Przypowieść o dekadzie
Rock, „Wiedźmin” i „Psy”. Kultura przełomu
Nowe wyzwania i kłopoty. Po 1989 r. w polskiej kulturze nadszedł kres nieustannych gier z cenzurą, pojawiły się jednak nowe wyzwania i kłopoty. Czasem prozaiczne, jak pieniądze i ich dość powszechny brak, czasem artystyczne, jak pokusa komercjalizacji albo zupełnie nowe bariery dla obiecanej wolności wypowiedzi. Wszyscy mierzyli się z koniecznością znalezienia właściwej formuły dla nowych czasów. Praktykowano to na różne sposoby – akceptację reguł rynkowych lub pielęgnowanie etosu undergroundu; programowe prowokowanie dyskusji o strefach tabu albo umiłowanie banału; zaangażowanie społeczne albo olewcza ironia.
1. Muzyka środka. Zdobna w cekiny, afektowana muzyka estradowa lat 80. ustąpiła miejsca miękkim brzmieniom radiowego popu i łagodnego rocka, rozpowszechnianym przez nowo powstałe prywatne wytwórnie płytowe, takie jak Izabelin Studio czy Zic Zac. Instrumentem dekady należy mianować saksofon, ulubiony przez De Mono, Varius Manx, ale przede wszystkim kojarzony z milionowym nakładem „Sax&Sex” Roberta Chojnackiego, płyty nagranej z Andrzejem Piaskiem Piasecznym. Najchętniej słuchano nowych, charyzmatycznych wokalistek, takich jak bluesowo-melancholijna Kasia Kowalska, poetycka Anita Lipnicka czy Edyta Bartosiewicz z jej autorską marką rocka. Jajcarze z Big Cyc podsumowali ten stan rzeczy refrenem „nie ma na to żadnej rady, dziś śpiewają tylko baby”.
2. Rock jajcarski. Niepoważna muzyka sprzedawała się w całkiem poważnych nakładach. Szczególnie gdy chodziło o wspomniany punkowy zespół Big Cyc, wywodzący się jeszcze z tradycji absurdalno-politycznych happeningów Pomarańczowej Alternatywy. Pomiędzy hitami o serku topionym z łupieżu i miłości w klozecie przemycali nieraz poważne przesłanie w kabaretowym kostiumie.