Trzy dni, które wstrząsnęły państwem
Maj 1926. Trzy dni, które wstrząsnęły państwem
W oczekiwaniu na zamach stanu. O możliwym zamachu stanu w Polsce rozprawiano już od kilku lat poprzedzających maj 1926 r. Rozprawiali politycy, wojskowi, ale i osoby bliżej nieinteresujące się polityką. Skoro w wielu krajach europejskich podjęto udane próby zbrojnego przejęcia władzy, przeto można było sądzić, że i w Rzeczpospolitej może to się zdarzyć. Wprowadzony bowiem w Polsce system demokratyczny już po niedługim czasie zaczął ujawniać słabe strony. Pojawili się liczni jego krytycy powiadający, że jest tylko parawanem dla elit, które myślą jedynie o tym, jakie korzyści przyniesie im sprawowanie władzy. Obywatele mieli pretensje o niespełnianie obietnic wyborczych. Stąd już tylko krok od przekonania, że objęcie władzy przez silnego człowieka, polityka charyzmatycznego odmieni ich los. Dlatego pogłoski o możliwym przewrocie przyjmowano co najmniej z zainteresowaniem.
Pierwsza, nieudana próba przejęcia władzy na drodze siły została podjęta już u zarania niepodległości. Później przez kolejne kilkanaście miesięcy o możliwym zamachu nie rozprawiano. Jednak temat powrócił po zbrodniczych strzałach Eligiusza Niewiadomskiego w grudniu 1922 r., które śmiertelnie ugodziły pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza. Jak plotkowano na mieście, zamach mieli przeprowadzić socjaliści kierowani przez Ignacego Daszyńskiego i wspierani przez warszawskich robotników i milicję PPS. Zamachowcy mieli odsunąć od władzy stronnictwa narodowe, a winnych zbrodni surowo ukarać. Jak już wiemy, nie było takiego planu. Plotka przegrała z realiami, i to nie pierwszy raz.
Po raz kolejny rozprawiano na temat zbrojnego przejęcia władzy jesienią 1923 r. Jedni powiadali, że przeprowadzi go Wincenty Witos, prezes PSL Piast, aby rozprawić się z lewicą i piłsudczykami.