„Przekazane od dzieciństwa”
Bogowie Grecji i Rzymu w chrześcijańskim świecie. Od odrzucenia do alegorii
Odrzucenie. Odpór mitologii stawili pierwsi wyznawcy Chrystusa. Choć chrześcijaństwo stawało się religią panującą w Imperium Romanum, Dzeus, Herakles i Afrodyta nie zamierzali łatwo ustąpić. Nie byli tylko obiektami kultu – stali się częścią języka, edukacji i codziennych nawyków, z którymi nowa wiara musiała podjąć trudne, trwające stulecia negocjacje.
Chrześcijanie już u samego początku powstania swojej religii mieli nie lada problem z bogami i herosami grecko-rzymskimi. Wynikał on nie tylko z tego, że mieli do czynienia z politeizmem, ale nade wszystko z tego, że kultura antyczna była wszechobecna, wszechogarniająca. Rzymskie ulice w IV w. n.e. wciąż tętniły życiem dawnych bóstw. Towarzyszyły one ludziom wszędzie – liczba świątyń i ołtarzy w samej stolicy imperium przekraczała tysiąc. Bogowie i herosi byli obecni także w przestrzeni prywatnej i półprywatnej: w formie obrazów, mozaik, figurek czy zwykłych przedmiotów ozdabianych ich wyobrażeniami.
Opowieści mityczne kształtujące postrzeganie świata – począwszy od historyjek opowiadanych przez rodziców i niańki – znał każdy. Pyszną anegdotą podzielił się Synezjusz (IV–V w. n.e.), biskup z Kyrene, gdy w liście do przyjaciela przytoczył zabawną opowieść: „Są bowiem wśród nas tacy, którzy aż do dzisiaj sądzą, że włada Agamemnon, syn Atreusa – ten spod Troi, mąż dzielny i szlachetny; to imię bowiem zostało nam przekazane od dzieciństwa jako imię królewskie. Imieniem Odyseusza zaś ci zacni pasterze nazywają pewnego jego przyjaciela – człowieka łysego, lecz biegłego w radzeniu sobie ze sprawami i potrafiącego znaleźć wyjście w sytuacjach bez wyjścia”.
Postrzeganie świata poprzez mitologię nie dotyczyło wówczas tylko prostego ludu – prawdziwe rozterki przeżywali ci, dla których kultura antyczna była fundamentem wykształcenia.