Historia

Wywrotka na przewrocie

Niekompetentny historyk przekonany jest, że odkrył nieznane dokumenty, recenzenci wewnętrzni nie dochowali staranności, a niechlujnie wydana książka ukazała się pod auspicjami Instytutu Pamięci Narodowej.

Tom „Przewrót majowy 1926 roku w oczach Kremla” zawiera teksty 60 dokumentów, z których 59 jest przechowywanych w Rosyjskim Archiwum Państwowym Historii Społeczno-Politycznej (RGASPI), gdzie zgromadzono zbiory byłego archiwum partyjnego. „Jak można wywnioskować z zapisów na kartach wypożyczeń – stwierdzają wydawcy – polscy badacze dotychczas do tych materiałów nie sięgnęli. Znakomita większość publikowanych tu dokumentów wykorzystywana jest zatem po raz pierwszy”.

Otóż nie jest to prawdą. Gdyby bowiem wydawcy spełnili podstawowy warunek pracy historyka, czyli zapoznali się ze stanem badań, ustaliliby, że znakomita większość publikowanych w tym zbiorze dokumentów od dawna jest w obiegu naukowym.

W publikacjach naukowych, które ukazywały się w Polsce już od początku lat 60., autorzy powoływali się na Archiwum Mikrofilmów Zakładu Historii Partii. Znajdowały się tam mikrofilmy dokumentów KPP z przechowywanego w Moskwie Archiwum Kominternu. Władze radzieckie nie chciały ujawniać, że udostępniają polskim partyjnym historykom zbiory Kominternu, i dlatego cytując odwoływano się do Archiwum Mikrofilmów.

Po rozwiązaniu się w styczniu 1990 r. PZPR jej zasoby archiwalne, w tym mikrofilmowe, zostały przekazane do Archiwum Akt Nowych. Gdyby więc Bogdan Musiał udał się do AAN, mógłby bez żadnych trudności ustalić, co z dokumentacji Kominternu jest od lat znane polskim historykom.

Recenzentami wydawniczymi tego zbioru dokumentów byli profesorowie Włodzimierz Suleja i zmarły niedawno Paweł Wieczorkiewicz. To oni powinni, gdyby dochowali koniecznej staranności przy lekturze maszynopisu, poinformować Bogdana Musiała, że znakomita większość przygotowanych przezeń do publikacji dokumentów jest już od prawie pół wieku w obiegu naukowym. Niestety, wszystko wskazuje, że recenzenci bardzo pobieżnie zapoznali się z maszynopisem.

 

We wprowadzeniu do publikowanych dokumentów Bogdan Musiał cofa się do wojny 1920 r., która „była pierwszą po zwycięskiej wojnie domowej podjętą przez młode państwo bolszewickie próbą rozszerzenia swego panowania na zachód. Rozszerzenia drogą orężną, do czego bolszewicy sposobili się już od grudnia 1919 r.”. Z tych konstatacji wyciąga wniosek, że „25 kwietnia 1920 r. wojska polskie pod dowództwem Józefa Piłsudskiego nieoczekiwanie przeprowadziły uderzenie prewencyjne i w ciągu niewielu dni zajęły rozległe obszary dzisiejszej wschodniej Ukrainy wraz z Kijowem. Wokół tej kampanii narosło wiele mitów, ale najnowsze krajowe badania, a także dostępne dopiero dziś źródła rosyjskie udowadniają, że chodziło tu o wojnę czysto prewencyjną”.

Pomińmy oczywisty błąd, że wojska polskie zajęły „rozległe obszary dzisiejszej wschodniej Ukrainy”, bo zajęły obszary dzisiejszej zachodniej Ukrainy, ale traktowanie wyprawy kijowskiej jako wojny czysto prewencyjnej jest całkowitym nieporozumieniem – Józef Piłsudski był naprawdę utalentowanym politykiem i świetnie rozumiał, że wobec olbrzymiej, czterokrotnej przewagi liczebnej Armii Czerwonej nad Wojskiem Polskim konieczne jest rozwiązanie polityczne. Słabość Rosji widział w jej składzie etnicznym i już w memoriale dla sztabu japońskiego w lecie 1904 r. pisał o rozcięciu Rosji po szwach narodowościowych. W tej koncepcji kluczową rolę odgrywała Ukraina, której niepodległość pozbawiała Rosję znaczącej części zaplecza rolniczego i przemysłowego. Podjęcie aktywnej polityki wobec Ukrainy wymagało rozstrzygnięcia walk w Galicji Wschodniej i znalezienia partnerów do realizacji koncepcji polityki wschodniej. Takim partnerem stał się Semen Petlura. Celem militarnym wyprawy kijowskiej było – jak pisał gen. Tadeusz Kutrzeba – rozbicie XII i XIV armii, co się jednak nie udało, bo obie armie, zamiast przyjąć walną bitwę, wycofały się.

