienia, zimna były także takie, które dysponowały relatywnie dużym majątkiem (także z nielegalnego handlu), pozwalającym na noszenie drogich ubrań, chodzenie do nielicznych drogich restauracji, kawiarni i sklepów. Obnoszenie się z majątkiem było piętnowane przez podziemne władze cywilne, ale wśród konspiratorów występowały podobne problemy. W 1944 r. szczególnie potępiano zachowanie w miejscach publicznych tzw. złotej młodzieży. Tak to opisał wspomniany już Ziółek: „Szczególnie niebezpieczna wychowawczo była moda lat 1943–1944, kiedy dał się zauważyć, zwłaszcza wśród żołnierzy Kedywu i patroli likwidacyjnych, pęd do noszenia butów tzw. oficerek [ich cena na czarnym rynku osiągała zawrotne ceny, nawet 5 tys. zł – G.J.], bryczesów i długich samodziałowych marynarek czy wiatrówek. Była to moda bardzo kosztowna, mogła sobie na nią pozwolić jedynie młodzież zamożna”. Ten styl ubierania się bardzo kontrastował z obrazem warszawiaków chodzących w drewniakach, które stały się jednym z symboli pauperyzacji społeczeństwa w latach okupacji.

Zwiększyła się parokrotnie – w stosunku do 1939 r. – liczba osób potrzebujących pomocy. Oprócz Wydziału Opieki i Zdrowia warszawiaków wspierały m.in. Polski Czerwony Krzyż i agenda Rady Głównej Opiekuńczej – Polski Komitet Opiekuńczy (PKOp). W 1944 r. samych tylko podopiecznych PKOp było 70 tys. W maju 1944 r. wydawano blisko 22 tys. posiłków dziennie, z których połowa była bezpłatna, a połowa za symboliczne opłaty. Organizowano również pomoc w znalezieniu schronienia, ubrań, pomocy lekarskiej etc.

Warunki mieszkaniowe. Niemal całkowity zastój ruchu budowlanego przy jednoczesnym ubytku mieszkań wskutek zniszczeń doprowadził do dziesięciokrotnego wzrostu cen kupna lokali w stosunku do 1939 r. Problem ten nasilił się wraz z rozpoczęciem tworzenia dzielnicy niemieckiej i związanym z tym wysiedlaniem Polaków, trwającym z różnym nasileniem od 1942 do maja 1944 r. Jesienią 1943 r. niemieckie władze wydały więc przepisy o zagęszczeniu mieszkań. W lokalu trzypokojowym z kuchnią nie mogło mieszkać mniej niż pięć osób. W czteropokojowym z kuchnią – co najmniej siedem. Zapowiedziano przy tym wysiedlenie wszystkich osób, które z racji wykonywanej pracy nie muszą pozostać w mieście. Wywołało to popłoch, zwłaszcza wśród emerytów.

Bardzo częstą praktyką było dokwaterowywanie do polskich rodzin oficerów i podoficerów niemieckich. Można było wtedy liczyć na stałe dostawy prądu i gazu, ale zazwyczaj cała rodzina musiała tłoczyć się w jednym pokoju. W jednym z raportów sporządzonych w 1943 r. na potrzeby Rządu RP czytamy: „Mieszkania sublokatorskie są stosunkowo tanie. Pokój na IV piętrze w okolicy placu Trzech Krzyży jest w cenie 100 zł miesięcznie [ceny wahały się od 45 do 300 zł za pokój – G.J.], przyczem dodatkowa opłata 10 zł odnosi się do możności korzystania z gazu, telefonu i światła elektrycznego. Kwestia opału należy do sublokatora”. Za dodatkową opłatą można było otrzymać jeszcze takie usługi, jak czyszczenie jednej pary butów dziennie czy też sporządzanie rannego posiłku z zapasów sublokatora. Ponadto można było otrzymać komplet pościeli (raz w miesiącu) oraz ręcznik (raz w tygodniu).

