Czczona wszędzie, ale właściwie nigdzie konkretnie. Zawsze w centrum życia starożytnych Greków, a równocześnie gdzieś na uboczu olimpijskiej siedziby bogów. Opiekunka domów, sama jednak nieposiadająca rodziny. Bogini paradoks. Hestia, choć wymieniana jest na ogół jednym tchem ze swymi siostrami (Demeter, Hera) i braćmi (Posejdon, Hades, Dzeus), nigdy nie odgrywa w mitologii roli pierwszoplanowej. Choć sama była blaskiem, bo święty ogień płonący w paleniskach domowych i państwowych stanowił jej upostaciowienie, jako bogini pozostawała w cieniu. Wolała usuwać się na drugi plan, oddając swoje miejsce w gronie dwunastu bogów olimpijskich najmłodszemu z nich – Dionizosowi.
Nie była Hestia bohaterką żadnych skandalizujących opowieści. W mitologii pojawia się najczęściej na mgnienie oka. Jako pierwsze dziecko Rei i Kronosa została również jako pierwsza połknięta przez swojego ojca, a jako ostatnia wypluta z jego trzewi, gdy zadziałał podstęp Dzeusa i boskie potomstwo w odwróconej kolejności ponownie przyszło na świat – tym razem już dorosłe i gotowe przejąć nad nim panowanie. Cała piątka wsparła Dzeusa w walce z Kronosem, ale chyba tylko Hestia dochowała nowemu władcy całkowitej wierności, nigdy nie podważając jego pozycji najważniejszego z bogów. Jako jedyna z olimpijczyków nie dołączyła chociażby do słynnego spisku zawiązanego przez Herę.
Jej lojalność została nagrodzona w sposób szczególny – gdy Posejdon i Apollon zabiegali o jej rękę, Hestia poprosiła Dzeusa, żeby nie musiała wychodzić za mąż, zachowując wieczne dziewictwo. Zgodę tę uzyskała, a wraz z nią przywilej otrzymywania pierwszej części libacji (płynnych ofiar) składanych każdemu z bóstw w trakcie uroczystości publicznych i podczas przyjęć domowych, gdyż – jak potwierdza XXIX Hymn Homerycki – „Nikt nie zasiądzie do uczty, by z jej początkiem i końcem Hestii nie złożyć płynnej ofiary z wina słodkiego”.