W mitologiach świata znana jest figura bóstwa trickstera – niepozbawionego trudnego uroku zuchwałego oszusta, opryszka, psotnika, ale i demiurga, jak skandydawski Loki czy zachodnioafrykański pajęczokształtny Anansi. W wierzeniach Greków taką figurą jest Hermes, przez Rzymian utożsamiony z Merkurym. Wymowne, że najsłynniejszym z jego dzieci – choć jego ojcostwo bywało kwestionowane – był dziki górski bóg Pan o półkoźlej postaci, grający na fletni. Częsty homerycki przydomek Hermesa – argeiphontes, co rozumie się zazwyczaj jako zabójca Argosa, monstrualnego olbrzyma – sugeruje jednak nieco inny, pradawny wizerunek postaci w szeroko rozpowszechnionym indoeuropejskim typie pogromcy potworów.
Najważniejszą opowieścią o dokonaniach Hermesa, jakby przyspieszoną relacją z dojrzewania i kształtowania się boga złodziei, jest jeden z najdłuższych, najciekawszych Hymnów Homeryckich, powstały już w okresie klasycznym literatury greckiej. Ten niezwykle wdzięczny literacko tekst ma wartką akcję i nie brak mu humoru. Opisuje przygody nowo narodzonego bóstwa. Hermes urodził się ze związku Dzeusa z Mają, córką Atlasa, jedną z plejad, z którą połączył się w grocie Kyllene w Arkadii. Kilkudniowe zaledwie bożątko umknęło z kołyski, by porwać stado wołów swojego starszego brata – Apollona, bóstwa przecież groźnego, wszechwiedzącego patrona wróżbiarzy. Zanim jednak tego Hermes dokonał, zobaczywszy żółwia, zmyślnie wykorzystał jego skorupę, by wynaleźć lirę – faktycznie w ten sposób Grecy sporządzali pudło rezonansowe tego instrumentu strunowego. Ukradłszy woły, mały Hermes zatarł ślady, prowadząc je tyłem. Dwie sztuki bydła zabił, wykazując się niespodzianą siłą (mowa o noworodku), a szykując sobie posiłek, przy okazji wynalazł sposób krzesania ognia.