W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej reklamowało się głównie Polską Rzeczpospolitą Ludową, przepisy BHP (czas między dobranocką a „Dziennikiem Telewizyjnym” wypełniały plansze z napisami „Dziecko plus zapałki równa się pożar”), reklamę („Reklama dźwignią handlu”), Coca-Colę (w ramach otwierania na zachodnie dobra przez gierkowską propagandę sukcesu) oraz – Prusakolep. Prospekty reklamowe, torby (do dziś plastikową jednorazówkę na zakupy nazywa się reklamówką), katalogi domów towarowych i wysyłkowych, a także naklejki („Dear sirs, please send naleps”, pisała w listach polska młodzież) stanowiły przewiezione z zagranicy artefakty cywilizacji konsumpcyjnej, zupełnie niepojętej dla wychowanków kultury niedoboru – jakże to, trzeba zachęcać do kupowania. I to mimo wysiłków szerzenia antykonsumpcyjnego podejścia do życia w pismach dla dzieci (jak „Świerszczyk”) czy popularnych piosenkach („Telewizor, meble, mały Fiat, oto marzeń szczyt”).
Kapitalistyczny konsumeryzm nie przyszedł z dnia na dzień, ale powoli rozbijał swoje przyczółki. Jedne z pierwszych reklam przedstawiały ofertę Baltony, w czasach PRL dewizowego sklepu dla marynarzy, takie jak magnetowidy Hitachi. Otwierały się nowe możliwości finansowe, które kusiły znanych twórców filmowych i aktorów. Powstawały studia specjalizujące się w produkcji reklam (jak ITI) czy grafice komputerowej, wówczas jeszcze dość prymitywnej. Reklamowano nie tylko dobra luksusowe, jak perfumy, samochody czy sprzęt RTV AGD – wręcz przeciwnie, symbolem luksusu mógł stać się nawet odpowiednio zaprezentowany pumeks. I kto by dziś wpadł na pomysł prezentowania oferty wózków widłowych w porze największej oglądalności?