Historia

Obywatele z palestry

Starożytni olimpijczycy

Grecki bokser w ciężkich rękawicach. Brązowy posąg z III/II wieku p.n.e. Grecki bokser w ciężkich rękawicach. Brązowy posąg z III/II wieku p.n.e. Wikipedia
Sport w starożytności traktowano zupełnie inaczej niż dziś. Służył o nie tylko ćwiczeniu ciał i edukacji młodzieży. Poza swoją sakralną funkcją, był również sprawdzianem charakteru, odwagi i obywatelskiej cnoty.

Nigdy przedtem i potem żaden naród nie przykładał tak wielkiej wagi do kultury fizycznej i w żadnym narodzie sport nie budził tak wielkich emocji. Starożytni Grecy uprawiali wiele różnych dyscyplin. Do najważniejszych należały bieg pojedynczy i podwójny (za miarę przyjmowano odległość jednego stadionu, czyli ok. 180–190 m), biegi z tarczą lub w pełnej zbroi, skoki w dal, rzut dyskiem i oszczepem, wyścigi jeźdźców i czterokonnych rydwanów, wreszcie zapasy, boks oraz swoiste połączenie tych dwóch dyscyplin – pankration. Są dwie cechy charakterystyczne wszystkich tych zawodów. Po pierwsze, zwycięstwo było w nich bezdyskusyjne – należało się zawsze najszybszemu, najsilniejszemu lub najdzielniejszemu, co każdy, widz czy uczestnik, mógł zobaczyć na własne oczy. Po drugie, każda z wymienionych dyscyplin wywodziła się z wojennych sprawności. I może dlatego właśnie największą sławę zdobywali zwycięzcy w tak zwanych sportach ciężkich: zapasach, boksie i pankrationie.

Weźmy choćby trzech najsłynniejszych: pankratiastę Polydamasa ze Skotussy, zapaśnika Milona z Krotony i pięściarza Diagorasa. Ich imiona poznał każdy Grek – od Sycylii aż po najdalsze wybrzeża Morza Czarnego. I to nie tylko za ich życia – sława tych trzech zawodników trwała tak długo, jak długo istniała antyczna cywilizacja. Trudno tu nie zadać sobie pytania: dlaczego właściwie wybitni sportowcy, a w szczególności mistrzowie sportów ciężkich, cieszyli się w Helladzie tak wielką sławą?

Gimnazjon


Każde, nawet najmniejsze spośród setek greckich poleis miało ambicję wybudowania u siebie gimnazjonu, który dziś urzędnik nazwałby kompleksem szkolno-sportowym. Składał się on zwykle z dwóch odrębnych, lecz stojących obok siebie budynków: palestry oraz gimnazjonu właściwego.

Rzymski inżynier Witruwiusz w swoim dziele „O architekturze ksiąg dziesięć” opisał, jak powinny wyglądać oba obiekty. Palestrę należy wybudować na planie kwadratu, tworząc perystyl, czyli otwarty wewnętrzny dziedziniec otoczony z czterech stron kolumnadą. Łączna długość portyków w palestrze wynosić powinna dwa stadiony. Trzy z nich miały być pojedyncze, czwarty, wzniesiony od strony północnej, podwójny – dla ochrony wnętrza przed zimnym wiatrem i zacinającym deszczem. Za każdą z kolumnad miała znajdować się eksedra, czyli sala z siedzeniami, pełniąca rolę klasy szkolnej. Najobszerniejszą umieszczano za podwójnym portykiem – tam młodzież męska miała słuchać wykładów filozofów i retorów, poznawać literaturę i historię swojej ojczyzny, słowem, przygotowywać się do roli obywatela. Inne mniejsze pomieszczenia to szatnie, magazyn oliwy do smarowania ciała, umywalnia z bieżącą wodą, kanisterion – sala, w której zawodnicy posypywali się piaskiem, oraz korykeion – pomieszczenie z workami, na których ćwiczyli bokserzy i pankratiaści. Na wewnętrznym dziedzińcu znajdowała się skamma, czyli skopana ziemia, stale spulchniana motyką, służąca ćwiczącym jako mata.

