Szał bitewny, krew, krzyki to emocje, które miały radować Aresa. Był on jednak postacią znacznie bardziej złożoną i bohaterem opowieści, które z bogiem wojny w żadnej mierze się nie kojarzą. Rzadko odnosił spektakularne zwycięstwa; częściej przegrywał, a także stawał się obiektem kpin mieszkańców Olimpu. A jednak jego imię wywoływało grozę.
W podręcznikowym ujęciu Ares jest dzieckiem Dzeusa i Hery. Olimpijska para doczekała się jeszcze dwóch córek: Hebe i Ejlejtyi. Jednak już sam Homer wspomina jeszcze jedną siostrę Aresa, Eris – tę, która zdaje się równie, jeśli nie bardziej, szalona niż brat. W późniejszej tradycji, znanej z czasów rzymskich, Hera poczęła wojowniczego boga za pomocą kwiatu i bez współżycia z Dzeusem.
Jakkolwiek było, relacje syna z ojcem nie układały się najlepiej. W V księdze „Iliady” Dzeus tak zwraca się do syna: „Jesteś mi wrogi najbardziej ze wszystkich bogów Olimpu/ miła ci bowiem jest zawsze niezgoda, bitwa i wojna (…)/ Gdyby to inny bóg jakiś tobie, okrutny, dał życie/ w większą głąb byłbyś niż Dzieci Urana dawno strącony”.
Homeryckie określenie alloprósallos, użyte w tej scenie, oznacza skłaniającego się raz ku jednym, raz ku drugim. A w pełni przerażający obraz boga wojny kreśli Hezjod: „Sam morderczy Ares, łupieżca; włócznie w dłoniach dzierżąc,/ wodził ciężkozbrojnymi, purpurowy od krwi, jak gdyby żywych zabijał/ z swego rydwanu, a przy nim stały i Trwoga, i Popłoch”.
Starożytni przekazali nam swoje wyobrażenie Aresa w formie licznych opisów. Bóg był zatem złoty i piękny, miał mściwe spojrzenie, a w czasie walki zanosił się głośnym krzykiem. Wiele też miejsca poświęcono jego uzbrojeniu. Prócz już wzmiankowanej włóczni i rydwanu – zaprzęgniętego w cztery konie o złotych uzdach i lejcach – mowa o tarczy i zbroi.