Na urzędzie
Sędzia, cześnik i podstoli. Urzędy i godności w Rzeczpospolitej
Urzędniczy prestiż. W opublikowanym w 1638 r. dziele „Oekonomia albo porządek zabaw ziemiańskich…” student Akademii Krakowskiej Władysław Stanisław Jeżowski zamieścił frazę, która stała się pierwowzorem jednego z najpopularniejszych sarmackich przysłów: „Szlachcic, który poczciwy, by siedział w ogrodzie/ Równy kasztelanowi także wojewodzie”. Z biegiem czasu słowa, trafnie oddające ideę szlacheckiej równości, w nieco zmodyfikowanej formie stały się dewizą stanu szlacheckiego. Nie obrazowały jednak rzeczywistości społecznej nowożytnego państwa polsko-litewskiego, która opierała się na rozbudowanej hierarchii urzędniczego prestiżu. W Rzeczpospolitej, w której prawo zakazywało przyjmowania zagranicznych tytułów arystokratycznych (jak książę czy hrabia – z nielicznymi wyjątkami dla starych rodów litewsko-ruskich), to właśnie urzędy stały się głównym narzędziem budowania statusu społecznego, wyznaczania precedencji towarzyskiej oraz tworzenia drabin awansu.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że codzienność herbowych była znaczona ustawicznymi zabiegami o różnego rodzaju godności. Posiadanie urzędu dodawało dobrze urodzonemu splendoru, świadczyło o jego znaczeniu i niejako dopełniało szlachectwo, co podkreślał XVII-wieczny poeta i satyryk Wacław Potocki, który sam sprawował w życiu kilka urzędów. W swojej fraszce pisał: „Piękna rzecz szlachcicowi urząd; bardzo głupi/ Kto nim gardzi, ale ten bardziej, co go kupi”. Chętnych do objęcia danej posady nie brakowało, a że urzędów do rozdania było o wiele mniej niż ubiegających się o nie, dlatego imano się różnych sposobów (z kupnem włącznie).
Wejście do elity nie zawsze wiązało się z finansową gratyfikacją, tym bardziej że w XVI w. zaczął zanikać system wynagradzania urzędników.