Do jednej z zewnętrznych ścian palestry przylegał pojedynczy krótki portyk, będący już częścią właściwego gimnazjonu. Dwa pozostałe, prostopadłe do niego, ograniczały przestrzeń stadionu z prawej i lewej strony, miały szerokość wystarczającą, by mogły służyć jako kryte bieżnie zimą i w czasie niepogody. Wzdłuż nich ciągnęły się otwarte tory dla biegaczy; przestrzeń pomiędzy portykami wykorzystywali do treningu skoczkowie, oszczepnicy i dyskobole, czasem znajdował się tam też odkryty basen.

Zapasy

Sama nazwa palestra pochodzi od słowa pale, czyli zapasy. To najstarsza dyscyplina spośród sportów ciężkich, wprowadzona na olimpiadzie osiemnastej (patrz słowniczek) w 706 r. p.n.e. i druga po zawodach biegaczy. Obowiązywały proste zasady – należało trzy razy rzucić przeciwnika na ziemię, przy czym za upadek uznawano dotknięcie jej jakąkolwiek częścią ciała inną niż stopa (nie dotyczyło to atakującego, który mógł, wykonując niski rzut, przyklęknąć na jedno kolano). Walka odbywała się w pozycji stojącej, nigdy w parterze. Najważniejszym elementem walki zapaśniczej były wysokie rzuty. Stosowano ich wiele – rzut po uchwyceniu przeciwnika wpół, zwany labein, hedran strepheim, czyli przerzut przez biodro lub plecy, różne rodzaje obaleń, dopuszczano zakładanie dźwigni i podcięcia. Nie istniał limit czasu, walczono tak długo, aż jeden z zawodników został pokonany.

Wspomniany już Milon z Krotony, żyjący w VI w. p.n.e., sześciokrotny zwycięzca z samej tylko Olimpii (w tym raz w grupie chłopców), to najsłynniejszy z greckich zapaśników. Jedno z tych zwycięstw odniósł bez pyłu, czyli bez walki – nikt po prostu nie odważył się stanąć z nim do zawodów. Gdy miał odebrać nagrodę za to łatwe zwycięstwo, potknął się i upadł. Tłum na stadionie zaczął domagać się, by sędziowie uznali go za pokonanego, na co Milon miał odpowiedzieć: To dopiero pierwszy upadek, niech no który wyjdzie i obali mnie jeszcze dwa razy. Rozsądek wśród publiczności zwyciężył żądzę sławy i Milon, nieniepokojony, odebrał wieniec.

O jego sile i doskonałej technice opowiadano niezwykłe historie. Ponoć potrafił trzymać w dłoni jabłko granatu w taki sposób, że nikt nie potrafił rozgiąć mu napiętych palców, by odebrać owoc, który mimo to pozostawał nieuszkodzony. Popisywał się też inną sztuczką – stawał na kamiennym dysku wysmarowanym tłuszczem i zachęcał śmiałków, by spróbowali go z niego zepchnąć na ziemię.

Przyczyną śmierci Milona stała się zbyt duża wiara we własne siły. W czasie przechadzki po lesie znalazł pień drzewa przygotowanego do wycinki, w które drwal wbił drewniane kliny. Zapaśnik, chcąc rozłupać pień gołymi rękami, wsunął dłonie w szczelinę, kliny wypadły i Milon, nie mając dość siły, by dokonać tego, co zamierzył, znalazł się w potrzasku. Uwięzionego siłacza rozszarpało stado wilków.

Boks

Jako drugi spośród sportów ciężkich pojawił się na igrzyskach boks, wprowadzony na olimpiadzie dwudziestej trzeciej (668 r. p.n.e.). Konkurencja ta, bardziej brutalna od zapasów, miała długą przedolimpijską tradycję. Boks w rękawicach, czyli sformalizowany jakimś rodzajem przepisów, uprawiano już na minojskiej Krecie. Grecka mitologia opowiadała o wielu świetnych pięściarzach, z których najznakomitszym był Polideukes, brat Kastora, uczestnik wyprawy Argonautów. Mity opisywały też zawody urządzane przez helleńskich bogów – walkę na pięści o władzę pomiędzy Kronosem a Zeusem czy pojedynek Aresa z Apollem, wygrany przez tego ostatniego. W epoce klasycznej bokserzy walczyli w rękawicach zwanych himantes – długich, liczących około czterech metrów miękkich rzemieniach z wołowej skóry, które owijano wokół nadgarstka i przedramienia (czasem, lecz nie zawsze, również wokół pięści) w taki sposób, że palce pozostawały wolne – zawodnik mógł więc swobodnie zaciskać lub otwierać pięść. Rękawice te, inaczej niż współczesne, nie służyły do ochrony przeciwnika przed ciężkimi urazami, lecz zabezpieczały przedramię boksera.

