Jak kraj długi. Cz. I
Panowie bracia. Od Wielkopolski po Inflanty. Cz. I
Wielkopolska
Między Skrzetuskim a Opalińskim. Gdy współczesny Polak myśli o Sarmacie, przed oczami staje mu zazwyczaj kresowy zagończyk: skory do bitki i swawoli, z szablą w jednej ręce i kielichem w drugiej. Mało kto pamięta (wie?), że bohater literackiej epopei kresowej – niezłomny Jan Skrzetuski z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza – miał swój historyczny pierwowzór w osobie Mikołaja Skrzetuskiego, rodowitego Wielkopolanina.
Z drugiej strony to właśnie wielkopolski magnat, wojewoda poznański Krzysztof Opaliński, zapisał się na czarnych kartach polskiej historii dramatyczną kapitulacją pod Ujściem w 1655 r. (wspomnianą w innej części sienkiewiczowskiej Trylogii, w „Potopie”), otwierającą Szwedom drzwi do Rzeczpospolitej. Te skrajności ukształtowały stereotyp Wielkopolanina jako człowieka rozpiętego między patriotycznym obowiązkiem a pragmatyzmem i chłodną polityczną kalkulacją.
Leżąca na zachodnich rubieżach Rzeczpospolitej dzielnica była pomostem między Koroną a Śląskiem i Brandenburgią. Jej granice z niewielkimi wyjątkami odpowiadały terytorium współczesnego województwa wielkopolskiego (to tzw. Wielkopolska właściwa). Składała się z województw poznańskiego i kaliskiego. W przeciwieństwie do Mazowsza, gdzie roiło się od ubogiej szlachty zagrodowej, tutaj uprzywilejowani stanowili elitarną mniejszość. Liczba herbowych oscylowała między 3,25 a 5,6 proc. Ale aż ok. 40 proc. z nich (ok. 3900 z 9500–9800 za czasów Wazów) stanowiła szlachta nieposiadająca ziemi, tzw. brukowcy.
Ta struktura, połączona z niewielką obecnością skorych do krwawego rozwiązywania konfliktów szlachciców zagrodowych, przełożyła się na wyjątkowy spokój – próżno tu szukać przykładów sąsiedzkiej przemocy.