Amerykański strażnik globalnego porządku
Zwycięzca zimnej wojny. Globalna dominacja USA
Triumfująca Ameryka. Stany Zjednoczone wkraczały w lata 90. XX w. jako mocarstwo, które zwyciężyło w zimnej wojnie. Był to triumf na każdym polu: ideologicznym, politycznym, wreszcie gospodarczym. Już w poprzedniej dekadzie ZSRR znajdował się w głębokim kryzysie, którego strukturalny charakter czynił daremnymi reformatorskie wysiłki podejmowane przez Michaiła Gorbaczowa – pierwszego sowieckiego przywódcę (1985–91), który był młodszy od rządzonego przez siebie państwa. Wyrazem załamania dotychczasowej pozycji ZSRR było przyzwolenie Kremla na wybór własnej drogi rozwoju przez państwa moskiewskiej strefy wpływów, innymi słowy porzucenie doktryny Leonida Breżniewa (władającego Związkiem Sowieckim w latach 1964–82). Najdobitniej ujął to kremlowski rzecznik MSZ, zaskakując w październiku 1989 r. w programie „Good Morning America” deklaracją, że Moskwa będzie się kierować w odniesieniu do niedawnych satelitów doktryną Franka Sinatry („I did it my way”). Załamanie sowieckiej hegemonii w Europie Środkowo-Wschodniej otworzyło drogę do zaangażowania Stanów Zjednoczonych w transformację państw tego regionu, z czasem zaś ich włączenia w struktury instytucjonalne świata zachodniego.
Niektórzy badacze zyskali wówczas sławę za sprawą głośnych tekstów, które obwieściły „koniec historii” (Francis Fukuyama) i „moment jednobiegunowy” (Charles Krauth- amer). Szczególnie tytuł pracy Fukuyamy (właściwie część oryginalnego tytułu jego pracy, który brzmiał „The end of history and the last man”) stał się kluczem do interpretacji momentu historycznego, w jakim znalazł się Zachód i reszta świata. Dodać wypada, że rozpowszechnione, literalne odczytanie tego tytułu nie oddaje istoty poglądów Fukuyamy.