Wolny rynek i technologia. Do Polski Ludowej docierał zaledwie ułamek interesującej – czyli z ówczesnego punktu widzenia przede wszystkim zachodniej – produkcji. Ograniczenia finansowe i licencyjne, nieznajomość języków obcych, zamknięte dla wielu obywateli granice, a także państwowa cenzura sprawiały, że do wielu wartościowych płyt, książek i filmów przeciętny Polak nie miał dostępu. Trzeba było liczyć przede wszystkim na znajomych wracających z zagranicznych podróży, bazarowe transakcje (kto mieszkał w Trójmieście, ten miał większe szanse, bo marynarze chętnie handlowali przywiezionymi z Zachodu dobrami). Największym szczęśliwcom udawało się zdobyć bilety na filmowe Konfrontacje, gdzie pokazywano najgłośniejsze produkcje z całego świata, albo na koncerty zachodnich gwiazd, które bardzo rzadko zaglądały za żelazną kurtynę – choćby ze względu na kłopoty z rozliczeniami, artystom bowiem nie płacono w dewizach.
Przemiana ustrojowa wywróciła ten stan rzeczy do góry nogami. To okres wielkich paradoksów i jeszcze większych wyzwań, gdy o losach danego dzieła, a często także twórcy, decydowały przede wszystkim pieniądze (odbiorców i mecenasów), nie zaś artystyczna jakość. Sektor prywatny śmiało wkroczył na teren do tej pory zagospodarowany przez państwo. Zaczął się okres poszukiwania kulturowej tożsamości i podejmowania trudnych decyzji: czy odwoływać się do korzeni, czy szukać szczęścia w naśladowaniu zachodnich wzorców. Jednak nie tylko dlatego, że uwolniono rynek, zniesiono cenzurę, a podróże zagraniczne stały się łatwiejsze. Z pomocą przyszła też technologia: dzięki kasetom wideo filmy trafiały do większej liczby odbiorców, kasety magnetofonowe były względnie tanie i łatwe w kopiowaniu, a przy tym służyły (często nielegalnemu) kolportowaniu nie tylko muzyki, lecz również gier i programów komputerowych.