Pora w tym miejscu rozprawić się z jednym z największych nieporozumień dotyczących antycznego boksu. Często powtarzany pogląd głosi, że greccy bokserzy nie stosowali w walce żadnych technik obronnych, wymieniając się na zmianę ciężkimi ciosami. Pogląd ten jest nie tylko sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, ale i z posiadanymi przez nas źródłami. Pierwszym argumentem jest tu ochronna rola himantes, które w takim typie walki byłyby przecież zbędne. Pauzaniasz, w szóstej księdze swojego „Przewodnika po Helladzie”, przywołuje postacie dwóch słynnych bokserów, znanych z mistrzostwa w walce defensywnej. Pierwszy to Glaukos z Karystos, „najzręczniejszy ze swoich współczesnych w zadawaniu i parowaniu ciosów”, drugi zaś to Hippomachos Elejczyk, który „stoczył podobno walkę z trzema przeciwnikami i nie doznał przy tym żadnego uderzenia, ani nawet najmniejszego obrażenia fizycznego”. To naprawdę dowód wielkiego kunsztu.

Ikonografia z epoki, głównie malarstwo wazowe, ukazuje bokserów blokujących ciosy (przedramieniem lub ramieniem, ulubioną metodą potężnych bokserów najcięższych wag) i chroniących się za obronną gardą.

Skąd zatem wziął się ów pomysł o braku defensywy w antycznym boksie? Najprawdopodobniej z pewnej mrożącej krew w żyłach historii opowiedzianej przez cytowanego już tu Pauzaniasza. Dwaj pięściarze walczący na igrzyskach w Nemei, nie mogąc rozstrzygnąć pojedynku toczonego pod wieczór, zawarli przy świadkach umowę, że każdy z nich zada drugiemu tylko jeden, nieblokowany cios. Pierwszy uderzył Kreugas, mierząc w głowę. Damoksenos, który zdołał przetrwać atak, kazał unieść przeciwnikowi ramię, po czym uderzył pod żebrami, lecz nie pięścią, ale wyprostowanymi palcami. Przebił nimi skórę, dostał się aż do wnętrzności, które chwycił, wyciągnął na zewnątrz i rozerwał. Kreugas skonał natychmiast. Jednak Damoksenos nie został zwycięzcą – sędziowie uznali, że złamał umowę, zadając zamiast jednego ciosu wiele. Został zatem przepędzony, a wieniec zwycięstwa przyznano Kreugasowi.

Powróćmy jednak do boksu w jego tradycyjnej, mniej krwawej postaci. I tu, podobnie jak w zapasach, walczono bez przerwy, bez limitu czasu i podziału na rundy i wagi. Ciosy, mierzone przede wszystkim w głowę, zadawano pięściami; wydaje się, że dopuszczano również uderzenia podstawą wyprostowanej dłoni (element ten jest, chyba mylnie, identyfikowany przez niektórych autorów jako blok). Garda wyglądała zupełnie inaczej niż dziś – lewa ręka wysoko, daleko od ciała, prawa z pięścią zwróconą grzbietem ku górze, trzymaną na wysokości czoła. Garda taka ma sens, jeśli przyjmiemy, że większość ciosów zadawano w głowę. Sposoby na odniesienie zwycięstwa były dwa – doprowadzenie przeciwnika do stanu uniemożliwiającego dalszą walkę lub zmuszenie go do poddania, co przegrywający sygnalizował podnosząc wskazujący palec.

