Historia

Oblicza okupacji

Września (Wreschen), 1939 r. Niemcy przyłączyli ją do tzw. Kraju Warty, gdzie powszechne były przesiedlenia Września (Wreschen), 1939 r. Niemcy przyłączyli ją do tzw. Kraju Warty, gdzie powszechne były przesiedlenia Archiwum Tomasza Wiśniewskiego / Forum
Trudno mówić o jednakowym zbiorowym doświadczeniu wojny. Pod okupacją żyło się różnie, w zależności od tego, gdzie się mieszkało i kim się było.
Okupacyjny pieniądz obowiązujący w Generalnym Gubernatorstwie (banknot 500-złotowy nazywano góralem)Leszek Kasprzak/Forum Okupacyjny pieniądz obowiązujący w Generalnym Gubernatorstwie (banknot 500-złotowy nazywano góralem)

Bombardowania, ostrzał artyleryjski, starcia oddziałów były, co prawda, doświadczeniem większości społeczeństwa, ale tylko gdzieniegdzie długotrwałym. Działania militarne podczas II wojny – w odróżnieniu od długotrwałego zalegania w okopach w I wojnie – były niezwykle niszczycielskie, ale również szybko mijające. A więc podstawowym (i najdłuższym) doświadczeniem stała się okupacja i wynikająca z niej eliminacja elity przywódczej, pozbawienie wszelkich możliwości wyrażania odrębności narodowej i kulturowej i w końcu germanizacja.

Aresztowania i masowe egzekucje intelektualistów, działaczy politycznych, przedstawicieli wolnych zawodów, ziemian, nauczycieli, księży zaczęły się już jesienią 1939 r. Do końca roku na ziemiach wcielonych do Rzeszy życie straciło ponad 40 tys. osób (najwięcej – ok. 30 tys. – na Pomorzu). Jeżeli np. straty duchowieństwa katolickiego w skali kraju wyniosły ok. 20 proc., to tutaj – 50 proc. W rezultacie już w 1940 r. inteligencja polska praktycznie zanikła jako grupa na wcielonej do Rzeszy części II RP. Germanizacja (i jej skutki, jak np. służba w Wehrmachcie) była, zwłaszcza na Górnym Śląsku i Pomorzu, zjawiskiem powszechnym i masowym. Fakt podpisania tzw. volkslisty nie był tam – jak np. w Generalnym Gubernatorstwie – postrzegany jako zdrada narodu, lecz ogólnie przyjęta strategia przetrwania. Skutki odczuwamy do dziś. Np. nagminne w Warszawie używanie słowa folksdojcz jako symbolu zaprzaństwa (w zaskakujących nieraz kontekstach!) nie zdarza się raczej w Katowicach czy Bydgoszczy.

Deportacje, grabież, wyzysk

Tam, gdzie germanizowano nie ludzi, lecz ziemię, powszechnym doświadczeniem były deportacje do Generalnego Gubernatorstwa i przymusowe przesiedlenia wewnętrzne (przede wszystkim w tzw. Kraju Warty). Nie ulega wątpliwości, że dla Polaków wypędzonych z Gdyni, Łodzi czy Poznania fakt przymusowego opuszczenia domu, obóz zbiorczy, transport, pierwsze tygodnie w Generalnym Gubernatorstwie były przeżyciem traumatycznym. Ale mimo wszystko ich wojenna egzystencja była w Warszawie, Radomiu czy Lublinie bardziej ludzka niż rodzin czy znajomych pozostałych na terenach przyłączonych do Rzeszy. Chociaż trudno używać określenia normalność, to wysiedleni z Wielkopolski czy Pomorza mogli w GG bez obaw mówić po polsku, chodzić do polskich kościołów, czytać polskie gazety, uczestniczyć w życiu gospodarczym, ich dzieci chodziły oficjalnie do szkoły podstawowej, a na tajnych kursach mogły robić maturę czy studiować. Wysiedleńcy stosunkowo szybko przystosowali się do nowych warunków (już w 1942 r. zniknęli ze sprawozdań instytucji charytatywnych). Części wypędzonych przetrwanie ułatwiło przejęcie miejsc pracy, warsztatów czy sklepów należących wcześniej do ludności żydowskiej.

Mimo że Generalne Gubernatorstwo było obszarem brutalnego terroru, grabieży, wyzysku, to jednocześnie – zwłaszcza w porównaniu z ziemiami przyłączonymi do Rzeszy i z okupacją radziecką – stanowiło swoisty skansen. Chłopi w olbrzymiej większości utrzymali swoje gospodarstwa, ziemianie – majątki, duchowieństwo – kościoły, urzędnicy – posady, drobnomieszczanie – warsztaty, sklepy i restauracje. Wykluczenie obejmowało Żydów (ze wszystkich sfer życia społecznego, ekonomicznego, kulturalnego), burżuazję i intelektualistów. Okupanci byli tutaj jednak gorzej przygotowani do rozprawy z elitami niż na ziemiach zachodnich. Z powodów pragmatycznych (o nich dalej) oszczędzono większość nauczycieli, urzędników, duchowieństwo, działaczy gospodarczych.

Nie oznacza to bynajmniej, że inteligenci byli tutaj bezpieczni – do końca 1939 r. zamordowano w GG ok. 5 tys. osób. Najbardziej znaną akcją represyjną wobec intelektualistów było aresztowanie 6 listopada 1939 r. 183 profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Między majem a lipcem 1940 r. okupanci przeprowadzili w GG tzw. akcję AB, w wyniku której śmierć poniosło ponad 3,5 tys. osób ze środowisk inteligenckich (egzekucje wykonywano m.in. w podwarszawskich Palmirach).

GG było rodzajem kolonii, w której niemieccy okupanci zastosowali brytyjskie doświadczenia, pozostawiając na niższych stanowiskach miejscowych. Została więc utrzymana polska policja, część sądownictwa, szkolnictwo podstawowe i zawodowe, spółdzielczość, instytucje charytatywne. Polacy dominowali również w administracji niższego szczebla Generalnego Gubernatorstwa, stanowiąc na początku 1944 r. co najmniej połowę burmistrzów i wójtów. Większość pracowników umysłowych albo utrzymała dawne miejsca pracy, albo znalazła zatrudnienie w samorządzie lub rozbudowywanej przez okupantów biurokracji. W rezultacie w 1944 r. było w GG o połowę więcej urzędników średniego i niskiego szczebla niż w 1938 r. na tym obszarze. Z jednej strony bezsprzecznie była to (najczęściej dobrowolna!) praca dla okupanta, z drugiej zaś bez polskich urzędników, sędziów, policjantów (z których znaczna część była w konspiracji) okupacja byłaby zapewne jeszcze trudniejsza, a doświadczenia społeczeństwa bardziej tragiczne. Jednocześnie to właśnie na obszarze Generalnego Gubernatorstwa koncentrowała się działalność podziemia (politycznego i zbrojnego), opór kulturalny i ekonomiczny. Nic też dziwnego, że ok. 98 proc. wszelkich akcji sił policyjnych i wojskowych, skierowanych przeciwko społeczeństwu polskiemu, odnotowano w GG.

Wysiedlenia klasowe

Pod okupacją radziecką represje miały podłoże nie tyle rasistowsko-etniczne, co klasowe i prewencyjne (eliminowanie ewentualnej bazy ruchu oporu). Rozstrzelano wiosną 1940 r. kilkanaście tysięcy polskich oficerów i policjantów, wcześniej przeprowadzono aresztowania lub deportacje wszystkich mogących w jakikolwiek sposób zagrażać bezpieczeństwu (oficerowie, policjanci, leśnicy, osadnicy wojskowi, urzędnicy), nie wchodziło jednak w rachubę całkowite wyeliminowanie Polaków z życia naukowego czy kulturalnego (oczywiście pod warunkiem zaakceptowania istniejących realiów). Na uniwersytecie we Lwowie pozostała część polskiej kadry profesorskiej (m.in. kilkakrotny premier po 1926 r., matematyk Kazimierz Bartel). Działały polskie teatry, ukazywały się książki polskich klasyków (np. Mickiewicza), funkcjonowała polska sekcja lwowskiego radia. Jednakże nawet lewicowi intelektualiści nie byli bezpieczni, o czym świadczy aresztowanie nieskrywających przed wojną sympatii dla komunizmu Aleksandra Wata i Władysława Broniewskiego. Deportowano znaczną część inteligentów (głównie żydowskich) – uciekinierów z centralnej i zachodniej Polski.

Nawiasem mówiąc, dla wszystkich wysiedlonych z Kresów wspólne było doświadczenie skrajnie trudnych warunków panujących podczas transportu na Syberię czy do Kazachstanu i bytowania tamże. Jeżeli jednak w przypadku Polaków dominowały odczucia krzywdy, utraconego – na zawsze – kraju rodzinnego, to dla społeczności żydowskiej deportacja okazała się w ogólnym rozrachunku ratunkiem, dając więcej szans na przetrwanie niż pozostanie pod okupacją niemiecką. Nic dziwnego, że olbrzymia część ocalonych z Zagłady przetrwała właśnie w ZSRR.

Różne były okupacyjne doświadczenia (zwłaszcza w przypadku Generalnego Gubernatorstwa) miasta i wsi. W trosce o utrzymanie (i zwiększenie) produkcji okupanci dbali o zaopatrywanie (do 1943 r.) rynku wiejskiego w maszyny, nawozy, wyselekcjonowany materiał siewny i hodowlany. Wieś – nie tylko wielkoobszarowe gospodarstwa! – stać było na takie zakupy z racji korzystnego dla produktów rolniczych rozwarcia nożyc cen. Trudności aprowizacyjne w miastach rosły bowiem szybciej niż obciążenia i wyzysk (zwiększanie kontyngentów etc.) wsi, która w niemałej mierze dzięki naturalnym sposobom gospodarowania łatwiej wypracowywała mechanizmy obronne niż nowoczesne rolnictwo duńskie czy holenderskie. O ile więc miasta uległy powszechnej pauperyzacji, wieś (a przynajmniej część jej mieszkańców) była materialnym beneficjentem wojny, czerpiąc korzyści ze wzrostu cen na czarnym rynku.

Prewencja i represje

Odmienne były również doświadczenia represji i terroru. Aresztowania, zakończone zesłaniem do obozów koncentracyjnych lub zbiorowymi egzekucjami, miały w przypadku społeczeństwa polskiego dwa podstawowe cele: prewencyjny i represyjny. O ile ludność miejska (a zwłaszcza jej bardziej wykształcona część – w czasie wojny zginęło ogółem ok. 40 proc. osób legitymujących się przedwojennym wyższym wykształceniem) doznawała obu tych rodzajów praktycznie przez cały okres okupacji, to wobec wsi były skierowane przede wszystkim działania represyjne. Nasiliły się od przełomu lat 1942/1943, wraz ze wzrostem kontyngentów, wysiedleniami (Zamojszczyzna), a w ich wyniku – rozwojem partyzantki. Wieś poniosła też mniejsze straty w liczbach bezwględnych – w masowych egzekucjach na terenach wiejskich zginęło prawdopodobnie ok. 20 tys. ludzi, czyli mniej więcej połowa mieszkańców warszawskich dzielnic Wola i Ochota, rozstrzelanych w pierwszych dniach powstania warszawskiego.

Warto zaznaczyć, że chłopi – zarówno na ziemiach wcielonych do Rzeszy, jak np. na Zamojszczyźnie – zdecydowanie skuteczniej opierali się przymusowemu wysiedleniu niż ludność miejska. Na wsi łatwiej się było zorientować w przygotowaniach okupanta, łatwiej się było ukryć – w lasach lub u sąsiadów. Np. w Kraju Warty na początku akcji wysiedleńczej (w końcu 1939 r.) jej skuteczność wyniosła 75 proc., ale już wkrótce, kiedy społeczność polska ochłonęła z zaskoczenia, spadła do 25 proc. Nawet po rozpoczęciu akcji represyjnych utrzymywała się w niektórych rejonach na poziomie 40 proc. Na Zamojszczyźnie, mimo użycia do akcji przesiedleńczej znacznych sił policyjnych, SS i Wehrmachtu, ponad połowie ze 110 tys. przeznaczonych do wysiedlenia Polaków udało się uciec. Część schroniła się u rodzin, część w lasach, jeszcze bardziej wzmacniając partyzantkę.

Wieś była natomiast bardziej niż miasto narażona na pobór do pracy przymusowej w Rzeszy. Było to spowodowane zarówno przeludnieniem i ukrytym bezrobociem, jak niemożnością wykazania przydatności dla gospodarki niemieckiej na miejscu (co w mieście było łatwiejsze). Na wsi pozyskiwanie robotników było też znacznie brutalniejsze niż w mieście. W regionach rolniczych za niestawienie się do wyjazdu pociągano do odpowiedzialności rodziny, a obławy i łapanki, mające na celu pozyskanie siły roboczej, charakteryzowały się brutalnością (strzelano do uciekających). Nie bez znaczenia było również zapotrzebowanie w Rzeszy na robotników rolnych. W 1940 r. aż 90 proc. robotników przymusowych z ziem polskich pracowało w niemieckim rolnictwie, zaś w latach 1943–1944 – ok. 70 proc.

Niejako endemicznym doświadczeniem wsi był natomiast konflikt etniczny, zwłaszcza między Polakami a Ukraińcami (ale również Białorusinami i Litwinami). Najostrzej przebiegał na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i Chełmszczyźnie, gdzie w latach 1943–1944 doszło do niezwykle brutalnej i krwawej wojny między ukraińskimi nacjonalistami a ludnością polską. Kosztował życie 80–100 tys. Polaków i 15–20 tys. Ukraińców. Na najbardziej zagrożonych obszarach ratunkiem przed czystką etniczną stała się ucieczka, najpierw do większych miejscowości, potem – dalej na zachód (w sumie nawet 300 tys. osób). Część uciekinierów, pozbawiona środków do życia, została wysłana do Rzeszy jako robotnicy przymusowi; wielu – chcąc zapewnić sobie minimum egzystencji – zgłaszało się dobrowolnie.

Stolica oporu

Obraz wojny i okupacji w dużym stopniu zależał od tego, gdzie się mieszkało. Doświadczenia okupacyjne z Bydgoszczy, Poznania, Katowic musiały być inne niż z Lublina, Krakowa, Warszawy czy w końcu Lwowa i Wilna (w tym mieście okupanci zmienili się do lata 1944 r. pięciokrotnie!). W Generalnym Gubernatorstwie zdecydowanie wyróżniała się Warszawa, która – choć pozbawiona na rzecz Krakowa swojej stołecznej funkcji i zdegradowana do roli stolicy dystryktu – pozostała niekwestionowanym centrum politycznym, kulturalnym, ekonomicznym (w tym czarnego rynku). Obrona miasta w 1939 r., rozwinięty i dający o sobie znać (nieraz w formach niezwykle spektakularnych) ruch oporu, powstanie w getcie, następnie zryw w sierpniu–wrześniu 1944 r., po jego upadku wygnanie wszystkich mieszkańców lewobrzeżnych dzielnic (co stanowiło jedną z największych i najbardziej gwałtownych migracji przymusowych II wojny), zburzenie dużej części ocalałej po walkach substancji miasta spowodowały wyjątkową w skali wojennej Europy kumulację doświadczeń.

Przy okazji odnotujmy, że jeżeli przed wrześniem 1939 r. mieliśmy do czynienia ze społeczeństwem Polski, to w 1945 r. już tylko z polskim. Ta przemiana była wynikiem zagłady Żydów, polityki germanizacyjnej, konfliktów narodowościowych, terroru, przesunięcia granic, deportacji i przesiedleń.

 

Polityka 3.2010 (2739) z dnia 16.01.2010; Historia; s. 61
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną