Rozdarte mundury
Największy dramat przewrotu majowego. Bratobójcze walki polskiego wojska
12 maja. Pierwsze strzały. 12 maja tuż po godz. 18 na prowadzącym w stronę Mostu Kierbedzia Nowym Zjeździe doszło do pierwszego w tym dniu krwawego starcia pomiędzy żołnierzami odzianymi w te same mundury. Walkę tę podjął z jednej strony dowodzony przez mjr. Jana Korkozowicza wydzielony oddział 36. pułku piechoty (pp) w postaci kompanii piechoty i ckm, z drugiej – oddział asystencyjny 30 pp. na czele z kpt. Alojzym Szycem, wzmocniony kompanią odwodową tegoż pułku, działonem dywizji artylerii konnej (dak) por. Szczepana Olchowicza i dwoma autami pancernymi mjr. Edwarda Szymańskiego. Pierwsi wykonywali rozkazy płk. Kazimierza Sawickiego, który podporządkował swój oddział marszałkowi Piłsudskiemu. Drudzy – gen. Kazimierza Dzierżanowskiego, dowódcy Dowództwa Okręgu Korpusu (DOK) I, działającego z polecenia dowódcy obrony Warszawy, gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Był to początek bratobójczych walk, w których zginęło 25 oficerów i 173 żołnierzy, ok. 600 zaś zostało rannych.
11 maja. Taki był prolog majowych wypadków, nader często przedstawianych jako rezultat piłsudczykowskiego spisku o charakterze cywilno-wojskowym. Źródłowych poświadczeń na to jednak brak. 11 maja Marszałek nie dysponował jeszcze jakimkolwiek oddziałem wojska. A to tego dnia, najprawdopodobniej w godzinach przedpołudniowych, podjął decyzję, by w dniu następnym wywrzeć presję na prezydenta Stanisława Wojciechowskiego i nowo powstały gabinet Wincentego Witosa, by zmusić rząd do ustąpienia. Piłsudski, powtórzmy, nie negował ustrojowych fundamentów II Rzeczpospolitej i nie zamierzał zdobywać władzy siłą. To, przeciwko czemu występował, niekiedy w niezwykle ostry sposób, można sprowadzić do negowania parlamentarnej praktyki. I – co ważniejsze – permanentnego osłabiania armii przez uzależnianie jej od doraźnych politycznych koniunktur.