Pankration

Wreszcie ostatni ze sportów ciężkich – budzący grozę wśród współczesnych historyków pankration, dla uproszczenia mylnie określany jako połączenie zapasów i boksu. Konkurencja ta pojawiła się na olimpiadzie 33 w 648 r. p.n.e. Pankratiasta uprawiający ten najbardziej brutalny spośród sportów ciężkich dysponował największym zasobem technik ofensywnych. W pankrationie dozwolone były w zasadzie wszystkie formy ataku z wyjątkiem gryzienia, drapania i uderzania w oczy (jednak tego ostatniego nie zawsze zabraniano). Zawodnicy walczyli pięściami (bez rękawic), używali kopnięć – czasem dość wysokich i (jak możemy zobaczyć na malowidłach wazowych) bardzo poprawnych technicznie, zakładali dźwignie na wszystkie stawy, atakowali krocze, stosowali rzuty. Początkowa faza walki odbywała się w pozycji stojącej – wtedy to następowała wymiana ciosów i kopnięć. Nie po to, by znokautować przeciwnika, lecz wypracować dogodną okazję do rzucenia nim o ziemię. Wtedy następowała druga faza starcia, czyli walka w parterze. Inaczej niż w zapasach, nie miało tu znaczenia, który z zawodników dotknął pierwszy ziemi; chodziło o zmuszenie przeciwnika, z zastosowaniem ciosów, dźwigni i duszeń, do poddania się lub, podobnie jak w boksie, doprowadzenie go do stanu, w którym nie mógł on już kontynuować pojedynku.

Dziś wydaje się nam, że pankration to najbardziej brutalny z antycznych sportów. Co ciekawe, sami Grecy mieli na ten temat inne zdanie – uważali, że pojedynek pięściarski jest bardziej wyczerpujący – z tego powodu zawodnicy walczący w obu konkurencjach woleli stawać do pankrationu przed starciem na pięści.

Sportowcy

Kim byli ludzie, którzy dla krótkiej chwili triumfu potrafili zaryzykować tak wiele? Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, zawodnicy ćwiczący sporty ciężkie nie wywodzili się wcale z nizin społecznych. Co więcej, zwycięzcy zdobywali nie tylko sławę wielokrotnie przewyższającą popularność współczesnych sportowców, ale również szacunek, pozycję, a w wyjątkowych przypadkach stawali się herosami. Milon z Krotony jako głównodowodzący prowadził współobywateli na wojnę z mieszkańcami Sybaris, miał też należeć do grona uczniów Pitagorasa, co może świadczyć o zaletach jego umysłu. Inny atleta, pankratiasta Pulydamas ze Skotussy, słynny z ogromnej siły, potrafił podobno chwytając za koło osadzić w miejscu pędzący rydwan; naśladując Heraklesa gołymi rękami zadusił lwa na zboczach Olimpu – po swojej śmierci został zaliczony w poczet herosów, a jego posąg miał leczyć z gorączki. Nawiasem mówiąc, Pulydamas, podobnie jak Milon, zginął na skutek zbytniej ufności we własne siły – próbował mianowicie podtrzymać sklepienie walącej się jaskini.

Dorieus z Rodos, syn Diagorasa, podobnie jak ojciec wybitny pięściarz i podziwiany w całej Helladzie zwycięzca olimpijski, należał do najgorętszych zwolenników związku lacedemońskiego w czasach wojny peloponeskiej. Jego wpływy zdecydowały o tym, że Rodyjczycy opowiedzieli się początkowo po stronie Sparty, a sam Dorieus dowodził flotą w bitwie morskiej przeciw Ateńczykom. Spartanie jednak nie okazali mu wdzięczności – po przyłączeniu się Rodos do Aten (na co Dorieus nie miał żadnego wpływu, gdyż przebywał wtedy na Peloponezie) został przez nich aresztowany i stracony.

Można by wymienić wielu innych wybitnych obywateli-sportowców, cieszących się wysoką pozycją społeczną i mających wpływ na życie polityczne swoich poleis. Wszystkich ich jednak pod względem sławy prześcignął Ateńczyk Arystokles, syn Aristona, potomek świetnej i wpływowej rodziny (ze strony matki spokrewnionej z Solonem, słynnym ateńskim prawodawcą). Jako młody człowiek oddawał się on ćwiczeniom zapaśniczym, a nawet startował w igrzyskach istmijskich, których zwycięzcę, nawiasem mówiąc, nagradzano nie wieńcem z liści dzikiej oliwki, lecz selera. Sam start nie był wielkim osiągnięciem, jednak Arystokles musiał być niezłym zapaśnikiem, skoro odważył się wystąpić na panhelleńskich igrzyskach. Odznaczał się też podobno ogromną siłą. W palestrze nabył przezwisko, pod którym przeszedł do historii. Barczysty, czyli Platon.

Czy Arystokles-Platon ćwicząc z zapałem pady i rzuty zachowywał się w sposób niegodny człowieka ze swojej sfery? Przeciwnie. Oddając się ćwiczeniom robił dokładnie to, czego oczekiwano od młodego człowieka należącego do klasy wyższej. Znajomość bowiem sportów ciężkich, w szczególności zaś zapasów, uznawano za konieczny element wychowania obywatelskiego. Dlaczego?

Żołnierze

Grecja od zarania swych dziejów aż do rządów rzymskich namiestników nigdy nie zaznała pokoju. Toczyły się tam nie tylko wielkie konflikty, o których czytamy w dziełach historyków (jak wojna z Persami czy ta między Spartą a Atenami, nazwana peloponeską), lecz również tysiące małych konfliktów pomiędzy sąsiadami, bijącymi się o przesunięcie granicznego kamienia, zagarnięte stada czy po prostu dla podtrzymania wojowniczej tradycji. Wojna w Helladzie była zatem, z wielką zresztą dla Greków szkodą, stanem permanentnym. Zdawali sobie z tego sprawę mieszkańcy, uznając ów stan rzeczy za naturalny. Kleinias, jedna z trzech postaci występujących w dialogu Platona „Prawa”, mówi o tym tak: „wszystkie państwa wciąż, przez cały ciąg swego istnienia, toczą nieustannie wojnę z wszystkimi państwami. (...) To bowiem, co większość ludzi nazywa pokojem, jest pustym słowem, w rzeczywistości zaś każde państwo na mocy prawa natury prowadzi wciąż wojnę z każdym innym państwem, choćby jej nie wypowiadało”.

Nic zatem dziwnego, że uczestnictwo w wojnie uznawano za najważniejszy z obowiązków obywatela. Od VII w. p.n.e. sztuka wojenna Greków przybrała niezwykłą, nieznaną dotąd nigdzie formę – mieszkańcy Hellady, ciężko opancerzeni w spiż i używający wielkich tarcz, nauczyli się walczyć w zwartej formacji zwanej falangą. Sposób walki falangi, poza tym, że niezwykle skuteczny, dobrze oddawał poglądy Greków na sprawy zasadnicze – każdy żołnierz w szeregu był tak samo ważny i równo dzielił się ze swoimi towarzyszami tak obowiązkami, jak i odpowiedzialnością. Aby falanga działała skutecznie, musiała nastąpić nie tylko unifikacja uzbrojenia, ale też wyszkolenia – każdy słabszy hoplita (ciężkozbrojny piechur) stanowił zagrożenie dla spójności linii.

Wymyślono więc sposób, by zniwelować naturalne przecież różnice w sile, szybkości, percepcji i poziomie agresji, czyli szkolenie młodych obywateli-żołnierzy w sportach ciężkich. Pięściarstwo miało uczyć ich szybkiego reagowania i osłaniania się przed ciosami przeciwnika (ponoć dlatego właśnie boks ćwiczono w Sparcie w czasach, kiedy jeszcze Lacedemończycy walczyli bez hełmów), a pankration wytrzymałości i nieustępliwości. Co do zapasów – tu autorzy starożytni są zgodni – była to dyscyplina najbardziej pomocna w szkoleniu przyszłego żołnierza. Tu znów powinniśmy oddać głos Platonowi, specjaliście – jak już się okazało – w tej dziedzinie: „Taka natomiast szermierka (czyli walka wręcz), w której zawodnik stojąc prosto wciąż się wymyka chwytom przeciwnika i nie daje mu opleść sobie szyi, ramion i tułowia, uprawiana ze szlachetną ambicją dla zdobycia siły i zdrowia, w pięknej postawie ciała, pożyteczna jest pod każdym względem”. Dalej zaś: „walka zapaśnicza, o jakiej mówimy, jest najbardziej ze wszystkich ćwiczeń gimnastycznych zbliżona do walki na polu bitwy”.

Obywatele

Mężczyźni w wieku dojrzałym, posiadający już pełnię praw obywatelskich, nie porzucali treningu, przynajmniej dopóki dotyczył ich obowiązek służby wojskowej. Gimnazjon miał też ważne funkcje społeczne – obok placu ćwiczeń (gdzie dopasowywały się poszczególne oddziały hoplitów) i instytucji sympozjonu, pełnił rolę męskiego klubu – miejsca zawierania przyjaźni i politycznych sojuszy. Że od ćwiczeń nie wzbraniali się nawet najważniejsi i zasłużeni obywatele, wiemy choćby z „Żywotu Peryklesa” Plutarcha – wpływowy polityk nawet w dojrzałym wieku lubił się czasem zabawić zapasami z przyjaciółmi. Filip Macedoński, ojciec Aleksandra, ćwiczył pankration, słynny wódz ateński Ifikrates codziennie rano udawał się do gimnazjonu.

Że metoda przyjęta przez Greków była skuteczna, przekonali się ci, którzy próbowali z nimi walczyć. Parafrazując znane zdanie księcia Wellingtona, można powiedzieć, że bitwy pod Maratonem i Platejami zostały wygrane w palestrach i gimnazjonach całej Grecji.

Wszystko jednak ma swój kres.

Diodor Sycylijski i Kurcjusz Rufus opowiadają historię pankratiasty Dioksipposa, zwycięzcy igrzysk olimpijskich z 336 r. p.n.e. Ten młody i sławny Ateńczyk został gościem Aleksandra Macedońskiego. Podczas obozowej pijatyki Dioksippos został wyzwany na pojedynek przez jednego z przybocznych Aleksandra, imieniem Koragos. Pankratiasta przyjął wyzwanie. Następnego ranka, w obliczu całego wojska i za zgodą króla, stanęli naprzeciw siebie – Koragos, w pełnym uzbrojeniu, i Dioksippos, upozowany na Heraklesa – nagi, natarty oliwą, z maczugą w dłoni. Dioksippos z łatwością uniknął rzuconego weń oszczepu, maczugą zgruchotał włócznię Koragosa, następnie gołymi rękami odebrał mu miecz, samego rzucił o ziemię i, by zakończyć walkę, postawił stopę na gardle (wszystko to przy okazji odpowiada na pytanie o skuteczność w walce zawodników sportów ciężkich). Ten ostatni gest okazał się nierozsądny – Koragos był zbyt ważnym człowiekiem, by Aleksander pozwolił go publicznie i bezkarnie upokorzyć. Wkrótce Dioksipposa fałszywie oskarżono o kradzież złotej czary należącej do króla Macedończyków. Zelżony sportowiec popełnił samobójstwo.

Historia Dioksipposa, zapewne ubarwiona nieco przez antycznych pisarzy, poza tym że wykorzystana w walce politycznej przez wrogów Aleksandra, w metaforyczny sposób zapowiada koniec greckiego sportu w postaci, w jakiej możemy go podziwiać w epoce klasycznej. W drugiej połowie IV w. miękkie himantes zostają zastąpione przez ciężkie, twarde rękawice. Pojawia się coraz więcej sportowców walczących nie dla sławy, ale za pieniądze. Zawodnicy stają się zawodowcami. Przemiana polityczna, jakiej ulega świat grecki po śmierci Aleksandra, ma też wpływ na życie obywateli poleis. Nowi panowie, wymagający dla siebie czci boskiej i przyzwyczajeni do posłuszeństwa następcy Aleksandra, patrzą niechętnym okiem na wszelkie formy społecznej i politycznej aktywności obywateli. Podejrzane stają się sympozjony i ćwiczenia w palestrze. Obywatelski trening militarny w epoce wielkich najemnych armii traci sens – gimnazjony co prawda nie pustoszeją, ale zmienia się ich charakter – stają się instytucjami gimnastycznymi, w których młodzi chłopcy szukają nie szkoły dzielności, lecz sposobów na upiększenie swoich ciał. Trudno się powstrzymać, by nie powiedzieć – zupełnie jak dziś.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną