Przekorny Mark Twain ujął to tak: „To było wspaniałe – odkryć Amerykę, ale o ileż wspanialej byłoby przepłynąć obok”. No ale Ameryka została odkryta, a 250 lat temu europejscy koloniści założyli tam swoje państwo. 4 lipca 1776 r. ogłosili deklarację niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. A potem zajęli się budową tego państwa i poszerzaniem jego granic, bardzo pielęgnując przy tym swoje odosobnienie.
O tej części dziejów USA opowiedzieliśmy w Pomocniku Historycznym „Stany Zjednoczone Ameryki. Jak rodziła się potęga” (I wyd. – 2013 r., II wyd. – 2022 r.). Mniej więcej do końca XIX w. Ameryka stawiała na izolacjonizm. Dlatego opowieść zakończyliśmy wówczas na Wielkiej Wojnie, gdy – przełamując swoje ogólne niezainteresowanie sprawami Starego Świata – USA przystąpiły w 1917 r. do militarnego konfliktu w Europie. Dołączyły do grona mocarstw, a ta nowa rola postawiła przed Amerykanami nowe wyzwania.
Gdy Stany Zjednoczone – zaatakowane w 1941 r. przez Japonię – włączyły się do kolejnej wojny światowej, prezydent Franklin Delano Roosevelt ogłosił: „Nieważne, ile czasu nam to zajmie, ale naród amerykański wykorzysta w słusznym celu swą potęgę i doprowadzi do całkowitego zwycięstwa”. I otóż o tej potędze i sposobach jej wykorzystania traktuje obecny Pomocnik Historyczny. Domykamy w ten sposób opowieść o dziejach państwa, które istnieje relatywnie krótko, wspomniane 250 lat, ale trudno przecenić jego wkład w obraz współczesnego świata.
Potęga Stanów Zjednoczonych nie sprowadza się tylko do przewag militarnych i dyplomatycznych – choć te jako pierwsze przychodzą na myśl. Nie chodzi też tylko o moce naukowe, przemysłowe, technologiczne, zdolności innowacyjne itp.