Hierarchia przyjaźni
Klienci, czyli przyjaciele i kreatury
Pater familias. „Garnę się pod stopy pańskie, suplikując, abyś JW Panie tę wierną i pokorną głowę raczył jako szczęśliwszy Pyrrhus dotknąć palcem u nogi, abym za tym łaskawym dotknięciem wziął zdolność zapisania się tym piórem Jaśnie Wielmożnym, Wielmożnym Ichmościom, moim wielce miłościwym panom i dobrodziejom”. Czołobitny sposób, w jaki Marcin Matuszewicz, kasztelan brzeski, zwracał się w latach 70. XVIII w. do wielkiego kanclerza litewskiego Michała Fryderyka Czartoryskiego z prośbą, aby ten włączył go do grona jego klientów, pokazuje moc i znaczenie fenomenu, jakim była klientela.
Amerykańska antropolożka Sydel Silverman zdefiniowała relację klient–patron jako „stosunek osób o nierównym statusie, który nakłada na partnerów różne wzajemne zobowiązania”. Ich podstawą były z jednej strony ochrona i łaska, a z drugiej – lojalność. Klientelizm był relacją wysoce osobistą, wymagającą bezpośrednich kontaktów twarzą w twarz. System patronażu, jaki rozwinął się w Rzeczpospolitej, opierał się na solidarności stanowej oraz poczuciu lokalnej więzi. Magnat pełnił w nim funkcję ojca wielkiej rodziny (łac. pater familias), wzorowaną w pewnym stopniu na starożytnym Rzymie. Był jednocześnie przywódcą społeczności lokalnej, politycznym liderem i najwyższym autorytetem. Jego opieka nad szlachtą miała bardzo szeroki, niesprecyzowany wymiar, ale obejmowała zarówno patronat polityczny, czyli promowanie na urzędy i stanowiska, jak i ochronę przed lokalnymi wrogami bądź wyrokami sądu. W zamian szlachta obiecywała służyć panu w każdej potrzebie. Ten zaś używał swoich klientów do celów prestiżowych, politycznych oraz w porachunkach z konkurencyjnymi stronnictwami.
Zboże i przestrzeń. Przyczyny, dla których klientelizm uformował się i rozkwitł właśnie w Rzeczpospolitej, historyk Antoni Mączak, najwybitniejszy badacz tego systemu, upatrywał w trzech zjawiskach.