Już samo to, że jego historia zaczyna się nie od Homera, lecz od Hezjoda pokazuje oryginalność bohatera. Drugi z wielkich poetów okresu archaicznego zaczął ją standardowo od genealogii, z której dowiadujemy się, że ojcem Prometeusza był tytan Japet. Ten – by pozostać przy autorze „Teogonii” – „do łoża powiódł Okeanidę” Klymene o pięknych kostkach, córkę Okeanosa. Następstwem związku były narodziny czterech synów: Atlasa znanego z podtrzymywania sklepienia świata, strasznego pyszałka Menojtiosa, niezbyt rozgarniętego Epimeteusa i Prometeusza. Ten ostatni był postacią „różnych pomysłów pełną”.
To niejedyna jego genealogia. O ile postać ojca zazwyczaj jest pewna, o tyle Apollodor za matkę uznaje Azję, a Ajschylos – Temidę. Wersji jest znacznie więcej. W zachowanych relacjach nie znajdziemy informacji o dzieciństwie Prometeusza, choć jego czyny należą do najbardziej znanych w mitologii. Nie jest to zjawisko odosobnione w greckich wierzeniach.
Prometeusz od razu pojawia się jako postać, która rywalizuje na umysły z samym Dzeusem. W Mekone (późniejszy Sikyon na Peloponezie) w czasach, gdy ludzie i bogowie żyli jeszcze razem, doszło do rozdzielenia obu tych porządków. Jest to opowieść ważna, bo etiologiczna – służy wyjaśnieniu powstania zjawisk kluczowych dla danej cywilizacji. Przy takich opowieściach nie zawsze potrafimy odpowiedzieć na wszystkie pytania, a fakt tak dawnej tradycji jak ta hezjodowa wcale nie ułatwia zadania.
W Mekone – jak podaje Hezjod – doszło do rozłamu za sprawą ofiarnego wołu (w wersji rzymskiej pojawiają się dwa zwierzęta), który został przez Prometeusza poćwiartowany. Przemyślny tytan kości pokrył apetycznym tłuszczem, natomiast mięso ukrył pod skórą. Następnie zwrócił się do Dzeusa, aby ten wskazał część dla bogów.