Oprócz przeludnienia lokali istotną bolączką był brak opału, co dotykało też instytucje użyteczności publicznej, w tym szpitale. Węgiel pochodzący z przydziału był dobrem, o którym bardzo szybko zapomniano. Jego zaś cena na wolnym rynku wzrastała tak, że na przełomie 1943 i 1944 r. stał się nieosiągalny dla ogółu warszawiaków. Podobnie było z koksem, który nie dość, że pojawiał się rzadko, to jego wartość była bardzo licha.

Wieczorami wiele mieszkań na ogół spowijała ciemność. Nie wynikało to bynajmniej z powszechnego obowiązku zaciemnienia w obawie przed nalotami. Rzeczywistym powodem były coraz bardziej dotkliwe obostrzenia w używaniu energii elektrycznej. W Warszawie od początku 1942 r. – jak podawał Ludwik Landau w „Kronice lat wojny i okupacji” – wyłączano prąd „jednych dzielnic na dwa dni w tygodniu, innych na zmianę po 6 godz. wieczór w jednym tygodniu i od tej godziny w drugim, nieliczne dzielnice tylko miały być wyłączane w razie konieczności (…) w ciągu drugiej połowy stycznia plan poszedł w ogóle w zapomnienie wobec powszechnego, trwałego na całe tygodnie bez przerwy – wyłączania całych dzielnic z sieci”. Poza tym każde mieszkanie miało wyznaczony kontyngent zużycia prądu w kilowatach. Jego trzykrotne przekroczenie było traktowane jako akt sabotażu i podlegało surowym karom, z wyrokiem śmierci włącznie. W ogóle nie wolno było używać piecyków elektrycznych.

W powszechnym użyciu były zatem świece, lampy naftowe oraz niezwykle popularne karbidówki. Niemal powszechnie też – nielegalnie mimo licznych kontroli i pod groźbą drakońskich kar – korzystano z gazu i prądu poza licznikiem.

Poruszanie się po mieście. Istniejące od początku okupacji obostrzenia związane z posiadaniem i przemieszczaniem się samochodami zostały zaostrzone m.in. na skutek zamachu na gen. Frantza Kutscherę, dowódcę SS i policji na Dystrykt Warszawski Generalnego Gubernatorstwa (4 lutego 1944 r.). Polakom zabroniono prowadzenia aut na terenie miasta, chyba że podróżował z nimi Niemiec.

Relatywnie szybkim środkiem transportu miejskiego były dorożki konne, ale ze względu na wysokie ceny nie były zbyt popularne. Kłopot sprawiało podróżowanie tramwajami (i nie chodzi jedynie o miejsca wyłączone tylko dla Niemców). Czerwone wagoniki kursowały od 6 rano do godziny policyjnej, po której można było jeszcze przez 15 minut złapać tramwaj jadący w stronę dzielnicy, w której się mieszkało. Ceny biletów u konduktorów nie przekraczały kilkudziesięciu groszy za przejazd. Katastrofalny stan taboru sprawiał jednak, że kursowało tylko nieco ponad 100 wagoników, niespełna 30 proc. przedwojennych. Dodatkowo od 25 kwietnia 1944 r. w godz. 6.30–7.30, a więc podczas porannego szczytu, kilka linii przeznaczono wyłącznie do użytku niemieckich pasażerów.

Najbardziej popularnym środkiem transportu stał się więc rower. Trzeba było jednak uzyskać specjalne zezwolenie – wydawane wyłącznie tym, którzy rowerami dojeżdżali do pracy bądź dla których były one niezbędne do wykonywania zawodu. Każdy bicykl musiał mieć numer, a jego posiadacze byli obowiązani okazywać na wezwanie karty rejestracyjne.

Modyfikacją roweru były jeżdżące od wiosny 1940 r. riksze. W jednej z ówczesnych notatek prasowych tak je opisywano: „Pojazd, podobny do normalnego wózka rowerowego, z tą różnicą, że przednie pudło zastąpione jest przez eleganckie sprężynowe siedzenie na dwóch pasażerów. Z boku mieści się licznik kilometrowy. Taryfa 40 gr za 1 km”.

Przemieszczanie się zawsze było obarczone groźbą aresztowania. Wzmocnione patrole niemieckie krążyły po mieście, legitymując przechodniów i zatrzymując podejrzane osoby, często dochodziło do masowych łapanek i egzekucji zarządzanych przez Niemców w ramach zbiorowej odpowiedzialności społeczeństwa polskiego za – niejednokrotnie rzekome – przejawy sabotażu i dywersji podziemia. Po okresie egzekucji ulicznych w początkach 1944 r. powrócono do egzekucji tajnych, dokonywanych przeważnie w ruinach getta i ogłaszanych post factum w formie obwieszczeń i komunikatów radiowych. Do największej doszło w drugiej połowie maja, gdy zostało rozstrzelanych ok. 500 osób.

Kanon zachowania. Jak już wspomnieliśmy, Warszawa przez cały okres okupacji odgrywała niezwykle istotną rolę w wytyczaniu swoistego kanonu zachowania wobec okupanta. Już w grudniu 1939 r. zaczęto malować na murach i drukować w gazetkach konspiracyjnych pierwsze, niekiedy dość zabawne, hasła nawołujące do całkowitego bojkotu wroga. Głównym przesłaniem było podkreślanie na każdym kroku polskości oraz dyskredytowanie wszystkiego, co wiązało się z okupantem. Pojawiały się zatem apele, by nie chodzić do kin, niemieckich teatrów, nie czytać książek i gadzinowej prasy. Apelowano także o nieutrzymywanie kontaktów pozasłużbowych z Niemcami i o sabotaż wszelkich rozporządzeń przynoszących szkodę społeczeństwu polskiemu.

Jedną z form zwalczania przez polskie podziemie niewłaściwych postaw był mały sabotaż. Do najpopularniejszych działań należało malowanie napisów i rysunków kredą oraz nieco rzadziej trudno zmywalnymi farbami. Na murach Warszawy przez całą okupację pojawiały się setki napisów, takich jak: „Polska Walcząca”, „Oświęcim”, „Wawer”, „Palmiry”, „Hitler Kaput”, „Kraj z Sikorskim”. Kamienice licznie były przyozdabiane takimi symbolami, jak litera V (ang. victory – zwycięstwo), swastyki na szubienicach, żółwie – symbolizujące bierny opór, czy też najbardziej charakterystyczny znak kotwicy – stylizowanego znaku Polski Walczącej. „Co dzień ścierany z murów pojawia się na tych murach na nowo, rysowany przez nieznane tysiące rąk – pisano na łamach „Biuletynu Informacyjnego”. – Są ulice, gdzie znaków jest mniej, ale są i takie, gdzie widzi się je na każdym domu, na każdej latarni, na chodnikach. (…) Znak kotwicy opanował stolicę i jest prawdopodobne, że rozpowszechni się po całym kraju. Niech idzie w świat, niech niepokoi wroga, niech świadczy, że Polska Walcząca żyje i czuwa”.

Warszawiacy na ogół przychylnie odnosili się do tych znaków napawających ich wiarą i nadzieją. Tak więc często zdarzało się, że otrzymawszy nakaz ich usunięcia, stosowali bierny opór. Jednym z tysięcy przykładów tego typu działań było zachowanie dozorcy jednego z domów przy ul. Mickiewicza; nakaz usunięcia namalowanego smołą symbolu Polski Walczącej został wykonany z taką dokładnością, że powstała wklęsła płaskorzeźba symbolu, której już nie można było nawet zamalować.

Do częstych przedsięwzięć małego sabotażu należało także wybijanie szyb w sklepach „Nur für Deutsche”, zakładach fotograficznych mających wystawione na witrynach zdjęcia niemieckich żołnierzy, a nawet w prywatnych mieszkaniach Niemców. Równie często rozklejano kartki z różnego rodzaju napisami wyszydzającymi zarządzenia niemieckie lub polemizującymi z prowadzonymi działaniami propagandowymi okupanta. Od 1941 r. na masową skalę rozpowszechniano sentencję „Tylko świnie siedzą w kinie”, gazowano lokale kinowe, wywoływano panikę w czasie ulicznych pokazów kronik propagandowych oraz rozrzucano ulotki.

Po likwidacji przez władze niemieckie szkolnictwa wyższego i średniego oraz wprowadzeniu zakazu nauczania w szkołach powszechnych historii Polski, literatury polskiej i geografii, wpierw w sposób żywiołowy z inicjatywy nauczycieli, rodziców i uczniów w mieszkaniach prywatnych zaczęto organizować nielegalne kształcenie młodzieży. Z czasem przyjęło ono formę zorganizowaną, objętą ściśle wyznaczonymi zasadami przyjętymi w tajnym nauczaniu. Szacuje się, że przez cały okres okupacji w tajnych kompletach na poziomie szkoły powszechnej uczestniczyło ogółem ok. 1–1,5 mln uczniów, na poziomie szkoły średniej ogólnokształcącej ok. 100 tys., a wykształcenie wyższe uzyskało ok. 7 tys. osób. W dużej mierze byli to mieszkańcy Warszawy, gdzie system tajnej oświaty był najlepiej rozwinięty.

Niemcy zakazali także działalności związków gimnastycznych i sportowych, które mogłyby służyć podniesieniu tężyzny fizycznej Polaków i wzmocnieniu postawy narodowej. Nie powstrzymało to Polaków. W parkach, na łąkach, przydomowych placach i ogródkach grupy młodzieży organizowały się, by trenować i uprawiać różne dyscypliny sportowe. Najczęściej grano w piłkę nożną. W tej dyscyplinie rokrocznie odbywały się nawet mistrzostwa Warszawy, gromadząc setki, a nawet tysiące kibiców. Mieszkańcy stolicy uprawiali również wiele innych dyscyplin, a wśród nich: lekką atletykę, żeglarstwo, pływanie, boks i zapasy, kolarstwo oraz jego szczególną odmianę – wyścigi riksz; na podwarszawskich kortach rozgrywano zaś mecze tenisowe, a w kawiarniach grywano w szachy. Uprawiano również dyscypliny zimowe: łyżwiarstwo figurowe i hokej.

W poszukiwaniu normalności. Warszawiacy gromadzili się na często organizowanych spotkaniach towarzyskich, stanowiących w warunkach okupacji namiastkę normalnego życia kulturalnego. Wymieniano się w ich trakcie najnowszymi informacjami z kraju i z zagranicy, grano w gry karciane, wysłuchiwano recytacji wierszy, śpiewu, dyskutowano o literaturze, polityce etc. To właśnie z chęci bycia razem i rozmowy tak chętnie i uroczyście obchodzono wszystkie święta rodzinne, państwowe i religijne.

W obliczu nieustannego udręczenia i terroru ludność Warszawy, nie zważając na zakazy okupanta, z roku na rok manifestowała coraz odważniej swoją religijność. Przy dużym zaangażowaniu kleru uroczyście obchodzono święta kościelne, a od lata 1943 r. na podwórkach kamienic i domów prywatnych zaczęły pojawiać się liczne kapliczki.

Objawy rezygnacji i rozprzężenia. Nie wszyscy znajdowali pocieszenie w Bogu. W końcu 1943 r., mimo licznych akcji propagandowych podziemia, nasiliły się objawy rezygnacji. Ludzie zaczęli traktować poczynania władz okupanta jako coś beznadziejnie permanentnego. Zaczęło dochodzić do rozprzężenia i demoralizacji. Coraz bardziej widoczne były skutki ułatwionego przez okupanta dostępu do alkoholu. Szczególnie podatni na to zagrożenie byli młodzi konspiratorzy. Część z nich utrzymywana w pełni lub częściowo przez skarb wojska nie tylko obnosiła się ze swoją przynależnością do organizacji, łamiąc tym podstawowe zasady bezpieczeństwa, ale także zatracała się w alkoholu i bujnym życiu towarzyskim, szukając złudnej ucieczki od rzeczywistości.

Trudno dzisiaj ocenić skalę tego zjawiska, ale z pewnością zachowania te były na tyle widoczne, że konieczne stało się zdecydowane przeciwdziałanie ze strony cywilnych i wojskowych władz. Latem 1943 r. wydano zakaz urządzania i brania udziału przez żołnierzy podziemia w zebraniach towarzyskich i rodzinnych z okazji najróżniejszych świąt, ślubów, pogrzebów etc. W kolejnych rozkazach i wytycznych przedstawianych w trakcie gawęd żołnierskich w pododdziałach oraz w prasie konspiracyjnej napominano także żołnierzy o zakazie nadużywania alkoholu. Konieczna była nawet interwencja Komendy Głównej AK. W jednym z rozkazów gen. Tadeusz Komorowski, ps. Bór, dowódca AK, podawał w grudniu 1943 r.: „W trosce o stałe podnoszenie wartości żołnierza Polski Podziemnej polecam ponownie wszystkim przełożonym pouczyć podwładnych o zgubnych skutkach stałego używania i nadużywania alkoholu. Używanie częste alkoholu zmniejsza poczucie odpowiedzialności, panowanie nad sobą i wywołuje niewłaściwą reakcję i skłonność do zgubnych wynurzeń; nadużycie jest przyczyną wsyp. (…) W wykonaniu niniejszego rozkazu każdy upijający się żołnierz lub stale podniecający się alkoholem, bez względu na stopień czy funkcję, musi być natychmiast zawieszony w czynnościach i przeniesiony do rezerwy”.

Zbrodnie pospolite. Równie silnie starano się piętnować wszelkie przejawy samowoli i nadużyć, a zwłaszcza nasilające się kradzieże i rabunki. Zdecydowane przeciwdziałanie budziły także wypadki sprzedaży broni czy donosicielstwa, w tym szmalcownictwa. Przymykano zaś oko na coraz częstsze, acz samowolne akcje atakowania i rozbrajania Niemców. Pełnomocnik Rządu RP na Kraj w komunikacie z 31 stycznia 1944 r. przestrzegał: „Społeczeństwo polskie, wyniszczone przez bestialski terror, prześladowania i grabieże okupanta, cierpi również dotkliwie od szerzących się ostatnio zbrodni pospolitych, a szczególnie bandytyzmu i szantaży. Przestępcy niekiedy – zwłaszcza gdy chodzi o zdobycie pieniędzy – działają pod płaszczykiem akcji patriotycznej. (...) Wobec tego zarządziłem, aby podziemne organa bezpieczeństwa oparte o zorganizowane siły społeczne podjęły niezwłocznie walkę ze zbrodniarzami. (...) W związku z tym cywilne sądy specjalne otrzymały uprawnienia do ścigania również przestępstw kryminalnych, orzekania kar aż do kary śmierci włącznie”.

Konfidenci i kolaboranci. W 1943 i 1944 r. zwiększyła się liczba konfidentów, którzy we współpracy z wrogiem często upatrywali nie tylko korzyści materialnych, ale i możliwości przeżycia. W Warszawie – dzięki agentom działającym w strukturach AK – w czerwcu 1943 r. Niemcy zdołali m.in. rozbić oddział Osa-Kosa, a wkrótce zatrzymać gen. Stefana Roweckiego, dowódcę AK. Szacuje się, że straty organizacji podziemnych, które nastąpiły wskutek łapanek, wsyp, przypadkowych aresztowań i donosów kolaborantów, stanowiły 75 proc. wszystkich ponoszonych w czasie okupacji.

Od jesieni 1942 r. w AK była prowadzona ewidencja kolaborantów w trzech kategoriach: 1. Polacy postępujący sprzecznie z obowiązkami obywateli polskich; 2. Volksdeutsche, Polacy, Ukraińcy oraz osoby innych narodowości na usługach władz niemieckich; 3. Volksdeutsche, Polacy, Ukraińcy oraz osoby innych narodowości niebezpieczni dla AK, współpracujący z niemieckim aparatem bezpieczeństwa, szczególnie niebezpieczni.

W latach 1943–44 na podstawie wyroków Wojskowych Sądów Specjalnych w czasie m.in. akcji Czyszczenie i Kośba zlikwidowano ponad 2 tys. niemieckich agentów, z których wielu mieszkało Warszawie. Pod datą 11 lutego 1943 r. kronikarz okupowanej Warszawy Ludwik Landau zapisał: „Czas, kiedy zabójstwo policjanta czy człowieka na usługach niemieckich budziło przerażenie i grozę represji, minął już bezpowrotnie”.

Krajobraz przed powstaniem. Mimo starań struktur kontrwywiadowczych organizacji podziemnych, wskutek działalności rozbudowanej sieci agentury niemieckiej, donosów konfidentów, jak również wymuszonych brutalnymi przesłuchaniami zeznań zatrzymanych żołnierzy podziemia, w 1944 r. Niemcy wykonali liczne celne uderzenia w organizacje konspiracyjne, szczególnie w rozbudowaną w Warszawie sieć drukarń Tajnych Wojskowych Zakładów Wydawniczych oraz warsztatów i magazynów uzbrojenia; w znacznej mierze zaważyło to nie tylko na uszczupleniu uzbrojenia powstańców, ale także na ich morale i to jeszcze zanim przystąpili oni do walki, nim dotknęły ich pierwsze niepowodzenia w boju.

Wśród większości osób morale późną wiosną 1944 r. było jednak wysokie, znacznie bardziej niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Młodzi ludzie należący do organizacji w większości uczęszczali na tajne komplety, szkolili się z teorii, borykali się z trudami codziennego dnia okupowanej Warszawy. W większości tak cywile, jak i konspiratorzy ponownie zaczęli wierzyć w rychłe zakończenie wojny. Duża była w tym zasługa nasilanych działań zbrojnych i propagandowych polskiego podziemia oraz informacje z obu frontów i widoczna panika wśród urzędników niemieckich. Szczególnie silne napięcie, rodzaj pewnego podniecenia, było związane z przekroczeniem przez wojska sowieckie linii Bugu. Wielu warszawiaków widziało w Armii Czerwonej ratunek od zagłady ze strony Niemców. Nastroje te były umiejętnie podsycane przez propagandę Polskiej Partii Robotniczej, Polskiej Armii Ludowej i innych mniejszych organizacji. Nie brakowało jednak w sprawie Sowietów głosów bardziej sceptycznych, wyrażających wręcz obawę.

Napływające bardzo szybko wiadomości z frontu wschodniego, wieści o zamachu na Hitlera, obserwowane na co dzień coraz bardziej nerwowe zachowania Niemców w Warszawie – zapowiadały rychły przełom nad środkową Wisłą.

Źródła: Materiały archiwalne ze Studium Polski Podziemnej w Londynie, Wojskowego Biura Badań Historycznych (obecnie przechowywane w Centralnym Archiwum Wojskowym) oraz publikacje: „Armia Krajowa 1939–1945. Wybór źródeł”, oprac. Andrzej Chmielarz, Grzegorz Jasiński, Andrzej Krzysztof Kunert, Warszawa 2013; Władysław Bartoszewski „1859 dni Warszawy”, Kraków 1974; Krzysztof Dunin-Wąsowicz „Warszawa w latach 1939–1945”, Warszawa 1984; Aneta Jasionek „Szmugiel żywności do Warszawy w okresie okupacji hitlerowskiej”, „Słupskie Studia Historyczne”, 2011; Ludwik Landau „Kronika lat wojny i okupacji”, Warszawa 1962; Tomasz Szarota, „Okupowanej Warszawy dzień powszedni”, Warszawa 2010; Bogdan Tuszyński „Za cenę życia. Sport Polski Walczącej 1939–1945”, Warszawa 2006; Zygmunt Ziółek „Od okopów do barykad”, Warszawa 1976.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną