Socjaliści
PPS od pierwszej chwili jednoznacznie stanął po stronie Piłsudskiego
Pogłoski o faszystowskim przewrocie. Czy wydarzenia majowe zaskoczyły socjalistów? Co najmniej od jesieni 1923 r. w Polsce panowała atmosfera zamachowa. Środowiska lewicy społecznej obawiały się próby zamachu nie tyle ze strony Józefa Piłsudskiego, ile ze strony prawicy zafascynowanej dokonaniami włoskich faszystów (endecja) i kontestującej powszechne prawo wyborcze (konserwatyści). O tym, jak poważnie traktowano wówczas pogłoski o przygotowywanym przewrocie faszystowskim, może świadczyć relacja Zofii Moraczewskiej, socjalistki, żony pierwszego premiera II Rzeczpospolitej i najbliższej sąsiadki Piłsudskich w Sulejówku. W liście do siostry z 20 października 1923 r. opisała ona mobilizację sulejówkowskich zwolenników Marszałka, jaka towarzyszyła spodziewanemu przewrotowi endeckiemu (miało do niego dojść dzień wcześniej): „Mężczyźni zajęli umówione placówki z bronią w ręku, [kobiety zaś] zostały w domu same przy szczelnie zamkniętych okiennicach, ale bezbronne – w przypuszczeniu, że kobiet przecież ci szaleńcy obłąkani atakować nie będą”.
Wobec drugiego rządu Witosa. W miesiącach poprzedzających przewrót majowy obawy socjalistów przed reakcyjnym zamachem były równie silne, co kilka lat wcześniej, szczególnie w obliczu przedłużających się kryzysów politycznych po upadku rządów Władysława Grabskiego w listopadzie 1925 r. i Aleksandra Skrzyńskiego w maju 1926 r. Przed takim zagrożeniem wykorzystania przez ugrupowania prawicowe przesileń rządowych przestrzegali działaczy czołowi przedstawiciele kierownictwa Polskiej Partii Socjalistycznej, w tym przewodniczący jej Rady Naczelnej Ignacy Daszyński. Obawy te wzrosły jeszcze po mianowaniu w maju 1926 r. Wincentego Witosa premierem nowego rządu koalicji Chjeno-Piasta i po wywiadzie, jakiego udzielił on chwilę wcześniej, w którym stwierdził, że na miejscu Piłsudskiego nie wahałby się wziąć władzy siłą.