Ze wspomnień ówczesnego nastolatka. Niedługo po wyborach 4 czerwca 1989 r. rzucili do Centralnej Składnicy Harcerskiej przy ul. Długiej w Gdańsku czerwone krawaty Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Na wyprzedaż za psi grosz, bodajże symboliczną stówę z Waryńskim. Grzechem było nie skorzystać, oczywiście dla hecy. Nazajutrz zadawaliśmy szyku na szkolnym korytarzu, a nauczyciele z życzliwą wyrozumiałością pukali się w czoło. Był to już czas pożegnań. Końcówka roku szkolnego, naszej edukacji w podstawówce, Peerelu.
W lipcu obóz kolonijny w Mrągowie. Na mieście wisiały plakaty zapowiadające występ kabaretu Jana Pietrzaka w amfiteatrze nad jeziorem Czos. Wspólnie z wychowawcami rechotaliśmy z jędrnego monologu o wojach Lecha, którzy spuścili manto drużynie Wojciecha. A jeszcze rok wcześniej kazano nam sterczeć z chorągiewkami na trasie bratniej wizyty Michaiła Gorbaczowa… Stanowiliśmy zgraną paczkę, nasi rodzice pracowali w jednym przedsiębiorstwie. Było więc jak zawsze „do zobaczenia za rok”, bo wiekowo kwalifikowaliśmy się na jeszcze jeden wyjazd. Skąd mieliśmy wiedzieć, że zakładowych kolonii więcej już nie będzie?
Wreszcie sierpień, czyli wyczekiwana od miesięcy objazdowa wycieczka po Europie. Wiedeń, Wenecja, Monachium… Już same nazwy wywoływały kolorowy zawrót głowy. Autokar rozgrzewał silnik na placu pod gdańskim NOT, kiedy nagle wyłonili się tuż obok zatopieni w rozmowie Bronisław Geremek z Tadeuszem Mazowieckim, mediewista z katolickim publicystą, obaj działacze opozycyjni w PRL, doradcy Lecha Wałęsy. Zapewne pokonywali trasę z dworca kolejowego do Wałów Piastowskich, gdzie zainstalowały się władze znowu legalnej Solidarności. Wycieczkowicze przykleili nosy do szyby, żeby przed odjazdem nasycić wzrok widokiem „naszych”.