Celem politycznym było utworzenie niepodległej Ukrainy, która, z natury rzeczy zagrożona przez Rosję, musiałaby szukać oparcia w Polsce. Tego ambitnego planu nie udało się zrealizować, bo Petlura nie uzyskał wystarczającego poparcia na Ukrainie. Nie oznacza to jednak, że wyprawę kijowską można określić jako wojnę prewencyjną.

Formułując tę opinię Bogdan Musiał powołuje się na rezultaty badań Andrzeja Nowaka („Polska i trzy Rosje. Studium polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego [do kwietnia 1920 r.]”, Kraków 2001) i Grzegorza Nowika („Zanim złamano »Enigmę«. Polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918–1920”, Warszawa 2004).

Nowak, w znakomicie udokumentowanej książce, stwierdza w zakończeniu, że wiosną 1920 r. „Piłsudski nie reagował tylko na zagrożenie ze strony Rosji bolszewickiej. Jako odpowiedź na to zagrożenie wybrał bowiem próbę urzeczywistnienia planu, czy może raczej politycznej wizji, jaką naszkicował po raz pierwszy dziesięć lat przed powstaniem partii bolszewickiej. (...) Przedstawiona w 1893 roku wizja odrodzenia wielkości Polski przez rozbicie rosyjskiego imperium wzdłuż jego narodowościowych »szwów« stała się motywem przewodnim politycznych i wojskowych decyzji Naczelnika Państwa wiosną roku 1920”. I dalej powiada: „Bez założeń swej polityki wschodniej Piłsudski nie zdecydowałby się przecież na akcję ofensywną wiosną 1920 roku. (...) Odrzucenie sowieckiego zagrożenia militarnego nie było na pewno jedynym celem Piłsudskiego, mimo wspomnianych już tutaj, tak właśnie brzmiących jego deklaracji, które formułował już jednak ex post”. Jeśli Bogdan Musiał rzeczywiście czytał tę książkę, okazał się nader hermetyczny na jej treść.

 

Wydawcy informują, że przy przygotowaniu dokumentów do druku stosowali wskazówki edytorskie IPN, że w dokumentach w języku polskim nie ingerowano w stylistykę. Jednak ingerowano, zamieniając lewy i prawy faszyzm – na lewicowy i prawicowy faszyzm, prawych na prawicowych, niedoocenę na niedocenianie. Komuniści posługiwali się specyficznym, zanieczyszczonym przez liczne rusycyzmy językiem, nie ma żadnego powodu, aby go stylistycznie wygładzać. Wątpliwe wydaje się też stosowanie do tego języka orwellowskiego określenia „nowomowa”, oznacza ono bowiem język skrajnie zideologizowany, który ma zakłamywać, fałszować rzeczywistość. Komuniści w korespondencji partyjnej i wewnętrznych dyskusjach posługiwali się językiem dla nich precyzyjnym, który można nazwać subkulturą lub po prostu żargonem partyjnym.

Historyk nie powinien bezkrytycznie odnosić się do dokumentów. Gdy w tekście referującym poglądy Dzierżyńskiego czytamy, że „prawica (»Piast«, NPCh, ND i ChD) gorączkowo organizuje się...”, jest rzeczą oczywistą, że Dzierżyński nie mógł myśleć o powiązanej z komunistami Niezależnej Partii Chłopskiej. Ale Musiał się nie zastanawia i zamieszcza przypis wyjaśniający, czym była NPCh. A jest rzeczą oczywistą, że Dzierżyński miał na myśli Narodową Partię Robotniczą. Gdyby autor zapoznał się z literaturą, wiedziałby, że działacz KPP, który wysunął hasło „rządu robotniczo-chłopskiego z Piłsudskim na czele”, to Kazimierz Lepa, czyli Bartek Lubelski. Poprawiłby błąd w nazwisku Brandt i zamiast wprowadzać to błędne nazwisko do indeksu osobowego, wiedziałby, że chodzi o Henryka Lauera.

Pełny tekst recenzji ukaże się w najbliższym numerze kwartalnika „Przegląd Historyczny”. „Przewrót majowy 1926 roku w oczach Kremla” pod redakcją Bogdana Musiała przy współpracy Jana Szumskiego, Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu,seria „Dokumenty”, tom 39, Warszawa 2009 r.

Polityka 18.2010 (2754) z dnia 01.05.2010; Historia; s. 78
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Szkoła bardzo szkodzi. Uczniom, demokracji, światu

Rozmowa z dr. Mikołajem Marcelą o fatalnych skutkach kultywowania XIX-wiecznej formuły szkoły, wychowywaniu do autorytaryzmu i o tym, jak można to zmienić.

Jacek Żakowski
18.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną