Cele Nowego Świata
W pierwszej połowie XIX w. intrygujący eksperyment, jakim bez wątpienia były Stany Zjednoczone Ameryki, zaczął budzić żywe zainteresowanie Europejczyków.
Więzienie w Filadelfii, niegdyś wzór humanitaryzmu
Buddy Mays/Corbis

Więzienie w Filadelfii, niegdyś wzór humanitaryzmu

Jak rozwija się młoda republika, jeszcze przed półwieczem będąca jedną z zamorskich kolonii brytyjskiego imperium? W jakim stopniu udało się jej mieszkańcom zbudować demokratyczne państwo? Wielu mieszkańców Starego Świata udawało się do Ameryki osobiście, aby szukać odpowiedzi na takie pytania.

Jednym z nich był Alexis de Tocqueville. Przyszły autor dzieła „O demokracji w Ameryce” został wysłany wraz z urzędnikiem magistratu, a prywatnie swoim przyjacielem Gustavem de Beaumontem do Stanów w celu zbadania tamtejszego więziennictwa i możliwości zaszczepienia jego rozwiązań na gruncie francuskim. Młodzi, starannie wykształceni, będący wnikliwymi obserwatorami, ze swojego zadania wywiązali się rzetelnie, badając amerykański system penitencjarny podczas dziewięciomiesięcznej podróży w 1831 r., a następnie przedstawiając królowi Ludwikowi Filipowi stosowny raport.

11 lat później do młodej republiki przybył, zaproszony przez amerykańskiego eseistę Washingtona Irvinga, brytyjski pisarz Karol Dickens. Interesowały go przede wszystkim społeczne osiągnięcia Stanów, które opisał we wspomnieniach z podróży. Jego uwagę przykuły też zakłady karne. Nic w tym dziwnego; wszak w swoich powieściach (np. w „Klubie Pickwicka”) niejednokrotnie podejmował zagadnienia warunków panujących w brytyjskich więzieniach. Znał je zresztą z autopsji, bo jako dwunastolatek spędził trzy miesiące w londyńskim Marshalsea, dokąd jego ojciec został wtrącony za długi wraz z całą rodziną.

Zaczęło się w Pensylwanii

By wyjaśnić zainteresowanie przyjezdnych akurat amerykańskim więziennictwem, należy sięgnąć półtora wieku wstecz. W 1681 r. William Penn zawarł traktat z królem angielskim Karolem II o spłacie długu, jaki ów zaciągnął niegdyś u jego ojca. W zamian za jego darowanie, władca nadał Pennowi ziemie między istniejącymi już koloniami Nowy Jork i Maryland.

Z niemal nieograniczoną władzą, czyniącą z Pensylwanii jego prywatną posiadłość, Penn energicznie przystąpił do wdrażania w niej systemu demokratycznych rządów. Sam będąc kwakrem, nadał swoim współwyznawcom pełną wolność religijną (ci byli w Europie represjonowani, głównie z powodu pacyfizmu i wiążącej się z nim niechęci do służby wojskowej). Nowa kolonia otrzymała równie liberalne prawo karne.

Penn bowiem, powodowany przekonaniem o potrzebie proporcji kary do zbrodni, w 1682 r. zniósł karę śmierci za inne przestępstwa niż zabójstwo oraz dopuścił zamianę chłosty i więzienia na ciężką pracę. Przyświecało mu przy tym pragnienie nieodbierania przestępcy szansy na rehabilitację i powrót do społeczeństwa. Gdy kolonie zbuntowały się przeciw Anglii i przedzierzgnęły w Stany Zjednoczone Ameryki, myśl Penna podjął jeden z ojców-założycieli Benjamin Franklin. Jej dziedzictwem stał się tzw. system celkowy, zakładający budowę więzień z pojedynczymi celami, w których skazani, izolowani od świata, mieliby czas na pożyteczną pracę i refleksję nad swym postępowaniem.

Modelowe stało się ogromne więzienie stanowe w Filadelfii z celami wyposażonymi w małe warsztaty stolarskie, tkackie bądź przynajmniej w kołowrotki. Skazaniec, przekraczając bramę, miał zakładany na głowę czarny kaptur i w ten sposób – pozbawiony nawet szansy zorientowania się gdzie jest prowadzony – trafiał do swego miejsca odosobnienia, którego nie opuszczał, aż skończył się czas trwania kary. W jej trakcie nie przysługiwało mu prawo do odwiedzin, a nawet do otrzymywania jakichkolwiek wieści zza murów.

Co jednak w XVII lub jeszcze w XVIII w. uznane być mogło za wzór humanitaryzmu, to wychowanych w duchu oświecenia Tocqueville’a, Beaumonta i Dickensa zdjęło grozą. Stwierdzili, że całkowita, nieprzerwana izolacja jest karą niezwykle surową, niemającą na celu poprawy więźnia, lecz maksymalne pognębienie go. Wedle ich słów osadzeni, którzy wskutek osamotnienia nie oszaleli, wracają na łono społeczeństwa jedynie po to, by ponownie zająć się przestępczym procederem.

Dickens nie szczędzi temu rozwiązaniu słów krytyki, nazywając je okrutnym i błędnym. Swobodny, reportażowy styl jego przekazu pozwala mu na przytoczenie rozmów, jakie prowadził z wieloma skazanymi, które potwierdzają 11 lat wcześniejsze opinie z relacji Francuzów: część więźniów zdaje się pogrążonych w głębokiej rozpaczy, część popisuje się hipokryzją. Pisarz społecznik zwraca uwagę towarzyszącym mu w filadelfijskim więzieniu strażnikom, że długotrwała izolacja ma negatywny wpływ nie tylko na psychikę, ale i ciało. „Przestępcy długo tu przetrzymywani głuchną. Obsługa więzienna, mając stale do czynienia z więźniami, była po prostu zdumiona tym spostrzeżeniem i uważała je za bezpodstawne i urojone. A jednak pierwszy lepszy więzień, do którego się zwrócili, (…) potwierdził moje wrażenie (nic o nim przecież nie wiedząc) i wyznał ze szczerością tak naturalną, że nie mogło być co do niej żadnej wątpliwości, iż (…) słuch mu się ogromnie przytępił”.

Ciała razem, umysły oddzielnie

Nieco odmienną od zastosowanej w Pensylwanii formę przybrał system celkowy w więzieniu Auburn, w stanie Nowy Jork. Skazańcy noce spędzali tam w oddzielnych celach, ale za dnia jedli i pracowali razem, nie mogąc jednak przy tym odzywać się do siebie. Z czasem rozwiązanie to przyjęło nazwę systemu auburnskiego i rozpowszechniło się w całym kraju. Z uznaniem wypowiadają się o nim Tocqueville z Beaumontem, doceniając jego znaczenie dla zachowania bezpieczeństwa: „Kryminalista, który by obracał w myślach plan ucieczki bądź targnięcie się na życie któregoś ze strażników, nie wie, czy mógłby w którymś ze swych kompanów szukać wsparcia. Ich ciała znajdują się razem, lecz umysły są oddzielone i właśnie samotność myśli jest istotna, nie ciał”.

Francuzi zwracają uwagę, że połączenie samotnego odpoczynku i wspólnej pracy jest istotą resocjalizacji. Ten pierwszy element ma stanowić karę; wszak, jak stwierdzają w swym raporcie, byłoby nie do pomyślenia, aby więzień korzystał w zakładzie z przyjemności uczestniczenia w relacjach międzyludzkich dostępnych na wolności. Ma ponadto funkcję wychowawczą, dając czas do namysłu nad swoim postępowaniem. Aby więźniowie nie byli nawet świadomi, kiedy za ich drzwiami przechodzą strażnicy, podeszwy butów tych drugich zrobione są z korka.

Praca natomiast stanowi czynnik umożliwiający skazanemu powrót do uczciwego życia. Powierzenie skazanym jakiegoś zajęcia ma też na celu sprawienie, by ich osadzenie było mniej kosztowne dla społeczeństwa. Nakaz milczenia jest metodą dyscyplinowania, która pozwala na ograniczenie liczby strażników i przemocy fizycznej względem więźniów, co spotyka się z aprobatą Dickensa: „Świetnym przykładem danym w tej dziedzinie innym krajom Ameryka złożyła dowód wielkiej mądrości, ogromnej dobrej woli oraz szlachetnego i wzniosłego sposobu postępowania w tej sprawie”.

Nowojorskie groby

System auburnski z powodzeniem przyjął się w więzieniu stanowym Massachusetts w Bostonie. Jego organizacja wzbudziła w zwiedzającym go brytyjskim pisarzu uznanie; pierwsze wrażenie utrwalone na kartach jego dziennika podróży jest jednoznacznie pozytywne. Osadzeni w nim mężczyźni mogli razem pracować przy wyrobie gwoździ bądź obróbce kamienia, kobiety natomiast – przy produkcji odzieży. Swoje zajęcia wykonywali pod nadzorem osoby, która ich wynajęła, oraz strażników więziennych pilnujących, by się ze sobą nie porozumiewali.

Jak wynika z raportu Tocqueville’a i Beaumonta, systemy pensylwański i auburnski znalazły zastosowanie w większości zakładów penitencjarnych Stanów Zjednoczonych Ameryki. Odmienny obraz przedstawiał jednak nowojorski, cieszący się złą sławą, Tombs (ang. groby) – czyli zakład karny, który swą ponurą nazwę zyskał, według strażnika oprowadzającego po nim Dickensa, po serii samobójstw osadzonych w początkach jego istnienia. Skazańcy, pozbawieni wszelkiego ruchu, odsiadywali w nim swe wyroki ciasno poupychani w celach razem z oskarżonymi, którzy dopiero czekali na swe rozprawy, oraz... ze świadkami przestępstw. Tych bowiem czasem zamykano w celach do czasu złożenia przez nich zeznań, jeśli istniało podejrzenie zagrożenia ich życia na wolności.

Tombs to jednak niechlubny wyjątek i zarówno Tocqueville z Beaumontem, jak i Dickens stawiają rozwiązania systemu penitencjarnego we współczesnych sobie Stanach Zjednoczonych za wzór Europie. Zauważają przy tym trzeźwo, że możliwości resocjalizowania więźniów przez zatrudnienie są w Ameryce większe niż w ich ojczystych krajach z powodu wciąż niewielkiego zaludnienia młodej republiki i potrzeby niemal każdej pary rąk do pracy. Stary Świat zaczął pobierać nauki u Nowego.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną