Na haju
Narkotykowa mapa USA: od morfiny do fentanylu. Nowe pole bitwy i broń masowego rażenia
Na uspokojenie, za niewielką opłatą. Na początku XX w., aby zażyć narkotyki, wystarczyło wejść do pierwszej lepszej amerykańskiej apteki. Morfina była powszechnie stosowanym lekiem przeciwbólowym, a niemiecki Bayer właśnie wprowadził na rynek heroinę jako jej bezpieczniejszy substytut i lek pozwalający wyjść z nałogu morfinizmu. Ogromną popularnością cieszyło się też opium. Nie było ono już wyłącznie narkotykiem palonym przez chińskich imigrantów w odrażających opiumowych norach. Palili je również ludzie z klasy średniej dla relaksu, a kobiety popijały nalewki z opium na wszystko, od bólów menstruacyjnych po stany lękowe.
Amerykanie byli wówczas w dużo mniejszym stopniu zaniepokojeni narkotykami niż alkoholem. Ówczesne elity postrzegały alkohol jako główny powód problemów społecznych i to przeciwko niemu skierowane były obywatelskie krucjaty i ruchy obywatelskie. W dużej mierze wynikało to z faktu, że w przeciwieństwie do spirytualiów narkotyki postrzegano jako środek uspokajający. Była to używka prywatna, w domowym zaciszu. A jeśli już postrzegano ją jako poważny problem, to utożsamiano z imigranckimi dzielnicami biedy.
Uchwalona przez Kongres w 1914 r. Harrison Narcotics Tax Act była pierwszym federalnym prawem, które regulowało i nakładało podatek na produkcję oraz dystrybucję narkotyków. Ustawa niczego nie zakazywała – wymagała natomiast od importerów, hurtowników, detalistów i lekarzy rejestracji w urzędzie oraz uiszczania niewielkiej opłaty. Mimo stosunkowo łagodnego charakteru, odniosła sukces – szczególnie jeśli chodzi o spożycie kokainy, które w kolejnych latach znacznie spadło.
Narkotyk ten jeszcze długo służył natomiast stygmatyzacji mniejszości rasowych, szczególnie Afroamerykanów. W latach 20. i 30. popularnością wśród białej opinii publicznej cieszyły się doniesienia o przestępstwach seksualnych popełnianych przez czarnych Amerykanów właśnie pod wpływem kokainy.