Reglamentowane gwiazdorstwo
Reglamentowane gwiazdorstwo. Celebrytyzm zagościł w polskich domach
Lata 90. to na świecie apogeum celebrycko-tabloidowej gorączki. W ślad za niebotycznymi nakładami dzienników w rodzaju „Daily Mail” szły również niebotyczne honoraria, które mogły trafić do paparazzo znajdującego się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Bodaj najsmutniejszym exemplum tego stanu rzeczy były losy Diany Spencer oraz finał tychże: przypomnijmy, że księżna Walii zginęła tragicznie w trakcie ucieczki przed fotoreporterami. Jak się jednak co rusz okazywało, zjawiska wchodzące na Wyspach czy w Stanach Zjednoczonych w fazę dojrzałą lub starczą w Polsce dopiero raczkowały.
Pierwszy tabloidowy dziennik na współczesną modłę pojawił się w polskich kioskach w 1991 r. Mowa o „Super Expressie” powstałym w wyniku zakupu „Expressu Wieczornego” przez Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe. Sensacjonalistyczny styl, znany również z wydawanych równolegle „Skandali”, łączył się tu z namiastkami informacji na temat znanych osób: polityków, aktorek, wokalistów. Można było przeczytać np. o pierwszym pocałunku Rudiego Schuberta i Hanny Gronkiewicz-Waltz (zaznaczmy: nie wspólnym!).
Wraz z rozwojem prywatnych mediów odbiorcy zostali otoczeni znanymi twarzami. Aktora X oglądali już nie tylko na srebrnym ekranie, z wokalistką Y nie musieli spotykać się wyłącznie podczas występów na żywo, mieli też programy typu talk-show. Namiastki takowych dostali już w PRL, była jednak pewna istotna różnica między występem u boku Ireny Dziedzic a krotochwilno-śliską rozmową z Wojciechem Jagielskim w emitowanym od 1998 r. „Wieczorze z wampirem”. Gdzieś zanikała specyficzna aura, nimb, który otaczał sławy w PRL, na temat których można było co najwyżej snuć domysły i powtarzać miejskie legendy.